Kolejny miesiąc rozłąki z Katheriną. Czy tak samo będzie jak mała się urodzi? Nie sądzę by dobrym środowiskiem na dorastanie dziecka jest takie, w którym żyje dwóch ludzi którzy raz się kochają a raz nienawidzą. Ok, jeszcze trochę musimy wytrzymać z tym wszystkim. Być może właśnie przy najmniejszej kotce sprawy się uspokoją.
Z wrogami mam nadzieje też. Znów byłem na celowniku. Musiałem walczyć, jednak to było dla mnie normalnym elementem dnia. Wstaje, myje się, walczę z kimś kto chce mnie zabić, jem coś w fastfoodzie, wpadam gdzieś, do przyjaciół czy coś, znów ktoś chce mnie zabić, znów coś jem, pije whisky, prysznic i do łóżka. Samotnie.
Bez wahania wszedłem do domu, po czym przystanąłem w wejściu do kuchni. Oparłem się o framugę, spokojnie obserwując kociaka. Niby przyszedłem tu spięty i zły, ale to wszystko opuściło mnie gdy tylko spojrzałem na jej brzuch. Eh... tak się bałem, że nie zobaczę tego dziecka. Nigdy. A jednak? Ten demon zrobił jedną pożyteczną rzecz: uzdrowił mnie. I gdyby nie to, pewnie bym go już zabił. Choćby z wściekłości, za te miesiące miękki.
- Cześć - powiedziałem. Ben wstał i widocznie chciał wyjść.
- Hmm, ja pójdę - mruknął.
- Nie - zatrzymała go Katherina.
- Nie wplątujcie mnie w to - jęknął i wyszedł. Odprowadziłem go powoli wzrokiem, który zaraz przekierowałem na Katherine. Kilka chwil niezręcznej ciszy.
- Też mi Cię miło widzieć, kotku - prychnąłem. Nie byłem wredny, czy kpiący.
(Katherina?)
poniedziałek, 6 października 2014
piątek, 3 października 2014
od Katheriny - C.D Ben'a
Skinęłam jedynie głową i spojrzałam na Ben'a. Sprawdziłam zegarek i rozejrzałam się dookoła.
-Ben, ja muszę iść coś bardzo pilnie załatwić. Zobaczymy się jutro lub pojutrze? -zapytałam zaciekawiona
-W porządku-odpowiedział i wyszedł.
Przebrałam się szybko w jakieś bardziej wygodniejsze cichy. Zabrałam parę bardzo ważnych rzeczy i ruszyłam w stronę miasta. To jest zawsze dobre. Wystawianie się jako przynęta, a potem szybkie zabicie. Jeśli tak będę robić, to może temu człowiekowi,który mnie ściga, zabraknie ludzi? Nie........ w sumie to jest nie możliwe, ale musi wiedzieć, że ze mną lepiej nie zadzierać. Tak też myślałam, gdy znalazłam się nieopodal baru , zobaczyłam znów tą samą czarną furgonetkę i parru facetów w niej. No teraz to wyskoczyło ich więcej bo aż czterech. Piąty został w środku. Mając w zanadrzu , parę specjalnych trików, wbicie im sztylet w serce lub takie tam było dziecinnie proste.
*Miesiąc później*
Tak kochany miesiąc spędziłam, na spotykaniu się z Ben'em i zabijaniu ludzi ,którzy chcieli źle dla mnie i dla mojego dziecka. W sumie też między innymi dla Alec'a , bo wiedzieli że jest ze mną. Tak Ben dzisiaj znów mnie odwiedził po tygodniu przerwy. Jestem w połowie piątego miesiąca i już faktycznie widać, że jestem w ciąży. Brzuch na szczęście nie jest mega duży, bo raczej bym z takim nie wytrzymała. Na prawdę. Usiadłam na krześle w kuchni, z Ben'em , mając w ręce herbatę. Włączyłam telewizor w którym było parę wiadomości, że z jakiegoś miasta zniknęło trochę ludzie.
-Kobieta w ciąży wybija, połowę swoich wrogów w miesiąc. -powiedział kąśliwie-Nie codziennie się to zdarza-dodał z uśmiechem od ucha do ucha
Przyjrzałam mu się i odwzajemniłam jego uśmiech chytrze. No tak ma rację. Ale to nie moja wina, muszę to zrobić.
-Ale widzisz ty nie masz do ochronienia samego siebie, dziecka i poniekąd Alec'a-wzruszyłam ramionami-Gdy ma się broń, mniej więcej można ich szybko pokonać.
Ben zszedł wzrok powoli na mój brzuch i przyglądał mu się tak. Poczułam jak dziecko się poruszyło.
-Ładnie tak wyglądasz w tym większym brzuszku -zaśmiał się
Uśmiechnęłam się radośnie i zerknęłam na widoki za oknem.
-Nie widziałam Alec'a miesiąc. Jak myślisz , czy on w ogóle przyjdzie?-zapytałam
W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi, a zaraz w wejściu do kuchni zobaczyłam Alec'a. Spojrzałam an niego zdziwiona, ale jednocześnie miałam mieszane uczucia, powiązane z ostatnimi wydarzeniami.
(?)
-Ben, ja muszę iść coś bardzo pilnie załatwić. Zobaczymy się jutro lub pojutrze? -zapytałam zaciekawiona
-W porządku-odpowiedział i wyszedł.
Przebrałam się szybko w jakieś bardziej wygodniejsze cichy. Zabrałam parę bardzo ważnych rzeczy i ruszyłam w stronę miasta. To jest zawsze dobre. Wystawianie się jako przynęta, a potem szybkie zabicie. Jeśli tak będę robić, to może temu człowiekowi,który mnie ściga, zabraknie ludzi? Nie........ w sumie to jest nie możliwe, ale musi wiedzieć, że ze mną lepiej nie zadzierać. Tak też myślałam, gdy znalazłam się nieopodal baru , zobaczyłam znów tą samą czarną furgonetkę i parru facetów w niej. No teraz to wyskoczyło ich więcej bo aż czterech. Piąty został w środku. Mając w zanadrzu , parę specjalnych trików, wbicie im sztylet w serce lub takie tam było dziecinnie proste.
*Miesiąc później*
Tak kochany miesiąc spędziłam, na spotykaniu się z Ben'em i zabijaniu ludzi ,którzy chcieli źle dla mnie i dla mojego dziecka. W sumie też między innymi dla Alec'a , bo wiedzieli że jest ze mną. Tak Ben dzisiaj znów mnie odwiedził po tygodniu przerwy. Jestem w połowie piątego miesiąca i już faktycznie widać, że jestem w ciąży. Brzuch na szczęście nie jest mega duży, bo raczej bym z takim nie wytrzymała. Na prawdę. Usiadłam na krześle w kuchni, z Ben'em , mając w ręce herbatę. Włączyłam telewizor w którym było parę wiadomości, że z jakiegoś miasta zniknęło trochę ludzie.
-Kobieta w ciąży wybija, połowę swoich wrogów w miesiąc. -powiedział kąśliwie-Nie codziennie się to zdarza-dodał z uśmiechem od ucha do ucha
Przyjrzałam mu się i odwzajemniłam jego uśmiech chytrze. No tak ma rację. Ale to nie moja wina, muszę to zrobić.
-Ale widzisz ty nie masz do ochronienia samego siebie, dziecka i poniekąd Alec'a-wzruszyłam ramionami-Gdy ma się broń, mniej więcej można ich szybko pokonać.
Ben zszedł wzrok powoli na mój brzuch i przyglądał mu się tak. Poczułam jak dziecko się poruszyło.
-Ładnie tak wyglądasz w tym większym brzuszku -zaśmiał się
Uśmiechnęłam się radośnie i zerknęłam na widoki za oknem.
-Nie widziałam Alec'a miesiąc. Jak myślisz , czy on w ogóle przyjdzie?-zapytałam
W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi, a zaraz w wejściu do kuchni zobaczyłam Alec'a. Spojrzałam an niego zdziwiona, ale jednocześnie miałam mieszane uczucia, powiązane z ostatnimi wydarzeniami.
(?)
czwartek, 2 października 2014
od Ben'a - C.D Katheriny
Dziewczyna ma dwadzieścia jeden lat i pamiętnik grubości porządnej książki? Co ona, chce zostać filozofem czy opisuje samą pogodę przez dziesięć stron? No, w sumie ja też mógłbym spisać sporo, ale jestem o siedem lat od niej starszy.
Spojrzałem na nią, zastanawiając się, co jej powiedzieć. Tak, niby nigdy nie kłamię, ale co mam zrobić? "Wykonywałem swoją misję, jak zawsze"? Znów bym miał na karku kogoś, kto chce mnie "naprawić", zupełnie nie potrzebnie.
- Nic ciekawego - odpowiedziałem wymijająco. Uniosła brew zaciekawiona, jednak ja nie kontynuowałem, nie opowiadałem jej ani nic. Po co? Eh, ona nie da mi spokoju, postanowiłem więc jednak jej trochę opowiedzieć. Nie to, co robiłem w wolnym czasie, ale raczej moje braterskie obowiązki - Spędzałem głównie czas z Alecem.
(Katherina?)
Spojrzałem na nią, zastanawiając się, co jej powiedzieć. Tak, niby nigdy nie kłamię, ale co mam zrobić? "Wykonywałem swoją misję, jak zawsze"? Znów bym miał na karku kogoś, kto chce mnie "naprawić", zupełnie nie potrzebnie.
- Nic ciekawego - odpowiedziałem wymijająco. Uniosła brew zaciekawiona, jednak ja nie kontynuowałem, nie opowiadałem jej ani nic. Po co? Eh, ona nie da mi spokoju, postanowiłem więc jednak jej trochę opowiedzieć. Nie to, co robiłem w wolnym czasie, ale raczej moje braterskie obowiązki - Spędzałem głównie czas z Alecem.
(Katherina?)
od Katheriny - C.D Ben'a
Spojrzałam na niego trochę zdziwiona, ale kiedy poprosił o zmianę tematu pokiwałam głową. Jego wzrok przeniósł się na mój pamiętnik/księgę.
-Co to jest?-zapytał zaciekawiony
Sama spojrzałam na pamiętnik i wzięłam go do ręki. Był gruby i mosiężny , oprawiony w skórę z różnymi zdobieniami. Zerknęłam na Ben'a i uśmiechnęłam się delikatnie
-Tutaj zapisuje , gdzie byłam i co robiłam przez cały pobyt w danym mieście. -wyjaśniłam
-Coś w stylu pamiętnika nie?-zapytał
-Dokładnie-zaśmiałam się
Podniosłam się niechętnie z łóżka i odłożyłam go na miejsce. A konkretniej na szafę, gdzie było wiele starych książek. Tak, jak się pokręcisz w różnych miejscach, to wiesz co zabrać , żeby się czegoś dowiedzieć. Zerknęłam na swój brzuch i przejechałam po nim ręką. Muszę ją jakoś chronić. Nie wiem jak ,ale muszę ją chronić. Nie pozwolę jej skrzywdzić..........nigdy. Odwróciłam się w stronę Ben'a ,który bacznie mi się przyglądał.
-Mam do ciebie małą prośbę -wyjaśniłam bez ogródek
-Mianowicie jaką?-zapytał zaciekawiony
-Błagam, nie pozwól by Alec wpakował się w coś dziwnego. Już parę razy miał przeze mnie kłopoty, nie chcę tego ponownie. Co innego Romeo bo zmienił ciało i tak dalej, ale dobra. Nie rozwijajmy bardziej tego tematu, bo i dla mnie jest wystarczająco zawiły.-mruknęłam
-Aha-odpowiedział niepewnie i skinął głową.
-No, a Ben. Co ostatnio porabiałeś jak się nie widzieliśmy?-zapytałam z uśmieszkiem
Usiadłam ponownie na łóżku i spojrzałam na niego. Tak nie powiem, że ciągłe siedzenie na tym łóżku jest wygodne, ale cóż. Nie mam co się tym przejmować i tak dalej.....
(Ben?)
-Co to jest?-zapytał zaciekawiony
Sama spojrzałam na pamiętnik i wzięłam go do ręki. Był gruby i mosiężny , oprawiony w skórę z różnymi zdobieniami. Zerknęłam na Ben'a i uśmiechnęłam się delikatnie
-Tutaj zapisuje , gdzie byłam i co robiłam przez cały pobyt w danym mieście. -wyjaśniłam
-Coś w stylu pamiętnika nie?-zapytał
-Dokładnie-zaśmiałam się
Podniosłam się niechętnie z łóżka i odłożyłam go na miejsce. A konkretniej na szafę, gdzie było wiele starych książek. Tak, jak się pokręcisz w różnych miejscach, to wiesz co zabrać , żeby się czegoś dowiedzieć. Zerknęłam na swój brzuch i przejechałam po nim ręką. Muszę ją jakoś chronić. Nie wiem jak ,ale muszę ją chronić. Nie pozwolę jej skrzywdzić..........nigdy. Odwróciłam się w stronę Ben'a ,który bacznie mi się przyglądał.
-Mam do ciebie małą prośbę -wyjaśniłam bez ogródek
-Mianowicie jaką?-zapytał zaciekawiony
-Błagam, nie pozwól by Alec wpakował się w coś dziwnego. Już parę razy miał przeze mnie kłopoty, nie chcę tego ponownie. Co innego Romeo bo zmienił ciało i tak dalej, ale dobra. Nie rozwijajmy bardziej tego tematu, bo i dla mnie jest wystarczająco zawiły.-mruknęłam
-Aha-odpowiedział niepewnie i skinął głową.
-No, a Ben. Co ostatnio porabiałeś jak się nie widzieliśmy?-zapytałam z uśmieszkiem
Usiadłam ponownie na łóżku i spojrzałam na niego. Tak nie powiem, że ciągłe siedzenie na tym łóżku jest wygodne, ale cóż. Nie mam co się tym przejmować i tak dalej.....
(Ben?)
środa, 1 października 2014
od Bena - C.D Katheriny
Zastanowiłem się, co jej powiedzieć. Po prostu trudno mi było rozpoznać emocje. Alec udawał, że nic się nie stało, co miałem więc mówić? Kłamać? Haha, bardzo śmieszne. Ja nigdy nie kłamię. Spojrzałem na nią, oparty przodem o oparcie krzesła.
- Tak, widziałem się z nim. Nie wiem co mu chodziło po głowie, ale pod maską wesołości raczej nie był zbyt szczęśliwy - wzruszyłem ramionami. Tak, tak. Niby ja i Alec jesteśmy tacy sami a tak naprawdę zupełnie inni. Z charakteru oczywiście, bo z wyglądu można nas odróżnić aktualnie jedynie po długości włosów (choć mało kto widzi różnice trzech, czterech centymetrów), tatuażach (które są często zakryte) i moim srebrnym, potężnym naszyjniku z krzyżem, aktualnie spoczywającym na piersi. Ah, no i drugim, jednak dużo mniejszym, złotym z wizerunkiem... niech im będzie, Matki Boskiej. - Co do tej... miłości, to nie jestem odpowiednim doradcą.
Długa chwila milczenia.
- Zakochałeś się kiedyś? - walnęła prosto z mostu.
- Ja? - parsknąłem.
- Nigdy?
- Nigdy. Nigdy się nie zakochałem, nie miałem kogoś a dotyk innych osób ograniczał się do walki - wytłumaczyłem zirytowany. Eh, znowu czułem delikatny rumieniec na policzkach, mimo mojej lekkiej złości. Nie lubiłem o tym rozmawiać. - Zmieńmy temat - zażądałem.
(Katherina?)
- Tak, widziałem się z nim. Nie wiem co mu chodziło po głowie, ale pod maską wesołości raczej nie był zbyt szczęśliwy - wzruszyłem ramionami. Tak, tak. Niby ja i Alec jesteśmy tacy sami a tak naprawdę zupełnie inni. Z charakteru oczywiście, bo z wyglądu można nas odróżnić aktualnie jedynie po długości włosów (choć mało kto widzi różnice trzech, czterech centymetrów), tatuażach (które są często zakryte) i moim srebrnym, potężnym naszyjniku z krzyżem, aktualnie spoczywającym na piersi. Ah, no i drugim, jednak dużo mniejszym, złotym z wizerunkiem... niech im będzie, Matki Boskiej. - Co do tej... miłości, to nie jestem odpowiednim doradcą.
Długa chwila milczenia.
- Zakochałeś się kiedyś? - walnęła prosto z mostu.
- Ja? - parsknąłem.
- Nigdy?
- Nigdy. Nigdy się nie zakochałem, nie miałem kogoś a dotyk innych osób ograniczał się do walki - wytłumaczyłem zirytowany. Eh, znowu czułem delikatny rumieniec na policzkach, mimo mojej lekkiej złości. Nie lubiłem o tym rozmawiać. - Zmieńmy temat - zażądałem.
(Katherina?)
od Katheriny - C.D Romeo
Spojrzałam na niego i oparłam głowę, na swoich rękach. Ben miał rację, nie ma sensu wyłączać sobie człowieczeństwa. Bo później prawdopodobnie nie mogłabym znaleźć jakiejś kotwicy by włączyć je z powrotem. Ben zawsze jakimiś dziwnym sposobami uświadamiał mi, że moje wybory jednak nie są słuszne. Cieszę się , że chociaż on jest teraz ze mną. Mój przyjaciel. To było dziwne, Rey tego nie rozumiał. O Alec już nie wspomnę. Z całej tej trójki to Ben, potrafił coś objaśnić, mimo że czasami nie wiedział o co tak na prawdę chodzi. Pogładziłam się po brzuchu i znów zdałam sobie sprawę, że gdybym wyłączyła człowieczeństwo, to nie wiadomo czy bym je odzyskała gdy urodzę dziecko.
-Masz rację -przyznałam pewnie, kiwając głową-Nie ma to najmniejszego sensu.
-Rozumiesz więc o co chodzi prawda? -zapytał ponownie
-Tak, wiem o tym. Dziękuję, że chociaż ty jesteś w tej chwili moim przyjacielem. -uśmiechnęłam się delikatnie
-Wiesz Katherino...... w sumie to ty też jesteś moją przyjaciółką - odpowiedział niepewnie
Uśmiechnęłam się jeszcze trochę szerzej . To było miłe. Jedna rzecz miła od dwóch dni i może dobrze. Ale muszę jak na razie radzić sobie sama. Odsunęłam od siebie Alec'a , no i cóż zgaduję, że się nie pojawi w najbliższym czasie. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale w sumie zabolały mnie słowa Romeo, a także to , że kocham dwóch a nie jednego z nich. Jeszcze nigdy nie miałam takiej sytuacji. Nigdy. Nie chcę ich obu ranić, ale zraniłam odtrącając ich. W sumie Romeo sam uznał, że go odtrącam więc cóż..... Ale ostatnio mi pomógł. Zastanawiam się tylko dla czego. Czemu on mi pomógł skoro mnie nienawidzi. Pokręciłam, wzdychając głową i znów popatrzyłam na niego.
-Trochę mi głupio, że odtrąciłam Alec'a. Ale zraniłam go. Zraniłam ich obu. Odtrąciłam ich. Według mnie to najlepsze wyjście, ale jednak dalej się zastanawiam. Nie chcę, żeby przeze mnie cierpieli-wyjaśniłam- To co z Alec'em widziałeś się z nim ostatnio nie?
(Ben?)
-Masz rację -przyznałam pewnie, kiwając głową-Nie ma to najmniejszego sensu.
-Rozumiesz więc o co chodzi prawda? -zapytał ponownie
-Tak, wiem o tym. Dziękuję, że chociaż ty jesteś w tej chwili moim przyjacielem. -uśmiechnęłam się delikatnie
-Wiesz Katherino...... w sumie to ty też jesteś moją przyjaciółką - odpowiedział niepewnie
Uśmiechnęłam się jeszcze trochę szerzej . To było miłe. Jedna rzecz miła od dwóch dni i może dobrze. Ale muszę jak na razie radzić sobie sama. Odsunęłam od siebie Alec'a , no i cóż zgaduję, że się nie pojawi w najbliższym czasie. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale w sumie zabolały mnie słowa Romeo, a także to , że kocham dwóch a nie jednego z nich. Jeszcze nigdy nie miałam takiej sytuacji. Nigdy. Nie chcę ich obu ranić, ale zraniłam odtrącając ich. W sumie Romeo sam uznał, że go odtrącam więc cóż..... Ale ostatnio mi pomógł. Zastanawiam się tylko dla czego. Czemu on mi pomógł skoro mnie nienawidzi. Pokręciłam, wzdychając głową i znów popatrzyłam na niego.
-Trochę mi głupio, że odtrąciłam Alec'a. Ale zraniłam go. Zraniłam ich obu. Odtrąciłam ich. Według mnie to najlepsze wyjście, ale jednak dalej się zastanawiam. Nie chcę, żeby przeze mnie cierpieli-wyjaśniłam- To co z Alec'em widziałeś się z nim ostatnio nie?
(Ben?)
od Bena - C.D Katheriny
Siedziałem ponownie w bezpiecznej odległości od niej, w dodatku dzieliło nas oparcie krzesła. Tak, żeby nie pomyślała, że może mnie dotknąć. Ludzie się dziwią, dlaczego nie lubię czyjegoś dotyku, jak każdy chce mnie po prostu uderzyć lub gorzej: przytulić, wylewając łzy. Choć nienawidziłem nawet dotyku dłoni, nie umiałem znieść uczucia opuszków palców na mojej skórze. Dlaczego? Nie wiem. To dziwne, gdy wszyscy dookoła chcą swojej bliskości, a ja jej nie dość, że nie potrzebowałem to jeszcze nie chciałem. Ale to nic. Niech się przyzwyczają.
Uniosłem brew, słysząc jej słowa. Trochę się w tym wszystkim nie łapałem, ale warto poudawać, że jest się wszystko wiedzącym.
- Chcesz iść na skróty? - spytałem bez ogródek. Tak, jestem tym stworzeniem, które myśli prostolinijnie. Każdy odwrót to ucieczka, każde ułatwienie to pójście na skróty, każde zagranie na szkodę to atak. Proste i tylko to mnie ratuje. - Nie ma sensu.
- Nie chce być miękk... - zaczęła, ale nie dałem jej dokończyć.
- Ja też. A jednak tu siedzę, wiedząc, że przy tobie jestem taki - wzruszyłem ramionami. Tak. Również zawsze mówię to co myślę, nie dbając o to, jak to brzmi. Była moją... przyjaciółką (a przynajmniej tak myślę, nie miałem nigdy żadnej), więc co mam milczeć?
( Katherina?)
Uniosłem brew, słysząc jej słowa. Trochę się w tym wszystkim nie łapałem, ale warto poudawać, że jest się wszystko wiedzącym.
- Chcesz iść na skróty? - spytałem bez ogródek. Tak, jestem tym stworzeniem, które myśli prostolinijnie. Każdy odwrót to ucieczka, każde ułatwienie to pójście na skróty, każde zagranie na szkodę to atak. Proste i tylko to mnie ratuje. - Nie ma sensu.
- Nie chce być miękk... - zaczęła, ale nie dałem jej dokończyć.
- Ja też. A jednak tu siedzę, wiedząc, że przy tobie jestem taki - wzruszyłem ramionami. Tak. Również zawsze mówię to co myślę, nie dbając o to, jak to brzmi. Była moją... przyjaciółką (a przynajmniej tak myślę, nie miałem nigdy żadnej), więc co mam milczeć?
( Katherina?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)