Na razie postanowiłem jej nie męczyć, przecież to świeża sprawa. Wiedziałem że tak od razu nie pozwoli przy nich zostać. A bardzo chciałabym. Teraz dałaby mi tylko spotykać się z naszym dzieckiem raz na miesiąc, może raz na tydzień. Ale rozumiem ją, nieufała mi, nienawidziła mnie, a ja ją bardzo mocno zraniłem. Dziwne, że jeszcze mi nie skopała tyłka. Powinna, co tu więcej mówić.
Mimowolnie poczułem ukucie w sercu, słysząc o imprezie, a raczej o tym, z kim na nią idzie. Chodź zabawne było to, że Joshua będzie najpewniej szedł w masce, w końcu ma psią mordę.
- Nie pij alkoholu. Jakby coś się działo, albo byś mnie potrzebowała, to zadzwoń, napisz czy coś- powiedziałem tylko, odchodząc. Nie chciałem nadziać się się na nich. Co prawda Joshua był moim bliskim całkiem przyjacielem, ale Max znów była na mnie wściekła, tym razem z powodu Katherine. Jak ją niedawno spotkałem, kopnęła mnie z całej trangenicznej siły w moje wrażliwe, intymne miejsce. Nie mogłem chodzić przez następne kilka godzin. Ok, Max to twardzielka, w końcu żołnierz z Manticory. Szybko wsiadłem do samochodu i odjechałem.
Postanowiłem zapomnieć dziś o Katherinie. Z moim przyjacielem Sketchy'm i przyjacielem, byłym szefem i fanem Normalem, przyjaciółką (moją i Max) Orginalną Cindy. Ah, Cindy byłaseksowna, zabawna, cyniczna i kąśliwa, i ją uwielbiałem. Orginalna Cindy była niską mulatką z lokami do ramion. Sketchy był chudym, kościstym chłopakiem, którego znałem z swojej pracy. A Normal to niższy ode mnie blondyn, o kilka lat starszym.
Zamartwiałem się nadal o Katherine. Chlałem wodkę, pochylony nad stolikiem.
- No tak, dziewczyny lubią udręczonych młodzienców - zaśmiala się Cindy - ej, nie zadręczaj sìę tak. Spójrz na tamte laski - powiedziała, wskazując na trzy dziewczyny w rogu pubu. Zaśmiałem się, kiedy puściła do nich oczko. Piliśmy piwo, duuuuużo piwa, a potem zamówiłem tequille i się zaczęło robić coraz ciekawie. Gralisśmy w billard, śmieliśmy się, gadaliśmy w barze Crash.
Właśnie wbiłem ostatnią bile, ogrywając Sketchy'ego. Przeklnął i usiadł ciężko na stołku, przy stoliku.
Zaśmiałem się zwycięsko.
- To co? Sketchy, rewanż?
- Nie i tak jestem już Ci tyle kasy jestem winien...
- Daj spokój, Sketchy! Dam Ci zacząć!
- Nie...
- Zagram jedną ręką.
- Nie.
- Będę mięć zawiązane oczy - mruknąłem, by tylko go przekonać. Pokręcił głową, a ja spojrzałem na Normala, prosząco. Rozłożył ręcę i pokręcił głową. Westchnąłem i podszedłem do Orginalnej Cindy.
- Cindy?
- Nie, nie chcę przegrać - mruknęła.
- Dam Ci zacząć.
- Eh... - westchnęła i podeszła do stołu. Zaczęła jako pierwsza, ale za cholerę ustawić się nie mogla. Trochę jej pomogłem, na co zareagowała śmiechem. Wbila trzy bile za jednym razem, a za kolejnym uderzeniem spudłowała, i ja zacząłem. Jednak zanim wbiłem, zauważyłem Katherinę, Max i Joshue w końcu pubu. Natrafilem na wzrok mojej ukochanej. Spuścilem jednak wzrok i wbiłem go w bile. Po chwili wbiłem ją. W dosyć widowiskowy sposób.
(Katherina?)
środa, 10 września 2014
od Lucas'a
Koło południa pojawił się mój stary przyjaciel. W ogóle nie wiedziałem, że był w Londynie, ale jakimś cudem dowiedział się, że tu jestem. Długo się nie widzieliśmy. Hmm.... w sumie dobre 4 lata.Stałem tak rozmawiając z nim przed domem i śmialiśmy się też w sumie.
-Co ty w ogóle tutaj robisz?-zapytał
-Muszę pozałatwiać kilka spraw-wyjaśniłam
-Można wiedzieć jakich?-dopytał się
-Wybacz ,ale nie-zaśmiałem się
Rozmawiałem z nim dość długo, no w sumie nie widzieliśmy się kawał czasu. Ale pewnie jak wyjadę znów tyle nie będziemy się widzieć.
***
Jakieś dwie godziny później, mój przyjaciel poszedł. No było koło 19 , więc porozmawialiśmy dość długo. Odetchnąłem głęboko gdy poszedł i wróciłem się do domu. Byłem już tym trochę zmęczony. Heh. Trochę? Trochę bardzo! Zrobiłem sobie herbatę i położyłem się wygodnie nie kanapie. O dziwo nie było na niej Chris'a. Pewnie Lilith zaniosła go do łóżeczka. Westchnąłem i przymknąłem oczy, przysnąłem chyba. Jednak poczułem, że ktoś wygodnie usiadł na moich biodrach,a zaraz położył się na mojej klatce piersiowej. Otworzyłem powoli oczy i spojrzałem na Lilith z uśmiechem. Zacząłem ją delikatnie gładzić po włosach.
-Kto to był?-zapytała
-Stary przyjaciel-wyjaśniłem spokojnie
-Długo rozmawialiście..........o czym?-spytała.
-Wspominaliśmy stare czasy, wiesz-mruknąłem
Gdy Lilith spojrzała mi w oczy, mój uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej,a ja pocałowałem ją delikatnie w usta.
(?)
-Co ty w ogóle tutaj robisz?-zapytał
-Muszę pozałatwiać kilka spraw-wyjaśniłam
-Można wiedzieć jakich?-dopytał się
-Wybacz ,ale nie-zaśmiałem się
Rozmawiałem z nim dość długo, no w sumie nie widzieliśmy się kawał czasu. Ale pewnie jak wyjadę znów tyle nie będziemy się widzieć.
***
Jakieś dwie godziny później, mój przyjaciel poszedł. No było koło 19 , więc porozmawialiśmy dość długo. Odetchnąłem głęboko gdy poszedł i wróciłem się do domu. Byłem już tym trochę zmęczony. Heh. Trochę? Trochę bardzo! Zrobiłem sobie herbatę i położyłem się wygodnie nie kanapie. O dziwo nie było na niej Chris'a. Pewnie Lilith zaniosła go do łóżeczka. Westchnąłem i przymknąłem oczy, przysnąłem chyba. Jednak poczułem, że ktoś wygodnie usiadł na moich biodrach,a zaraz położył się na mojej klatce piersiowej. Otworzyłem powoli oczy i spojrzałem na Lilith z uśmiechem. Zacząłem ją delikatnie gładzić po włosach.
-Kto to był?-zapytała
-Stary przyjaciel-wyjaśniłem spokojnie
-Długo rozmawialiście..........o czym?-spytała.
-Wspominaliśmy stare czasy, wiesz-mruknąłem
Gdy Lilith spojrzała mi w oczy, mój uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej,a ja pocałowałem ją delikatnie w usta.
(?)
od Katheriny - C.D Romeo
Podniosłam delikatnie głowę , wpatrując się w szafkę, słysząc jego pytanie. Nie wiem co to było,ale poczułam jak coś ukuło mnie w serce. Ten misiek było od niego? Dla mnie? A Ben ,mówił że znalazł go pod domem. Kłamał? Tak na pewno kłamał, ale może dla tego, że mu kazano, lub chciał mnie uchronić? Słyszałam ciche westchnięcie Alec'a. Zacisnęłam ręce w pięści, przy tym przejeżdżając pazurami po blacie. Odwróciłam się w jego stronę ze spuszczoną głową, jednak zaraz spojrzałam na niego.
-Jest......... ładny -odetchnęłam głęboko
Mimo że tak okropnie mnie skrzywdził, nadal coś do niego czułam. Nie chciałam tego po raz kolejny okazać. No bo tak na prawdę po co? By znów czuć cierpienie,które i tak jak na niego patrzę zżera mnie od środka? I znów pojawiło się tyle pytań , między innymi te sprzed trzech miesięcy. Czemu akurat takie rzeczy przytrafiają się mi. Odepchnęłam się delikatnie od blatu i podeszłam do niego. Pogroziłam mu placem i spojrzałam mu w oczy.
-Dla dobra dziecka...........daję Ci ostatnią szansę. Dobrze ją wykorzystaj. Pozwolę Ci widywać nasze dziecko, ale nie licz na coś więcej. -warknęłam
Po tych słowach odsunęłam się od niego, nie pokazując swojego niepokoju. Nie wiem czy to był dobry wybór czy nie. Ale Alec jest uparty i tak łatwo nie da się go odgonić. Robię to tylko dla dziecka,które w tej chwili noszę. Gdy stałam blisko niego ,dziwnie się czułam. Miałam mieszane uczucia, z jednej strony chciałam przytulić go do siebie, a z drugiej walnąć porządnie w twarz. Odeszłam od Alec'a i wyszłam do siebie na górę. Przez chwilę na horyzoncie nie widziałam ojca maluszka, ale wiedziałam że jest na dole. Odetchnęłam głęboko i podeszłam do szafy na której było zawieszone lustro. Podciągnęłam delikatnie bluzkę do góry i dotknęłam rękami swojego brzucha. Dużej różnicy nie było, no ale zawsze jakąś tam było widać.
-Przyniesiesz mi chyba dużo kłopotów-mruknęłam, jednak mimowolnie uśmiechnęłam się.
Patrzyłam chwilę tak w swoje odbicie i zastanawiałam się co dalej będzie...... czy wszystko już nie będzie takie samo jak przedtem? Z zamyślenia wyrwał mnie fakt, że właśnie Alec wychodził po schodach na górę. Szybko ściągnęłam bluzkę w dół i zasłoniłam swój brzuch. Odwróciłam się w stronę drzwi, w których właśnie w tej chwili stanął Alec.
- No to tak. Przykro mi,ale muszę się przygotować na imprezę, na którą idę z Ben'em, Max i Joshuą-wyjaśniłam
(Alec?)
-Jest......... ładny -odetchnęłam głęboko
Mimo że tak okropnie mnie skrzywdził, nadal coś do niego czułam. Nie chciałam tego po raz kolejny okazać. No bo tak na prawdę po co? By znów czuć cierpienie,które i tak jak na niego patrzę zżera mnie od środka? I znów pojawiło się tyle pytań , między innymi te sprzed trzech miesięcy. Czemu akurat takie rzeczy przytrafiają się mi. Odepchnęłam się delikatnie od blatu i podeszłam do niego. Pogroziłam mu placem i spojrzałam mu w oczy.
-Dla dobra dziecka...........daję Ci ostatnią szansę. Dobrze ją wykorzystaj. Pozwolę Ci widywać nasze dziecko, ale nie licz na coś więcej. -warknęłam
Po tych słowach odsunęłam się od niego, nie pokazując swojego niepokoju. Nie wiem czy to był dobry wybór czy nie. Ale Alec jest uparty i tak łatwo nie da się go odgonić. Robię to tylko dla dziecka,które w tej chwili noszę. Gdy stałam blisko niego ,dziwnie się czułam. Miałam mieszane uczucia, z jednej strony chciałam przytulić go do siebie, a z drugiej walnąć porządnie w twarz. Odeszłam od Alec'a i wyszłam do siebie na górę. Przez chwilę na horyzoncie nie widziałam ojca maluszka, ale wiedziałam że jest na dole. Odetchnęłam głęboko i podeszłam do szafy na której było zawieszone lustro. Podciągnęłam delikatnie bluzkę do góry i dotknęłam rękami swojego brzucha. Dużej różnicy nie było, no ale zawsze jakąś tam było widać.
-Przyniesiesz mi chyba dużo kłopotów-mruknęłam, jednak mimowolnie uśmiechnęłam się.
Patrzyłam chwilę tak w swoje odbicie i zastanawiałam się co dalej będzie...... czy wszystko już nie będzie takie samo jak przedtem? Z zamyślenia wyrwał mnie fakt, że właśnie Alec wychodził po schodach na górę. Szybko ściągnęłam bluzkę w dół i zasłoniłam swój brzuch. Odwróciłam się w stronę drzwi, w których właśnie w tej chwili stanął Alec.
- No to tak. Przykro mi,ale muszę się przygotować na imprezę, na którą idę z Ben'em, Max i Joshuą-wyjaśniłam
(Alec?)
wtorek, 9 września 2014
od Romeo - C.D Katheriny
Słuchałem jej, nie okazując zbytnio emocji. Ta obojętność była silniejsza ode mnie. Milczałem przez wszystkie jej słowa, wyrzuty nie wiedząc co powiedzieć. Nie mogłem powiedzieć prawdy. Pomyślałaby, że znów kłamię. To nie powinno się zdarzyć. Powinna być teraz szczęśliwa, daleko ode mnie. Z kimś innym. A tu proszę. Teraz nie mogę jej opuścić. Przecież... Nie chcę, by moje dziecko dorastało bez rodziców, czy choćby bez jednego z nich. Wiem, jak to nie mieć nikogo i nie chcę by to samo stało się mojemu potomkowi. Choćby to miałaby być tylko nieobecność ojca. Eh... Będę ojcem. Nadal ta informacja do mnie do końca nie docierała.
- Nie dałabyś rady mnie zabić - mruknąłem. Zaraz jednak, widząc jej ból, porzuciłem bycie takim. Porzuciłem bycie wredną szmirą, w końcu musiałem teraz jakoś, choć trochę, to wszystko naprawić. Choćby miałoby to być powierzchniowe. Dla dobra dziecka. W końcu to moja krew, prawda? Spojrzałem na nią. Stałem tuż za nią, dzieliło nas ledwie kilkanaście centymetrów. Była odwrócona tyłem, więc wpatrywałem się w jej tył głowy. - Wiem, że to boli. Wiem, że już się pozbierałaś, już byłaś... szczęśliwa. Miałaś ułożone życie, mimo, że był w nim mój brat. Wiem. Ale tak jak mówiłem, chcę być przy moim dziecku. Nie możesz tego zrozumieć? Postaw się w mojej sytuacji. Co Twoim zdaniem miałbym zrobić? Odejść, zapominając o tym małym kotku, którego najpewniej nigdy bym nie zobaczył? A ty byś odeszła? Słucham. Czy ty byś tak po prostu poszła swoją drogą?
Odpowiedź nie nadchodziła. Westchnąłem. Czułem wiele, bardzo silnych emocji i zupełnie nie wiedziałem na co się zdać. Kochałem, tak bardzo kochałem Katherinę. Ale ona myśli, że moja miłość była sztuczna, udawana. Niech tak myśli. Lepiej dla niej. Bardziej nie będę mógł już jej skrzywdzić, a gdyby nadal mnie kochała... oh. Wtedy mógłbym, nawet nieświadomie.
Miałem już tego przykład. I mimo upływu lat, nie mogłem zapomnieć o Rachel, która niestety zbliżyła się za blisko i się sparzyła. Mocno, bardzo, bardzo mocno sparzyła. Co najśmieszniejsze, Rachel myślała a Katherina myśli, że moje uczucia co do obu były kłamstwem. A oba były jak najbardziej prawdziwe. Nie powinienem rozdrapywać przeszłości.
Po kilku chwilach, odezwałem się cicho.
- Jak Ci się podoba misiek?
(Katherina?)
- Nie dałabyś rady mnie zabić - mruknąłem. Zaraz jednak, widząc jej ból, porzuciłem bycie takim. Porzuciłem bycie wredną szmirą, w końcu musiałem teraz jakoś, choć trochę, to wszystko naprawić. Choćby miałoby to być powierzchniowe. Dla dobra dziecka. W końcu to moja krew, prawda? Spojrzałem na nią. Stałem tuż za nią, dzieliło nas ledwie kilkanaście centymetrów. Była odwrócona tyłem, więc wpatrywałem się w jej tył głowy. - Wiem, że to boli. Wiem, że już się pozbierałaś, już byłaś... szczęśliwa. Miałaś ułożone życie, mimo, że był w nim mój brat. Wiem. Ale tak jak mówiłem, chcę być przy moim dziecku. Nie możesz tego zrozumieć? Postaw się w mojej sytuacji. Co Twoim zdaniem miałbym zrobić? Odejść, zapominając o tym małym kotku, którego najpewniej nigdy bym nie zobaczył? A ty byś odeszła? Słucham. Czy ty byś tak po prostu poszła swoją drogą?
Odpowiedź nie nadchodziła. Westchnąłem. Czułem wiele, bardzo silnych emocji i zupełnie nie wiedziałem na co się zdać. Kochałem, tak bardzo kochałem Katherinę. Ale ona myśli, że moja miłość była sztuczna, udawana. Niech tak myśli. Lepiej dla niej. Bardziej nie będę mógł już jej skrzywdzić, a gdyby nadal mnie kochała... oh. Wtedy mógłbym, nawet nieświadomie.
Miałem już tego przykład. I mimo upływu lat, nie mogłem zapomnieć o Rachel, która niestety zbliżyła się za blisko i się sparzyła. Mocno, bardzo, bardzo mocno sparzyła. Co najśmieszniejsze, Rachel myślała a Katherina myśli, że moje uczucia co do obu były kłamstwem. A oba były jak najbardziej prawdziwe. Nie powinienem rozdrapywać przeszłości.
Po kilku chwilach, odezwałem się cicho.
- Jak Ci się podoba misiek?
(Katherina?)
Od Lilith
Zdziwiło mnie to..no w sumie często mnie przytula ale teraz to palnął pytanie.
-Emm..zależy w jakim sensie..-mruknęłam kładąc dłonie na jego ramionach.
Zaśmiał się cicho i trącił mój policzek noskiem.
-Powiedzmy że..nie ma konkretnego tematu co do pytania.-wyszeptał mi do ucha.
Uśmiechnęłam się delikatnie i cmoknęłam go w policzek.
-Kochanie..no proszę..zabawmy się trochę.
-Niewyżyty.-zachichotałam.
-No co! Dawno się nie kochaliśmy!-załkał.
-Przeżywasz..-pogłaskałam go po policzku.
-No proooszę..-jęknął.
-Nie myślałam że kiedykolwiek będziesz tak jęczał tylko dlatego że nie chcę się z tobą kochać.
-Nie chcesz?-zrobił smutne oczka.
-Nie patrz tak na mnie..no jakoś tak..
-Mogłaś mówić!
-Wiedziałam że będziesz od razu robił te swoje wielkie oczyska.
-Ja wcale takich nie robię.-zaśmiał się.
Po chwili zaczął składać na moich ustach delikatne aczkolwiek namiętne pocałunki.
Odsunęłam się po jakimś czasie.
-Lucas proszę..-westchnęłam.
-Dobra przepraszam.-burknął.
Zaśmiałam się cicho i pocałowałam go lekko w policzek.
-Wybaczysz czy będziesz nadąsany?
-Przecież masz prawo nie mieć ochoty..
***
Było już około południa..dziwne było to że nagle zadzwonił ktoś do drzwi.
Zdziwiony Lucas poszedł otworzyć..usłyszałam jakieś śmiechy i męskie głosy..on ma tutaj jakiś znajomych? Miejmy nadzieję że nie będą mnie widzieć..znaczy wiem że nie będą.
(?)
-Emm..zależy w jakim sensie..-mruknęłam kładąc dłonie na jego ramionach.
Zaśmiał się cicho i trącił mój policzek noskiem.
-Powiedzmy że..nie ma konkretnego tematu co do pytania.-wyszeptał mi do ucha.
Uśmiechnęłam się delikatnie i cmoknęłam go w policzek.
-Kochanie..no proszę..zabawmy się trochę.
-Niewyżyty.-zachichotałam.
-No co! Dawno się nie kochaliśmy!-załkał.
-Przeżywasz..-pogłaskałam go po policzku.
-No proooszę..-jęknął.
-Nie myślałam że kiedykolwiek będziesz tak jęczał tylko dlatego że nie chcę się z tobą kochać.
-Nie chcesz?-zrobił smutne oczka.
-Nie patrz tak na mnie..no jakoś tak..
-Mogłaś mówić!
-Wiedziałam że będziesz od razu robił te swoje wielkie oczyska.
-Ja wcale takich nie robię.-zaśmiał się.
Po chwili zaczął składać na moich ustach delikatne aczkolwiek namiętne pocałunki.
Odsunęłam się po jakimś czasie.
-Lucas proszę..-westchnęłam.
-Dobra przepraszam.-burknął.
Zaśmiałam się cicho i pocałowałam go lekko w policzek.
-Wybaczysz czy będziesz nadąsany?
-Przecież masz prawo nie mieć ochoty..
***
Było już około południa..dziwne było to że nagle zadzwonił ktoś do drzwi.
Zdziwiony Lucas poszedł otworzyć..usłyszałam jakieś śmiechy i męskie głosy..on ma tutaj jakiś znajomych? Miejmy nadzieję że nie będą mnie widzieć..znaczy wiem że nie będą.
(?)
od Katheriny - C.D Romeo
Stałam wpatrując się w niego. Słuchałam go uważnie,ale już nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Czy mogę mu zaufać, czy mogę mu drugi raz uwierzyć? Odwróciłam od niego wzrok i zacisnęłam palce na drzwiach. Odetchnęłam głęboko i cofnęłam się od niego.
-Nie, było by takich problemów, gdyby nie ostatnie wydarzenia-mruknęłam-I co ? Mam na to się zgodzić, a potem będę patrzeć jak krzywdzisz też nasze dziecko?
Alec uniósł kąciki ust, jednak zamknęłam te drzwi i weszłam z powrotem do kuchni. Stałem opierając się o blat. Nie wiedząc, czy mogę to zrobić czy nie. Nie czułam się już do końca bezpieczna w jego obecności. Nie chciałam go widzieć, nie mogłam znieść samego faktu , że tutaj jest. Nie mogłam wytrzymać tego napięcia. Wpakowałam się w koszmarne rzeczy,ale sam fakt, że mam dziecko z Alec'em. To mnie przerasta! Nie wiem co mam z tym zrobić to raz, a dwa on ...............on miał przestać dla mnie istnieć. Miał być tylko niemiłym wspomnieniem ,wygnanym w najdalsze zakątki mojego umysłu. A tu proszę, mam już dziecko które będzie mi o nim przypominało i na dodatek on sam wrócił z tego powodu. Szkoda, że Ben nie mógł tego ukryć.........zachować w tajemnicy,tak jak go o to prosiłam. Nie zrobił tego. Nie wiem czemu? Dla mojego dobra czy co?
-Gdyby Ci na mnie zależało, przyszedł byś gdy leżałam ranna -wyszeptałam
Zacisnęłam palce w pięści i odwróciłam się do niego, opierając o blat. Spojrzałam na niego, stał w progu, jednak gdy odwróciłam się do niego , podszedł trochę bliżej.
-Żałuję, że nie mogę Ci tego zabronić. Żałuję też , że gdy będziesz tutaj przychodzić, będę musiała cię oglądać -powiedziałam - Już się pozbierałam z tego, a ty nagle tutaj wracasz! To boli! Po tym wszystkim co zrobiłeś.............. nawet miałam ochotę Cię zabić. Ale tego nie zrobię.
(Alec?)
-Nie, było by takich problemów, gdyby nie ostatnie wydarzenia-mruknęłam-I co ? Mam na to się zgodzić, a potem będę patrzeć jak krzywdzisz też nasze dziecko?
Alec uniósł kąciki ust, jednak zamknęłam te drzwi i weszłam z powrotem do kuchni. Stałem opierając się o blat. Nie wiedząc, czy mogę to zrobić czy nie. Nie czułam się już do końca bezpieczna w jego obecności. Nie chciałam go widzieć, nie mogłam znieść samego faktu , że tutaj jest. Nie mogłam wytrzymać tego napięcia. Wpakowałam się w koszmarne rzeczy,ale sam fakt, że mam dziecko z Alec'em. To mnie przerasta! Nie wiem co mam z tym zrobić to raz, a dwa on ...............on miał przestać dla mnie istnieć. Miał być tylko niemiłym wspomnieniem ,wygnanym w najdalsze zakątki mojego umysłu. A tu proszę, mam już dziecko które będzie mi o nim przypominało i na dodatek on sam wrócił z tego powodu. Szkoda, że Ben nie mógł tego ukryć.........zachować w tajemnicy,tak jak go o to prosiłam. Nie zrobił tego. Nie wiem czemu? Dla mojego dobra czy co?
-Gdyby Ci na mnie zależało, przyszedł byś gdy leżałam ranna -wyszeptałam
Zacisnęłam palce w pięści i odwróciłam się do niego, opierając o blat. Spojrzałam na niego, stał w progu, jednak gdy odwróciłam się do niego , podszedł trochę bliżej.
-Żałuję, że nie mogę Ci tego zabronić. Żałuję też , że gdy będziesz tutaj przychodzić, będę musiała cię oglądać -powiedziałam - Już się pozbierałam z tego, a ty nagle tutaj wracasz! To boli! Po tym wszystkim co zrobiłeś.............. nawet miałam ochotę Cię zabić. Ale tego nie zrobię.
(Alec?)
od Romeo - C.D Katheriny
Kilkoma krokami pokonałem dzielącą nas odległość i stanąłem z nią twarzą w twarz. No, prawie, bo była ode mnie niższa. Zaraz pożałowałem naszej bliskości, gdyż czułem jak pomiędzy nami przechodzi jakby prąd. Stłumiłem jednak to i skupiłem się na ważniejszych sprawach. Nachyliłem się lekko, mając nadal w głowie jej słowa, które miały mnie stąd wygonić. Myśli, że uda jej się mnie pozbyć? Przelicza się, oj jak bardzo. Nie zamierzam odejść.
- Nie - powiedziałem. Obserwowałem, jak się denerwuje moją prostą odmową. Po chwili się odsunąłem, byle tylko tego nie czuć. Nie czuć, jak bardzo ją kocham i pragnę. Była zdecydowanie za blisko, jednak na szczęście to nieznośne uczucie lekko straciło na sile. Lekko. Zawsze, gdy już jest dobrze, sprawy muszą się aż tak komplikować? Dlaczego to zawsze przytrafia się mnie? No tak, los lubi się znęcać nad zmutowanymi pół ludźmi z trudną przyszłością, podstawowe prawo wszechświata, niemal tak oczywiste jak kromka chleba spadająca zawsze na posmarowaną stronę. - Mógłbym Ci opowiadać dniami i nocami, jak bardzo jesteście dla mnie ważni, ale i tak mi nie uwierzysz. Nie ufasz mi, bo Cię zraniłem. Możesz mnie stąd wyrzucić, możesz mnie nienawidzić, odpychać od siebie, - wymieniałem, całkiem ostrym tonem - rzucać szklankami, uderzyć mnie, co mi się w sumie należy, ale i tak będziesz musiała zaakceptować - trochę złagodniał mój głos - to, że i tak będę przy tobie ze względu na naszą, hmm, małą, słodką wpadkę. Nienawidzisz mnie? Słusznie! Powinnaś mnie nienawidzić. Ale nie zabraniaj mi opieki, spotkań z moim dzieckiem. Nie zabraniaj mi patrzenia jak dorasta, nie zabraniaj mi bycia ojcem.
(Kath? Przepraszam, że takie krótkie)
- Nie - powiedziałem. Obserwowałem, jak się denerwuje moją prostą odmową. Po chwili się odsunąłem, byle tylko tego nie czuć. Nie czuć, jak bardzo ją kocham i pragnę. Była zdecydowanie za blisko, jednak na szczęście to nieznośne uczucie lekko straciło na sile. Lekko. Zawsze, gdy już jest dobrze, sprawy muszą się aż tak komplikować? Dlaczego to zawsze przytrafia się mnie? No tak, los lubi się znęcać nad zmutowanymi pół ludźmi z trudną przyszłością, podstawowe prawo wszechświata, niemal tak oczywiste jak kromka chleba spadająca zawsze na posmarowaną stronę. - Mógłbym Ci opowiadać dniami i nocami, jak bardzo jesteście dla mnie ważni, ale i tak mi nie uwierzysz. Nie ufasz mi, bo Cię zraniłem. Możesz mnie stąd wyrzucić, możesz mnie nienawidzić, odpychać od siebie, - wymieniałem, całkiem ostrym tonem - rzucać szklankami, uderzyć mnie, co mi się w sumie należy, ale i tak będziesz musiała zaakceptować - trochę złagodniał mój głos - to, że i tak będę przy tobie ze względu na naszą, hmm, małą, słodką wpadkę. Nienawidzisz mnie? Słusznie! Powinnaś mnie nienawidzić. Ale nie zabraniaj mi opieki, spotkań z moim dzieckiem. Nie zabraniaj mi patrzenia jak dorasta, nie zabraniaj mi bycia ojcem.
(Kath? Przepraszam, że takie krótkie)
Subskrybuj:
Posty (Atom)