Szybko wszelkie troski odeszły w niepamięć. Trudno by mi było myśleć, kiedy Katherina bawiła i droczyła się mną.
Położyłem ręce na jej biodrach, by zaraz ściągnąć jej majtki.
- One na razie nie będą Ci potrzebne - Mruknąłem z uśmiechem, rzucając je gdzieś. Będzie zabawnie przy szukaniu naszych ciuchów. Katherina znów poruszyła biodrami. Mocno. Nie wytrzymałem, leżąc bezczynnie pod nią.
- Katherina - Warknąłem. Mała sadystka. Zemszczę się. Uśmiechnęła się tryumfalnie ale a ja nie miałem zamiaru dać jej za wygraną. Przewróciłem ją i znów była na dole. Oh, zamierzałem sprawić, że jutro będzie tak obolała, że nie będzie mogła usiąść.
*Rano*
Obudziłem się jak zwykle wcześnie. Wtedy na zegarku widniały liczby "04:49". Rzadko kiedy budziłem się po piątej, byłem przyzwyczajony do wstawania o tej godzinie. Teraz było tak wygodnie... Katherina spała wtulona we mnie, na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się, obejmując ją. Ale po godzinie ręka mi zdrętwiała, a od kotka biło takie gorąco jakbym był w garnku postawionym na ogniu. Wstałem tak, żeby jej nie obudzić, po czym wziąłem zimny prysznic: to było to!
Ok, po prysznicu, wyszczotkowaniu zębów i zrobieniu jajecznicy (która mi się udała: sukces!) postanowiłem obudzić Katherine. Podszedłem do łóżka, po czym nachyliłem się.
- Pora wstawać, kotku - Wyszeptałem, a ona otworzyła oczy. Podałem jej jajecznice i herbatę na tacy - Śniadanie do łóżka. Tylko się nie przyzwyczajaj.
(Katherina?)
piątek, 1 sierpnia 2014
od Katheriny - C.D Romeo
Pocałowałam go namiętnie i zachłannie. Skoro mówił,że nic mu nie jest, to muszę mu zaufać mimo,że wolałabym się dopytać skąd to ma. Popchnęłam go z powrotem na plecy i nachyliłam się nad nim. Pocałowałam go najpierw w usta, ale po chwili zaczęłam schodzić w dół. Natrafiłam na małą przeszkodę na samym dolę, a konkretniej spodnie. Zaśmiałam się ja byłam w normalnych ciuchach już, a ten męczył się dobre kilka godzin w garniturze, chociaż on nie musiał mieć gorsetu. Szybko i zręcznie rozpięłam jego pasek, guzik od spodni i rozporek, a następnie zsunęłam je z niego na podłodze. Usiadłam na nim okrakiem i poruszyłam biodrami. Uśmiechnęłam się chytrze, gdy Alec wydał z siebie jęk zadowolenia. Wróciłam do jego ust i zaczęłam go namiętnie całować. Przejechałam subtelnie dłońmi po jego umięśnionym torsie. Poczułam opatrunek, o którym wolałam nie myśleć. Nie chciałam się tym przejmować , bo przecież mnie o to poprosił. Alec złapał mnie za pośladki ,przyciągając do siebie. Uśmiechnęłam się i zaraz poczułam, jak przesuwa rękę po moich plecach. W końcu dotarł do zapięcia od biustonosza i go rozpiął. Mój stanik wylądował gdzieś na podłodze w pokoju. Alec przyglądał mi się uważnie, a ja tylko przewróciłam oczami i znów go pocałowałam. Mężczyzna szybko nadrabiał nie dopatrzenia i zaraz znalazł się nade mną. Popatrzyłam mu w oczy, a on uśmiechnął się i zaczął rozpinać mi spodnie, które zaraz zdjął ze mnie, oczywiście z moją pomocą. Czułam,że coś go trochę martwi, czy coś. Nie byłam pewna dokładniej co odczuwałam od niego, ale trochę się niepokoiłam. Mimo to , Alec nie dawał mi w sumie takich powodów, bym się właśnie niepokoiła. Postanowiłam jednak to zignorować, nie będę przecież psuć takich chwil z nim. Przejechałam po jego torsie, paznokciem i złapałam gwałtownie za jego bokserki. Zsunęłam je z niego i znów znalazłam się nad nim. Zaczęłam całować jego szyję, później tors podgryzając jego skórę. Przesunęłam się delikatnie w dół i przejechałam językiem po jego torsie. Później złapałam jego męskość i wsunęłam ją sobie do ust. Alec jęknął czując dreszcze i napływającą rozkosz. Jednak długo się z nim tak nie bawiłam i znów przysunęłam się do jego ust i pocałowałam namiętnie. Przylgnęłam biodrami do jego męskości i jeszcze mocniej poruszyłam nimi.
(Romeo?)
(Romeo?)
od Romeo - C.D Katheriny
Całowałem ją po szyi, czasem przegryzając jej skórę, oczywiście nie mocno. Wiem, pewnie jak już wszystko sobie przypomnę, to pomiędzy pytaniami "To serio byłem ja?!" będę może trochę żałował tego, w końcu nadal do końca nie wiem kim jest. Eh, no dobrze, dużo wiem, ale pewnie będę żałować. Ale kogo to obchodzi? Na pewno nie mnie.
Ściągnąłem z niej koszulkę i powróciłem do całowania jej. Błądziłem dłońmi po jej ciele, by po chwili zatrzymać swoje ręce na jej biodrach. Nagle jednak ona znów postanowiła przejąć dowodzenie i przewróciła mnie na plecy. Zaśmiałem się, kiedy się wyprostowała i przeczesała palcami włosy. Chciała rządzić? Proszę bardzo.
Szybko zostałem pozbawiony marynarki i muszki, w czym oczywiście jej pomogłem. Chwilę siłowała się z guzikami, po czym rozpiętą koszulkę zdjąłem i rzuciłem gdzieś. Katherina zamarła. Chryste. Na śmierć zapomniałem o mojej ranie.
- Co Ci się stało? - Spytała, przejeżdżając dłonią po mojej skórze a zaraz potem po materiale tworzącym prowizoryczny opatrunek.
- Nic mi nie jest - Powiedziałem, pewnym tonem. Ona jednak nie dała za wgraną i spojrzała na mnie z determinacją. Usiadłem, w mgnieniu oka znajdując się kilka milimetrów od jej twarzy. Uśmiechnąłem się lekko i odgarnąłem pasmo jej włosów za ucho - Katherina. Naprawdę to nic - Dodałem, by zaraz ją pocałować, namiętnie. I... czule.
To złe - Warknęła podświadomość, czy może zdrowy rozsądek - Cholernie złe. Odejdź. Teraz. Już. Skrzywdzisz ją. Tego chcesz?!
Ten "zdrowy rozsądek" miał rację. Wiedziałem o tym. Dostałem już nauczkę za angażowanie się emocjonalnie. Ale miałem to aktualnie gdzieś. Będę się przejmował tym potem. Teraz byłem zajęty, kładąc jedną rękę na jej plecach, a drugą wplatając we włosy.
(Kath?)
Ściągnąłem z niej koszulkę i powróciłem do całowania jej. Błądziłem dłońmi po jej ciele, by po chwili zatrzymać swoje ręce na jej biodrach. Nagle jednak ona znów postanowiła przejąć dowodzenie i przewróciła mnie na plecy. Zaśmiałem się, kiedy się wyprostowała i przeczesała palcami włosy. Chciała rządzić? Proszę bardzo.
Szybko zostałem pozbawiony marynarki i muszki, w czym oczywiście jej pomogłem. Chwilę siłowała się z guzikami, po czym rozpiętą koszulkę zdjąłem i rzuciłem gdzieś. Katherina zamarła. Chryste. Na śmierć zapomniałem o mojej ranie.
- Co Ci się stało? - Spytała, przejeżdżając dłonią po mojej skórze a zaraz potem po materiale tworzącym prowizoryczny opatrunek.
- Nic mi nie jest - Powiedziałem, pewnym tonem. Ona jednak nie dała za wgraną i spojrzała na mnie z determinacją. Usiadłem, w mgnieniu oka znajdując się kilka milimetrów od jej twarzy. Uśmiechnąłem się lekko i odgarnąłem pasmo jej włosów za ucho - Katherina. Naprawdę to nic - Dodałem, by zaraz ją pocałować, namiętnie. I... czule.
To złe - Warknęła podświadomość, czy może zdrowy rozsądek - Cholernie złe. Odejdź. Teraz. Już. Skrzywdzisz ją. Tego chcesz?!
Ten "zdrowy rozsądek" miał rację. Wiedziałem o tym. Dostałem już nauczkę za angażowanie się emocjonalnie. Ale miałem to aktualnie gdzieś. Będę się przejmował tym potem. Teraz byłem zajęty, kładąc jedną rękę na jej plecach, a drugą wplatając we włosy.
(Kath?)
środa, 30 lipca 2014
od Lucas'a
-Już myślałem,że się nie obudzisz-mruknąłem
-Jednak tutaj jestem, tak samo jak ty-uśmiechnęła się zadowolona.
Trzymałem ją cały czas,przytulając do siebie, bo na prawdę było mi za nią tak strasznie tęskno. Co z tego,że była u mnie w domu i inne rzeczy.Po prostu nie mogłem tego czasu wytrzymać bez niej.
-Kocham Cię, nie wiem co bym zrobił gdybym Cię stracił-odpowiedziałem
-A ja nie wiem, gdybym to ja ciebie straciła-wyjaśniła
Siedzieliśmy przez pewien czas w ciszy, trwając tak w uścisku, ale w końcu odsunąłem się od niej i pocałowałem namiętnie. Wziąłem butelkę z krwią i podałem dziewczynie.
-Wynagrodzę Ci to wszystko, jak wyzdrowiejesz. Lecz najpierw wypij to, pomoże Ci w regeneracji. -poprosiłem
(?)
-Jednak tutaj jestem, tak samo jak ty-uśmiechnęła się zadowolona.
Trzymałem ją cały czas,przytulając do siebie, bo na prawdę było mi za nią tak strasznie tęskno. Co z tego,że była u mnie w domu i inne rzeczy.Po prostu nie mogłem tego czasu wytrzymać bez niej.
-Kocham Cię, nie wiem co bym zrobił gdybym Cię stracił-odpowiedziałem
-A ja nie wiem, gdybym to ja ciebie straciła-wyjaśniła
Siedzieliśmy przez pewien czas w ciszy, trwając tak w uścisku, ale w końcu odsunąłem się od niej i pocałowałem namiętnie. Wziąłem butelkę z krwią i podałem dziewczynie.
-Wynagrodzę Ci to wszystko, jak wyzdrowiejesz. Lecz najpierw wypij to, pomoże Ci w regeneracji. -poprosiłem
(?)
od Katheriny - C.D Romeo
Siedziałam i właśnie sama się przebierałam , miałam już na sobie spodnie , tyle że bluzki nie. Stałam przed lustrem, gdy nagle drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł Alec.
-Jesteś-powiedział, czy bardziej odetchnął
-A czemu miało by mnie nie być?-zapytałam.-Wbiłam kołek w serce Nicolas'owi. Raczej powinien nie żyć.
-Ah sam nie wiem-westchnął i usiadł na łóżku.
-Co to za naburmuszona mina? Przyłaź tu i pomóż mi w ściągnięciu tego gorsetu!-poprosiłam z uśmiechem.
Alec wstał z łóżka i zaśmiał się cicho. Podniosłam swoje włosy do góry, a mężczyzna zaczął powoli rozwiązywać gorset. Po 10 minutach w końcu rozwiązał go, a ja mogłam ściągnąć go. Zrobiłam to i rzuciłam go do torby. Jednak zasłoniłam się ręką i podeszłam do łóżka gdzie był mój stanik. Odwrócona plecami do Alec'a ubrałam na siebie górną część bielizny oraz bluzkę. Usłyszałam ciche mruknięcie niezadowolenia.
-Mogłaś być bez bluzki-powiedział trochę naburmuszony .
Odwróciłam się do niego z uśmiechem i przyjrzałam mu się uważnie od góry do dołu, zaczęłam powoli do niego podchodzić.
-Nie ładnie, to ja musiałam na ciebie czekać -zaśmiałam się i pogroziłam mu palcem.
Alec nadal był w tym smokingu, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. Miałam ochotę już się na niego rzucić,ale to było by hm..........jak by to powiedzieć po staroświecku , nie odpowiednie? Przecież coś takiego damie nie przystoi. Zaśmiałam się w duszy , na te dziwne słowa i znalazłam się obok mężczyzny.
Pocałowałam go namiętnie i zachłannie, a Alec przyciągnął mnie gwałtownie do siebie.
-Zauważyłam,że się martwiłeś -mruknęłam
-Kiedy?-zapytał
-Przyszedłem, a twój głos był pełen ulgi,że mnie widzisz-wyjaśniłam-Coś się stało.
-Katherina..........czemu zawsze musisz przerywać takie ładne chwile?-spytał trochę przejęty.
-Oj no, bo ja też się o ciebie martwię -uśmiechnęłam się tajemniczo.
Złapałam go za policzki i pocałowałam namiętnie. Zaraz wylądowałam na łóżku , a Alec zaczął całować moją szyję. Heh, przez ten wyjazd , nawet zapomniałam o tym wszystkim,że stracił pamięć i sobie wszystko przypomina.
(Romeo?)
-Jesteś-powiedział, czy bardziej odetchnął
-A czemu miało by mnie nie być?-zapytałam.-Wbiłam kołek w serce Nicolas'owi. Raczej powinien nie żyć.
-Ah sam nie wiem-westchnął i usiadł na łóżku.
-Co to za naburmuszona mina? Przyłaź tu i pomóż mi w ściągnięciu tego gorsetu!-poprosiłam z uśmiechem.
Alec wstał z łóżka i zaśmiał się cicho. Podniosłam swoje włosy do góry, a mężczyzna zaczął powoli rozwiązywać gorset. Po 10 minutach w końcu rozwiązał go, a ja mogłam ściągnąć go. Zrobiłam to i rzuciłam go do torby. Jednak zasłoniłam się ręką i podeszłam do łóżka gdzie był mój stanik. Odwrócona plecami do Alec'a ubrałam na siebie górną część bielizny oraz bluzkę. Usłyszałam ciche mruknięcie niezadowolenia.
-Mogłaś być bez bluzki-powiedział trochę naburmuszony .
Odwróciłam się do niego z uśmiechem i przyjrzałam mu się uważnie od góry do dołu, zaczęłam powoli do niego podchodzić.
-Nie ładnie, to ja musiałam na ciebie czekać -zaśmiałam się i pogroziłam mu palcem.
Alec nadal był w tym smokingu, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. Miałam ochotę już się na niego rzucić,ale to było by hm..........jak by to powiedzieć po staroświecku , nie odpowiednie? Przecież coś takiego damie nie przystoi. Zaśmiałam się w duszy , na te dziwne słowa i znalazłam się obok mężczyzny.
Pocałowałam go namiętnie i zachłannie, a Alec przyciągnął mnie gwałtownie do siebie.
-Zauważyłam,że się martwiłeś -mruknęłam
-Kiedy?-zapytał
-Przyszedłem, a twój głos był pełen ulgi,że mnie widzisz-wyjaśniłam-Coś się stało.
-Katherina..........czemu zawsze musisz przerywać takie ładne chwile?-spytał trochę przejęty.
-Oj no, bo ja też się o ciebie martwię -uśmiechnęłam się tajemniczo.
Złapałam go za policzki i pocałowałam namiętnie. Zaraz wylądowałam na łóżku , a Alec zaczął całować moją szyję. Heh, przez ten wyjazd , nawet zapomniałam o tym wszystkim,że stracił pamięć i sobie wszystko przypomina.
(Romeo?)
od Romeo - C.D Katheriny
Skamieniałem. Ah, już wiem dlaczego Ralph tu była. Chciała dopaść naszych prześladowców. Bardzo głupie zagranie, przyjść tu samemu i próbować zabić wrogów którzy mają przewagę liczebną i mają broń. Niczego się nie nauczyła?
Wbiłem wzrok w podłogę, zastanawiając się nad tym wszystkim. Skąd wiedzieli, że ja się tu pojawię? Przecież to Katherine chciał ten facet tu ściągnąć. Chyba, że wiedzieli o tym, że tam gdzie ona tam i ja. Wiedzieli o tym, że łączy nas... coś.
Zamknąłem oczy, jak małe dziecko co myśli, że jak to zrobi to problemy znikną. Nie miałem najmniejszej ochoty teraz wszystkiego tłumaczyć. Prędzej się stąd zmywać, zatrzeć ślady i znów "zniknąć". Jak to jest, że gdy już chcę normalnie żyć to nagle wszystkim moim wrogą przypomina się moje istnienie? To się dopiero nazywa złośliwość losu.
Westchnąłem i odwróciłem się by wyjść z pokoju. Zatrzymał mnie jednak głos Nicolas'a, kpiący choć było słychać, że każde słowo sprawia mu ból.
- Ona nie wie, co?
Odwróciłem się na pięcie podszedłem do niego i złapałem za gardło, ściskając mocno. Podniosłem go, tak, że wisiał pół metra nad ziemią. Próbował się wyrwać, ale wciąż dławił się własną krwią. W końcu przestał. Śmiał się chrapliwie.
- Wiesz, wkurzasz mnie - Warknąłem i popchnąłem go mocno na ścianę. Uderzył w nią mocno. Zawróciłem do drzwi, ale zatrzymałem się znów. Przed Katherine.
- Kto chce mnie dopaść? Przeszłość - Odpowiedziałem na jej wcześniejsze pytanie - Zrób z nim co chcesz. Ja muszę się stąd zmywać. Czekam w motelu.
Wymknąłem się jak najlepiej z budynku.. Po drodze porozmawiałem z Ralph i kazałem się jej stamtąd zmywać. To był rozkaz, musiała się posłuchać. Z tego co wiem, już jest w drodze do Kanady, gdzie mają się zebrać. Miło.
Wszystko było dobrze, dopóki przede mną nie wyrosło dwóch osiłków z paralizatorami w rękach. Wspomniałem, że prąd to najlepszy sposób na powalenie kogoś takiego jak ja? Oni to chyba wiedzą. Nie było nikogo w zasięgu wzroku, i oni postanowili to wykorzystać.
- Gdzie się wybierasz? - Spytał jeden.
- Ah, takie imprezy nie są w moim stylu - Odpowiedziałem, jednak oni nie mieli ochoty sobie pogadać. Zauważyłem, że jeden naszykował swoją broń. Dobra, koniec cackania się z nimi. Kopnąłem go w rękę, a ten zaskoczony upuścił paralizator. Złapałem broń szybko, odwróciłem kolesia tyłem do siebie i przyłożyłem paralizator do niego.
- Nie zbliżaj się - Ostrzegłem zimno. Tamten wyjął broń i wycelował we mnie.
- Nie strzelaj, nie strzelaj! - Zaczął błagać facet którego trzymałem.
Usłyszeliśmy klaskanie. Za rogu wyszedł mężczyzna w garniturze. Poznałem go od razu. Co tu robi Biały? No tak chce się zemścić czy coś.
- Nie wyszedłeś z wprawy - Powiedział, podchodząc bliżej. Był już bardzo blisko. Eh, chyba moja tarcza na nic się nie zda. Choć ucieczka byłaby bardziej ryzykowna. Wolę jeszcze chwilę zostać i zobaczyć czego on chce.
- Nie strzelaj! Błagam! - Już prawie ryczał trzymany przeze mnie facet.
- Dobrze. Nie chcę tracić człowieka - Biały się wycofał. Coś jest nie tak. Zmarszczyłem brwi, ale zaraz zrozumiałem. Na szczęście, mam dosyć dobry refleks i zasłoniłem się tym facetem, kiedy Biały wystrzelił pięć kulek. Chyba miał nadzieje, że chociaż jedną mnie trafi. Moja tarcza upadła. Na mnie. Cholera. Spróbowałem się wydostać spod jego cielska i udało mi się to dopiero po chwili. W tej samej chwili Biały wystrzelił. Kula przeszyła moje ramię. Szybko wytrąciłem broń Białego z ręki i zastrzeliłem jego przyjaciela. Po chwilę wycelowałem w niego i wystrzeliłem. Skurczybyk padł na ziemię a ja odetchnąłem. Coś za łatwo jednak z nim poszło. Co tu się dzieje? Nie ważne. Pewnie Katherina już na mnie czeka. Opatrzyłem ranę, która nadal krwawiła. Oczyściłem ją i szybko, amatorsko owinąłem ramię fragmętem koszulki jednego z nich. Poszedłem do naszego motelu, gdzie siedziała ona. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
- Jesteś - Powiedziałem, wręcz odetchnąłem. Mogli ją dorwać ludzie Białego. Któremu się najwyraźniej zmarło.
( Katherina?)
Wbiłem wzrok w podłogę, zastanawiając się nad tym wszystkim. Skąd wiedzieli, że ja się tu pojawię? Przecież to Katherine chciał ten facet tu ściągnąć. Chyba, że wiedzieli o tym, że tam gdzie ona tam i ja. Wiedzieli o tym, że łączy nas... coś.
Zamknąłem oczy, jak małe dziecko co myśli, że jak to zrobi to problemy znikną. Nie miałem najmniejszej ochoty teraz wszystkiego tłumaczyć. Prędzej się stąd zmywać, zatrzeć ślady i znów "zniknąć". Jak to jest, że gdy już chcę normalnie żyć to nagle wszystkim moim wrogą przypomina się moje istnienie? To się dopiero nazywa złośliwość losu.
Westchnąłem i odwróciłem się by wyjść z pokoju. Zatrzymał mnie jednak głos Nicolas'a, kpiący choć było słychać, że każde słowo sprawia mu ból.
- Ona nie wie, co?
Odwróciłem się na pięcie podszedłem do niego i złapałem za gardło, ściskając mocno. Podniosłem go, tak, że wisiał pół metra nad ziemią. Próbował się wyrwać, ale wciąż dławił się własną krwią. W końcu przestał. Śmiał się chrapliwie.
- Wiesz, wkurzasz mnie - Warknąłem i popchnąłem go mocno na ścianę. Uderzył w nią mocno. Zawróciłem do drzwi, ale zatrzymałem się znów. Przed Katherine.
- Kto chce mnie dopaść? Przeszłość - Odpowiedziałem na jej wcześniejsze pytanie - Zrób z nim co chcesz. Ja muszę się stąd zmywać. Czekam w motelu.
Wymknąłem się jak najlepiej z budynku.. Po drodze porozmawiałem z Ralph i kazałem się jej stamtąd zmywać. To był rozkaz, musiała się posłuchać. Z tego co wiem, już jest w drodze do Kanady, gdzie mają się zebrać. Miło.
Wszystko było dobrze, dopóki przede mną nie wyrosło dwóch osiłków z paralizatorami w rękach. Wspomniałem, że prąd to najlepszy sposób na powalenie kogoś takiego jak ja? Oni to chyba wiedzą. Nie było nikogo w zasięgu wzroku, i oni postanowili to wykorzystać.
- Gdzie się wybierasz? - Spytał jeden.
- Ah, takie imprezy nie są w moim stylu - Odpowiedziałem, jednak oni nie mieli ochoty sobie pogadać. Zauważyłem, że jeden naszykował swoją broń. Dobra, koniec cackania się z nimi. Kopnąłem go w rękę, a ten zaskoczony upuścił paralizator. Złapałem broń szybko, odwróciłem kolesia tyłem do siebie i przyłożyłem paralizator do niego.
- Nie zbliżaj się - Ostrzegłem zimno. Tamten wyjął broń i wycelował we mnie.
- Nie strzelaj, nie strzelaj! - Zaczął błagać facet którego trzymałem.
Usłyszeliśmy klaskanie. Za rogu wyszedł mężczyzna w garniturze. Poznałem go od razu. Co tu robi Biały? No tak chce się zemścić czy coś.
- Nie wyszedłeś z wprawy - Powiedział, podchodząc bliżej. Był już bardzo blisko. Eh, chyba moja tarcza na nic się nie zda. Choć ucieczka byłaby bardziej ryzykowna. Wolę jeszcze chwilę zostać i zobaczyć czego on chce.
- Nie strzelaj! Błagam! - Już prawie ryczał trzymany przeze mnie facet.
- Dobrze. Nie chcę tracić człowieka - Biały się wycofał. Coś jest nie tak. Zmarszczyłem brwi, ale zaraz zrozumiałem. Na szczęście, mam dosyć dobry refleks i zasłoniłem się tym facetem, kiedy Biały wystrzelił pięć kulek. Chyba miał nadzieje, że chociaż jedną mnie trafi. Moja tarcza upadła. Na mnie. Cholera. Spróbowałem się wydostać spod jego cielska i udało mi się to dopiero po chwili. W tej samej chwili Biały wystrzelił. Kula przeszyła moje ramię. Szybko wytrąciłem broń Białego z ręki i zastrzeliłem jego przyjaciela. Po chwilę wycelowałem w niego i wystrzeliłem. Skurczybyk padł na ziemię a ja odetchnąłem. Coś za łatwo jednak z nim poszło. Co tu się dzieje? Nie ważne. Pewnie Katherina już na mnie czeka. Opatrzyłem ranę, która nadal krwawiła. Oczyściłem ją i szybko, amatorsko owinąłem ramię fragmętem koszulki jednego z nich. Poszedłem do naszego motelu, gdzie siedziała ona. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
- Jesteś - Powiedziałem, wręcz odetchnąłem. Mogli ją dorwać ludzie Białego. Któremu się najwyraźniej zmarło.
( Katherina?)
Od Lilith
Obudziłam się po kilku godzinach..poruszyłam delikatnie dłonią,poczułam że ktoś ją mocno ściska.
-Obudziłaś się..całe szczęście.-powiedział nadal gładząc moją dłoń.
Po chwili wskoczyła na mnie jgo sunia. Zaczęła lizać moją twarz szczekając i merdając radośnie ogonem.
-Ej Dolca!-śmiałam się.-No już,już! Zostaw mnie!
Posłusznie przestała mnie lizać i usiadła mi na brzuchu. Spojrzałam na Lucas'a..uśmiechał się.
-No Lucas..proszę przytul mnie.-powiedziałam podnosząc się do siadu. Jak prosiłam przytulił mnie mocno i nie miał zamiaru puścić.
(?)
-Obudziłaś się..całe szczęście.-powiedział nadal gładząc moją dłoń.
Po chwili wskoczyła na mnie jgo sunia. Zaczęła lizać moją twarz szczekając i merdając radośnie ogonem.
-Ej Dolca!-śmiałam się.-No już,już! Zostaw mnie!
Posłusznie przestała mnie lizać i usiadła mi na brzuchu. Spojrzałam na Lucas'a..uśmiechał się.
-No Lucas..proszę przytul mnie.-powiedziałam podnosząc się do siadu. Jak prosiłam przytulił mnie mocno i nie miał zamiaru puścić.
(?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)