sobota, 9 sierpnia 2014

od Katheriny - C.D Romeo

Leżałam tak oszołomiona na ziemi,a  serce waliło mi jak szalone. Zerknęłam na Ben'a ,który zwijał się i tarzał ze śmiechu. No i masz. Alec stał tak nad nami trochę zdziwiony, jednak zaraz sama wybuchnęłam śmiechem.
Podniosłam się do siadu i przeczesałam ręką włosy, popatrzyłam na Ben'a który dalej się śmiał i uśmiechnęłam się rozbawiona.
-To Ci się udało-zaśmiałam się
-Tak wiem-odpowiedział , można było nawet uznać że zdeczka się dusi xD
No po prostu skromności jak widać mu nie brakuje. Pokręciłam oczami i szturchnęłam go  delikatnie.
-Wystraszyłeś mnie-dodałam rozbawiona
Podniosłam się z ziemi z pomocą Alec'a i otrzepałam się porządnie.
-A ty co czemu nie zareagowałeś?-zapytałam zaciekawiona
Alec podrapał się po karku i zaczął coś tam mamrotać pod nosem, szukając jakiegoś wyjaśnienia na moje pytanie.
-To było ukartowane co!-zaśmiałam się
-Tak!-obaj równo powiedzieli.
-Z wami to zawału można dostać -pokręciłam głową z delikatnym uśmiechem.
Odwróciłam się w stronę brata Alec'a ,który już zdążył się podnieść. Zaśmialiśmy się jeszcze wszyscy ostatni raz i zaczęliśmy wracać w stronę fabryki.  W pewnej chwili poczułam dziwny zapach............wilkołaka. Usłyszałam jakby wystrzał.
-Padnij!-krzyknęłam i popchnęłam chłopaków na ziemię.
W drzewo trafił pocisk, a konkretniej duży kołek. Mruknęłam coś pod nosem i podniosłam się z ziemi. Szybko złapałam za sztylet ze srebra i pognałam za napastnikiem. Biegłam za nim w las i omijałam skutecznie pociski, które wystrzelał w moją stronę. Jednak ja rzuciłam w nie sztyletem. Trafiłam w klatkę piersiową i w tej samej również chwili wilkołak trafił we mnie.  A konkretniej trafił w ramię, kołek przebił je na wylot, ale mimo to dalej tkwił w środku. Syknęłam z bólu i zerknęłam na niego wściekła. Wyciągnęłam kołek z ramienia i przykucnęłam przy wilkołaku.
-Kto znów was przysłał!-warknęłam
-Błagam nie......-wydusił- Kazano mi Ciebie obserwować i zabić  w razie....-zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
-Zabić? To ja będę dla ciebie taka miła i zgotuję Ci szybką śmierć-mruknęłam.
Szybkim ruchem wyciągnęłam sztylet z jego brzucha i wbiłam prosto w jego serce. Przeszukałam go dokładnie aż znalazłam parę rzeczy,które się przydadzą. Przyjrzałam się kontaktom , zapisałam te które znałam bardzo dobrze i rozwaliłam telefon. Podniosłam się z ziemi i dotknęłam swojego ramienia. Na wylot, eh to nie wróży szybkiego gojenia. Mniej więcej 4 do tygodnia , będzie się to goić. Na mojej ręce było pełno krwi, a zaraz obok mnie pojawili się Ben i Alec.
-Jesteś ranna?-zapytał szybko Alec
-Nie......to jego krew-mruknęłam omijając prawdę by się tak nie martwił.-Powinniśmy na serio już wracać.

(Romeo?)



od Romeo - C.D Katheriny

Spojrzałem na Ben'a, który aż się palił do działania. To w końcu był jego żywioł. Szybko wyszedł z piwnicy, a gdy za nim wbiegliśmy, już w rękach miał dwa gnaty z długimi lufami. Miały wmontowane już na stałe tłumiki i wyglądały jak cuda techniki. Zauważyłem jeszcze dodatkowo u niego dosyć mały rewolwer za paskiem, który pewnie był ubezpieczeniem. Kath gapiła się na całą ścianę w różnorakiej broni, a ja sobie wziąłem jedynie mojego ukochanego colt'a i kilka naboi.
- Częstuj się - mruknął Ben do Katheriny, wskazując na kratę na której przypięte były bronie. To był prawdziwy raj - Cóż, rozdzielamy się. Jeśli którykolwiek będzie miał kod kreskowy na karku, nie zabijaj, Petrova, ok? To nasi.
Po tych słowach wyszedł.

Na zewnątrz

Błądziliśmy po opustoszałym terenie. Ben był zapewne gdzieś na zachód i najwyraźniej dobrze mu szło, bo nie słyszałem żadnych strzałów wskazujących na użycie broni awaryjnej lub strzelaninie. On zazwyczaj zabijał cicho. Kath też gdzieś zniknęła, ale w sumie już się tak o nią nie bałem. Miała super moce i była kotołakiem, więc pewnie sobie poradzi.
Do tej pory natknąłem się jedynie na dwóch ludzi którzy najwyraźniej byli Białego, których załatwiłem w swoim stylu. Co oni tu do cholery robią?

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pół godziny później
Ben

Ben znalazł aż dwunastu ludzi, podczas gdy Alec jedenastu, co oznaczało jedno: Ben wygra zakład. Idąc przez las, natrafił na trop Katheriny, więc postanowił się za nim udać. Znieważyła go i ogólnie była nieprzyjemna, więc pora na zemstę w wielkim stylu. Szybko trafił na nią, w miejscu gdzie drzewa były bardzo stare. Grube, tak, że nie dałoby się ich objąć, postawione jakieś metr, dwa metry od siebie. Uśmiechnął się, bo to było idealne miejsce. Z zaskoczenia powalił Katherine, zasłonił jej usta dłonią a drugą przystawił gnata do czoła. I zaczął odmawiać w łacinie wers z Starego Testamentu, realizując swój plan. Dziewczyna chyba "lekko" się przeraziła. Próbowała się wyrwać, ale wszystkie jej wysiłki poszły na marne. Był zbyt silny. Skończył mówić, a raczej wręcz krzyczeć modlitwę, nachylił się nad nią, patrząc prosto w jej oczy  i nacisnął na spust.

Ale kula nie wystrzeliła. Głównie dlatego, że jej tam nie było.
- Opss - powiedział z głosem niewiniątka - Znów zajęte. Spróbujemy zadzwonić później - I wtedy nie wytrzymał i zaczął się śmiać, uwalniając ją, by opaść koło na plecy z bólem brzucha od śmiechu. Podniósł się i spojrzał na nią - Gdybyś ty widziała swoją minę! Oj, daj spokój! Przecież bym Cię nie zastrzelił! - Mówił, pomiędzy napadami śmiechu, który wcale nie był kpiący czy wredny. Był po prostu wesoły, w końcu to był tylko "niewinny żarcik".

(Katherina?)

od Katheriny - C.D Romeo

Patrzyłam na Ben'a i uśmiechnęłam się rozbawiona pod nosem. Faktycznie ,śmiesznie.......bardzo śmiesznie wyglądał. Zerknęłam na swój kieliszek.
-To co wznosimy toast?-zapytałam
-Tak!-krzyknęli obaj na raz.
Zaśmiałam się cicho i wznieśliśmy ten toast, zaraz Ben znów powrócił do gapienia się na różne automaty.
-Panie Alec, zechce Pan zagrać ze mną w bilarda -zaśmiałam się
-Z chęcią Panno Katherine-uśmiechnął się w moją stronę
Skinęłam głową i upiłam łyka ze swojego kieliszka, a następnie odstawiłam go na szafę i wzięłam kijek do bilarda. Potem ustawiliśmy kule i zaczęliśmy grać. Ben znalazł sobie jakiś automat ,którego uruchomił i też sobie grał. Było dość zabawnie i ciekawie , wszyscy o dziwo się śmialiśmy. W pewnej chwili jednak usłyszałam czyjeś kroki daleko stąd.
-Słyszeliście?-zapytałam
-Ale co?!-zdziwili się
-Przysłuchajcie się, proszę-mruknęłam
Mężczyźni zrobili to o co ich poprosiłam i skinęli w końcu głowami. Wyszłam z tej "kryjówki" i wyszłam na dach fabryki, mimo iż Alec usilnie próbował mnie zatrzymać. Przykucnęłam na nim i obserwowałam okolicę.
Siedziałam tam i nasłuchiwałam jednak kroki oddalały się stopniowo, co oznaczało albo dziwne stworzenia, albo ludzi z Manticore. Westchnęłam cicho i wróciłam  się do chłopaków na dół. Widać Alec chyba się przejmował, o mało nie dostał zawału? Nie wiem, zawsze ryzykuję, a jak widać on się strasznie martwi.
-Ktoś zawrócił ,ale wyczułam nieprzyjemny odór -mruknęłam
-Mianowicie?-zapytał Ben
-Wilkołaka-wzruszyłam ramionami
-Co tu mógł robić?!-wtrącił się Alec.
-Nie wiem-wyjaśniłam-Wiecie co........... zrobiłabym sobie małe polowanko,żeby wytępić niektórych nieproszonych "gości". Trzeba pokazać, że nie warto z nami zadzierać. Alec , Ben?-zapytałam

(Romeo?)

od Romeo - C.D Katheriny

Dach fabryki. Niczym wspomnienie, unosił się tu wątły zapach dymu z kominów, chociaż nie pracowały one od tylu lat. Spokój i cisza, żadnej żywej lub wręcz przeciwnie duszy w promieniu wielu kilometrów. Jak tu nie kochać takich miejsc?
Trzymałem wartę, choć raczej z czystej przyjemności, jednak nie mogłem się odprężyć, bo rany cały czas dawały o sobie znać. Eh, jeśli dalej tak pójdzie, będę musiał iść na miasto po antybiotyki. I jak tu nie kochać kajdanek?
Spojrzałem na Katherine, spod pół przymkniętych powiek. Ben. Znów temat mojego braciszka, który nie należał do ludzi, których da się po prostu polubić. Owszem, umiał być miły, często taki był, ale raczej jedynie w obecności bliskich.
- Po prostu jesteś dla niego kimś obcym, Katherina. Nie zna Cię, więc zachowuje dystans, co u niego oznacza być złośliwym dupkiem - wytłumaczyłem, nieświadomie bawiąc się bandażami. Nie lubiłem nosić ich, ale to naprawdę cholernie głębokie rany. Ok, mam nauczkę by zawsze pamiętać by nosić jakieś agrafki, by w razie czego otworzyć kajdanki. Nagle Ben wyszedł na dach i stanął nade mną, uśmiechając się od ucha do ucha - Co się tak szczerzysz? - Mruknąłem.
- Muszę Ci coś pokazać - powiedział podekscytowany. Po chwili dodał - Znaczy Wam. - Uczynił mały krok w stronę porozumienia z Kath. Wstałem i poszliśmy razem z nim. Zaprowadził nas do piwnicy, po czym otworzył jakieś ciężkie drzwi i mnie zamurowało.
Znaleźliśmy się w pokoju marzeń. Było to małe pomieszczenie, po środku którego stał stół do bilarda. W około były różne automaty i stojak z różnymi whisky i winami, które pewnie miały idealny rocznik. Spojrzałem na Ben'a i uniosłem brew.
- Pracownicy musieli tu przychodzić po godzinach - poinformował, po czym wyjął jedną butelkę z półki na wysokości jego oczu, podał ją mi, wyjął dwa kieliszki, ale po chwili dołożył też trzeci. Widać był zbyt szczęśliwy swoim znaleziskiem, by trzymać się swoich moralno-religijnych zasad, choć miał ich bardzo mało. Bardzo.
- Co? - Spytał, widząc nasz wzrok. - Jesteśmy w Bułgarii a ja chcę się napić i wznieść toast, a coli nie mamy - Wytłumaczył, podając lekko niechętnie jeden Katherine. Po chwili zajął się stołem to bilarda. W tej chwili zachowywał się jak małe dziecko, które odkryło dzień przed świętami swój prezent. I zamierzał go wykorzystać - Stary, nikt nie wie o tym pomieszczeniu, a drzwi są pancerne. Wiesz co to znaczy, braciszku? No? To piep****a kryjówka!
- Stary, ile ty masz lat? - parsknąłem, ale mu nie zgasł zapał.
- Wal się - mruknął, choć był tak wesoły, że na pewno nie zabrzmiało to podle. W sumie, od dawna nie widziałem go aż tak szczęśliwego. No i proszę, wystarczy taka mała drobnostka, by poczęstował alkoholem Kath, czego tak się wypierał kilkanaście minut temu. Spojrzałem na Kath, przypatrującej się Ben'owi z zdziwieniem.
- Czy ty to widzisz? - Powiedziałem rozbawiony, kiedy mój brat oglądał automaty z różnymi grami, szczerząc nadal się jak idiota.

(Katherina?)

piątek, 8 sierpnia 2014

od Katheriny - C.D Romeo

Spojrzałam oburzona na Ben'a, jednak zaraz wszystkie emocje opadły.  Spokojnie Katherina , przeżyjesz jakoś mieszkanie z tym bencwałem. Nie z takimi wytrzymywałam pod jednym dachem.
-Piłam alkohol od 14 roku życia.-odpowiedziałem
-Ale takie prawo-wzruszył ramionam
-Tak prawo. Już dawno tego nie przestrzegam. A skoro tak to zaledwie mi rok brakuje-mruknęłam
-Nie sądzę -dodał złośliwie
Przewróciłam oczami  i odeszłam od niego wkurzona. Poszłam za Alec'em do tej prowizorycznej łazienki. Zapukałam i otworzyłam drzwi, wchodząc do środka i zamykając je z powrotem. Mężczyzna szybko zakrył rany bandażem. Uśmiechnęłam się pod nosem podchodząc powoli do niego.
-Daj, pomogę-powiedziałam
Alec na początku się sprzeciwiał ,ale go przekonałam. Zdjęłam stary bandaż z jego rany i aż zamarłam. Wpatrywałam się w jego ranę, a zaraz podniosłam wzrok na niego.
-To wygląda okropnie-wydusiłam z siebie
-Katherina, to nic na prawdę -westchnął
-Jak to nic?! To jest Koszmar-dodałam poważnie.
-No proszę nie martw się , wszystko jest w porządku, a teraz załóż mi nowe bandaże, proszę -poprosił zrezygnowany
Odetchnęłam głęboko i skinęłam niechętnie głową, zaczęłam mu zakładać bandaże i po 10 minutach wszystko było już zrobione. Wyszliśmy z łazienki ,a  ja zabrałam od niego whisky i poszłam do Ben'a, oddając mu butelkę. Ben wpatrywał się we mnie oburzony, a ja się zaśmiałam rozbawiona.
-Nie martw się nie piłam-odpowiedziałam
-Jakoś w to nie wierzę -mruknął krzyżując ręce na klatce piersiowej
-Ty mi nie wierzysz?! To ja raczej nie powinnam tobie!-warknęłam
Ben przyglądał mi się uważnie, no bosz, jak tu wytrzymać z takim facetem jak on. Popatrzyłam na niego i odetchnęłam głęboko.
-Słuchaj. Nie chcę się kłócić dla dobra twojego brata. On tego raczej za bardzo nie chcę , poza tym zależy mi na nim-powiedziałam poważnie, chociaż ostatnie słowa powiedziałam trochę ciszej
-Ciekawe , czy jemu zależy na tobie-prychnął
Popatrzyłam na niego zdziwiona, a jednocześnie zaciekawiona. Podeszłam do niego i przyjrzałam mu się uważnie.
-Co masz na myśli?-zapytałam podejrzliwie.
Zanim się odezwał, jednak zrezygnowałam. Nie chciałam niczego wiedzieć od jego brata. Odeszłam od Ben'a spokojnie i zaczęłam szukać Alec'a. Znalazłam go na dachu fabryki, siedział i chyba pilnował albo odpoczywał. Usiadłam zrezygnowana obok niego i w tej samej chwili Alec uchylił delikatnie powieki.
-Co jest?-zapytał
-Nic takiego-mruknęłam i wzruszyłam ramionami
Rozejrzałam się dookoła, zastanawiając się  nad wszystkim co ostatnio się działo. Tyle dziwnych rzeczy ostatnio mnie spotkało. Tyle pogmatwanych. Aż za dość!
-Twój brat chyba faktycznie mnie nie lubi-zaśmiałam się - Ale co tam. Nie lubi mnie to trudno. Jego sprawa, ja przywykłam do ludzi którzy mnie nienawidzą -dodałam i wzruszyłam ramionami.

(Romeo?)

od Romeo - C.D Katheriny

Wciągnąłem na siebie spodnie, po czym wziąłem jakąś czarną koszulkę z moich rzeczy, z hotelu i zarzuciłem ją na siebie, jakby w ogóle zapominając o naszej wcześniejszej, niezbyt przyjemnej rozmowie. Wiedziałem, że nie będzie już na mnie patrzeć jak wcześniej.
- Sprawdzę dzisiaj loty do Stanów, stamtąd wrócimy na wyspę, co ty na to? - spytałem, uśmiechając się, mimo, że jeszcze kilka minut temu byłem emocjonalnie w fatalnym stanie. Ale przecież nie będę się nad sobą użalał. I tak mi jest dużo lżej, że powiedziałem to wreszcie komuś. Wszyscy z Manticore wiedzieli co mnie tam spotkało, a z nikim innym nie byłem na tyle blisko by to wyjaśniać. Uśmiechnęła się również, na moje słowa, widocznie szczęśliwa. Cóż, przyznam, że mojego brata ciężko polubić, nie był bowiem przyjemniaczkiem. Ale jak się go pozna...
- Daj mu trochę czasu, będzie lepiej.
- Serio?
- Nie. - westchnąłem, a ona parsknęła śmiechem. Właśnie o to chodziło, chciałem ją rozśmieszyć. Wstałem z pryczy, po czym przyciągnąłem ją do siebie, objąłem ramieniem i pocałowałem przeciągle. Długo ten moment jednak nie trwał.
- Już?! - Usłyszeliśmy głos Ben'a.
- Tak - odpowiedziałem niechętnie, a on niemal natychmiast wparował do sali w której byliśmy. Wyjął spod kurtki butelkę whisky i wyciągnął ją do mnie.
- Na rany - wytłumaczył. Katherina chciała ją wziąć, ale Ben nie dał jej - A-a-a-a! - Skarcił ją, jakby była małym dzieckiem. - Ty sobie poczekasz jeszcze trochę*
- Co?! - Kath się oburzyła. Wziąłem butelkę i pociągnąłem z niej łyka, po czym wszedłem do pomieszczenia przerobionego na łazienkę, odwiązałem prowizoryczne bandaże i polałem alkoholem powoli gojącą się ranę. Syknąłem z bólu, bo nie było to zbyt przyjemne uczucie, ale przynajmniej trochę to oczyszczę, bo zbyt ciekawie to nie wygląda.

(Katherina?)

--
*W U.S.A alkohol można pić od 21 lat.

od Katheriny - C.D Romeo

Podniosłam głowę i spojrzałam na niego zszokowana. Aż mnie ciarki przeszły jak wypowiedział ostanie zdanie. Usiadłam na pryczy , zaraz obok niego. Alec zrobił to samo i przypatrywał mi się uważnie.
Nie wiedziałam nawet co mam na to odpowiedzieć. Tak myślałam,że był "potworem", ale nie sądziłam,że miał aż taką przeszłość. Wzięłam głęboki wdech i wszystko sobie poukładałam. Zaraz jednak uniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Ja Ci ufam. I wiem,że nigdy byś mnie nie skrzywdził-wyjaśniłam spokojnie
-Nie bądź tego taka pewna-westchnął
-Nie będę, ale bardziej w to wierzę-dodałam
-Katherina, ja na prawdę się tego boję -odpowiedział niepewnie
Przysunęłam się do niego i uśmiechnęłam czule. Przytuliłam go do siebie , sama nie wiem ale Alec zaraz sam to samo zrobił, tyle że trochę mocniej. Odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się jeszcze pod nosem.
Nagle usłyszeliśmy trzaskanie drzwi. Odsunęłam się gwałtownie od Alec'a i podciągnęłam trochę koc do siebie. Tak jak myślałam Ben już wrócił.
-Myślałem,że się wyrobicie.-mruknął
-Nawet 4 godziny nie minęły-odpowiedziałam
-No i co z tego?-warknął
Alec chciał się podnieść, ale ja zatrzymałam go ręką i spojrzałam na jego brata.
-Hm, okej. Bądź tak łaskawy i idź sobie stąd,żebym mogła się do końca ubrać-mruknęłam
On tylko przewrócił oczami i odszedł od nas. Westchnęłam cicho i podniosłam się z pryczy , a zaraz ubrałam się w swoje ubrania.
-Ile jeszcze będziemy musieli tak u niego siedzieć?-zapytałam

(Romeo?)