Kiedy Beatrize rozpoczynała swoją opowieść, gdzieś na plecach wcisnął ledwo wyczuwalny i praktycznie niewidzialny przycisk. Uruchomił się dyktafon. Wszystko to, co powiedziała zostało nagrane. Nie zamierzał wykorzystać tego niecnie. Po prostu zbierał informacje do swojej "wikipedii" o paranormalnych zjawiskach. Potem odsłucha, teraz nie ma czasu. A więc stworzył ją Bóg. Norma, to w końcu anioł. Kiedy przed swoją opowieścią rzekła do Damona, że ma dobre serce... zrobiło mu się ciepło i miło.
— Zatem u ciebie też nie było zbyt kolorowo... — zaśmiał się cicho i niepewnie. Atmosfera zrobiła się z lekka sztywna, dlatego wolał rzucić coś dla odstresowania. Przynajmniej spróbował.
W międzyczasie pogoda nieco się poprawiła. #713 zauważył to wówczas gdy do jego uszu przestał dobiegać dźwięk kropel deszczu odbijających się od blaszanego dachu. Pohukiwanie, które wywoływała burza również ucichło. Wyczuwał już tylko delikatne wstrząsy ziemi, nie było nic słychać. Przez niewielkie okienko w dachu wpadło światło słoneczne.
— Już chyba po wszystkim. — stwierdziła cicho białowłosa.
Przyznał jej rację. Chwilę później zaproponował opuszczenie pomieszczenia. Kiwnęła jedynie głową. Zeszła pierwsza, potem on. Znów jakieś czary i drabinko-schody zniknęły. Gdy tylko opuścił kamienicę, do jego nozdrzy wdarł się zapach świeżości. Wziął głęboki wdech i odetchnął, wzdychając przy tym z przyjemnością.
— Opuśćmy miasto zanim mieszkańcy... — jego wzrok przykuła jakaś młoda kobieta w oknie z domu naprzeciwko. Obserwowała go z błyskiem zainteresowania w oku. Ciemne ślepia sprawiały, że czuł się nieswojo — ...zauważą mnie... — dokończył znacznie ciszej, nie spuszczając z niej wzroku. Kobieta w oknie powiedziała ktoś do kogoś obok siebie i zniknęła. — Beatrize... — Damon wypowiedział niepewnie imię swej towarzyszki, a potem wolno przeniósł na nią wzrok. — Chyba już pora zejść ze sceny... Nie wydaje mi się, bym był tutaj mile widziany... — teraz non stop rozglądał się. Zaniepokojenie wzrosło, serce przyspieszyło rytm. System prześwietlał każdy zakamarek. Czuł, że zagrożenie jest coraz większe.
Anielicy nie groziło nic, bo wyglądała jak zwykły człowiek, ale on... wręcz przeciwnie.
Beatrize? XD
czwartek, 13 listopada 2014
od Bena - C.D Max
Woda z jego siostry ciągle skapywała na podłogę, a pod jej nogami zrobiła się już całkiem sporych rozmiarów kałuża. Postanowił nie zwracać na to uwagę, najwyżej każe Max to zmywać, bo sam sprzątać jej bałaganu nie zamierza.
Rozbawiały go takie pogadanki o związkach, miłości czy rozstaniach. Dosyć się tego nasłuchał od brata czy też Katheriny. Trudno jest się więc dziwić jego reakcji, tak kpiącej i wrednej w stosunku do Max. Ona mogła mu połamać kości, on mógł jej trochę podokuczać, to i tak nic poważnego. Odruchowo obronnie poruszył rękami, gdy skarpetki zwinięte w kulę trafiły go w głowę, po czym spojrzał na nią. Złość za rzut znikła, gdy na jej twarzy pojawił się uśmiech, który on natychmiast odwzajemnił. Nie raz przyjmował na siebie ciosy od Max, przy których przecież uderzenie skarpetkami to nic. Nie umie zliczyć, ile razy choćby zarobił pięknego prawego sierpowego, ponieważ troszeczkę przegiął. Bywa.
- Niech zgadnę: ja też może kiedyś wpadnę na swego jedynego tak jak on, będziemy się kochać, pobierzemy się i będziemy mieli dom z równo skoszonym trawnikiem, psa i śliczne, zmutowane dzieciątka - powiedział, przedrzeźniając ją i jednocześnie się uśmiechając podle. Takie marzenia wydawały mu się niedorzeczne i głupie,
(Max?)
Rozbawiały go takie pogadanki o związkach, miłości czy rozstaniach. Dosyć się tego nasłuchał od brata czy też Katheriny. Trudno jest się więc dziwić jego reakcji, tak kpiącej i wrednej w stosunku do Max. Ona mogła mu połamać kości, on mógł jej trochę podokuczać, to i tak nic poważnego. Odruchowo obronnie poruszył rękami, gdy skarpetki zwinięte w kulę trafiły go w głowę, po czym spojrzał na nią. Złość za rzut znikła, gdy na jej twarzy pojawił się uśmiech, który on natychmiast odwzajemnił. Nie raz przyjmował na siebie ciosy od Max, przy których przecież uderzenie skarpetkami to nic. Nie umie zliczyć, ile razy choćby zarobił pięknego prawego sierpowego, ponieważ troszeczkę przegiął. Bywa.
- Niech zgadnę: ja też może kiedyś wpadnę na swego jedynego tak jak on, będziemy się kochać, pobierzemy się i będziemy mieli dom z równo skoszonym trawnikiem, psa i śliczne, zmutowane dzieciątka - powiedział, przedrzeźniając ją i jednocześnie się uśmiechając podle. Takie marzenia wydawały mu się niedorzeczne i głupie,
(Max?)
od Beatrize - C.D Damona
Przyjrzała mu się, nie przerywając opowieści, dając mu wolną rękę. Pozwalając się wygadać, opowiedzieć trochę. Lubiła słuchać o innych, sama zazwyczaj milcząc. Dlaczego ludzie - bądź nieludzie - zazwyczaj wyjawiali jej więcej niż innym? Nie wiadomo. Być może to przez fakt bycia aniołem.
- Masz dobre serce. Przy takiej przeszłości trudno zachować tą cechę. - stwierdziła. Westchnęła cicho, wiedząc, że musi się zrewanżować. Co miała opowiadać? Jest tylko aniołem, historia wszystkich jest do bólu podobna. - Ja się nie urodziłam, acz zostałam stworzona. Znam jedynie "ojca" i swoje bardzo liczne rodzeństwo. Podzieleni na poszczególne chóry, żyliśmy w spokoju, kiedy bóg tworzył ziemię. Odgrywaliśmy swe role sumiennie, dopóki stwórca nie wpadł na pomysł ludzi. Wszyscy się cieszyli, dopóki bóg nie pokochał ich bardziej niż nas, a potem każąc się kłaniać. Archanioł Lucyfer się zbuntował, odmówił, za co nasz ojciec stracił go z ziemi. W jego ślad poszło razem dwieście aniołów, teraz porozrzucanych po świecie, bądź już dawno martwych. Ja zostałam w niebie, wypełniając rozkazy "z góry". Od czasu do czasu schodziłam na ziemię, jednak wolałam być w Edenie. Około dwudziestego wieku zaczęli mówić, że bóg nas zostawił bądź umarł, przez co w niebie wybuchły zamieszki. Zmęczona tymi ciągłymi wojnami zeszłam na ziemię i,... jestem tutaj. Taka moja historia w dużym skrócie.
(Damon?)
- Masz dobre serce. Przy takiej przeszłości trudno zachować tą cechę. - stwierdziła. Westchnęła cicho, wiedząc, że musi się zrewanżować. Co miała opowiadać? Jest tylko aniołem, historia wszystkich jest do bólu podobna. - Ja się nie urodziłam, acz zostałam stworzona. Znam jedynie "ojca" i swoje bardzo liczne rodzeństwo. Podzieleni na poszczególne chóry, żyliśmy w spokoju, kiedy bóg tworzył ziemię. Odgrywaliśmy swe role sumiennie, dopóki stwórca nie wpadł na pomysł ludzi. Wszyscy się cieszyli, dopóki bóg nie pokochał ich bardziej niż nas, a potem każąc się kłaniać. Archanioł Lucyfer się zbuntował, odmówił, za co nasz ojciec stracił go z ziemi. W jego ślad poszło razem dwieście aniołów, teraz porozrzucanych po świecie, bądź już dawno martwych. Ja zostałam w niebie, wypełniając rozkazy "z góry". Od czasu do czasu schodziłam na ziemię, jednak wolałam być w Edenie. Około dwudziestego wieku zaczęli mówić, że bóg nas zostawił bądź umarł, przez co w niebie wybuchły zamieszki. Zmęczona tymi ciągłymi wojnami zeszłam na ziemię i,... jestem tutaj. Taka moja historia w dużym skrócie.
(Damon?)
środa, 12 listopada 2014
od Max - C.D Bena
Była przyzwyczajona do jego docinek i kpiarskich uwag, toteż nie zwracała już na nie zbytnio uwagi. Dłuższą chwilę stała nieruchomo i jedynie liczyła spływające po szybie krople deszczu. Właściwie to nie spieszyło jej się z odpowiedzią. Zastukała paznokciami o podłoże pod dłońmi.
— Co mnie ugryzło? — odezwała się wreszcie. Spojrzała na niego kątem oka, a potem już jawnie, odwracając się nagle w stronę Bena. Oparła się zacną tylną połową o parapet i skrzyżowała ręce na piersi. — Pchła o imieniu Ben. — rzuciła zimnym tonem, pełnym jadu.
Była świadoma tego, że może mu się zwierzyć. To jej brat. Niezbyt normalny, który urządza sobie polowania na ludzi, ale... to jednak brat. Co z tego, że przyszywany. Póki co emocje musiały opaść. Miała nadzieję na złagodzenie gniewu poprzez zbesztanie najbliżej położonej osoby, którą był akurat Ben.
— Zły dzień — burknęła jeszcze, zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. Powoli, powolutku... Coraz mocniejsza była chęć opowiedzenia mu o wszystkim. Jeszcze chwila, a nie wytrzyma... — Rozstaliśmy się z Loganem. To koniec, na dobre. On znalazł swoją prawdziwą miłość, a mi jest dobrze być singielką. Żyłam bez niego wcześniej to i teraz dam radę. Zresztą... i tak to nie było to, co być powinno. Związek polega na czymś innym niż... — urwała na chwilę, widząc rozbawioną minę chłopaka siedzącego nieopodal. — Coś cię bawi? — warknęła, poirytowana. Jeżeli chciał ją doprowadzić do szału to był na dobrej drodze.
— Ty mnie bawisz... — zaśmiał się. — Mogę cię nagrać? Gdybyś tylko usłyszała, jak trajkoczesz. W życiu nie powiedziałbym, że gadałabyś w ten sposób o miłości. Właściwie w ogóle nigdy nie gadałaś o tych głębszych uczuciach...
Gdyby to było realne, zapewne poczerwieniałaby teraz ze złości, a z jej uszu poczęłaby ulatywać para. Rozejrzała się szybko. Jedyna rzecz pod ręką? Zwinięte skarpety. Chwyciła je i rzuciła w jego stronę. Trafiła idealnie, prościutko w łeb. Grymas złości stopniowo został zastąpiony przez cwany uśmiech.
Ben? XD
— Co mnie ugryzło? — odezwała się wreszcie. Spojrzała na niego kątem oka, a potem już jawnie, odwracając się nagle w stronę Bena. Oparła się zacną tylną połową o parapet i skrzyżowała ręce na piersi. — Pchła o imieniu Ben. — rzuciła zimnym tonem, pełnym jadu.
Była świadoma tego, że może mu się zwierzyć. To jej brat. Niezbyt normalny, który urządza sobie polowania na ludzi, ale... to jednak brat. Co z tego, że przyszywany. Póki co emocje musiały opaść. Miała nadzieję na złagodzenie gniewu poprzez zbesztanie najbliżej położonej osoby, którą był akurat Ben.
— Zły dzień — burknęła jeszcze, zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. Powoli, powolutku... Coraz mocniejsza była chęć opowiedzenia mu o wszystkim. Jeszcze chwila, a nie wytrzyma... — Rozstaliśmy się z Loganem. To koniec, na dobre. On znalazł swoją prawdziwą miłość, a mi jest dobrze być singielką. Żyłam bez niego wcześniej to i teraz dam radę. Zresztą... i tak to nie było to, co być powinno. Związek polega na czymś innym niż... — urwała na chwilę, widząc rozbawioną minę chłopaka siedzącego nieopodal. — Coś cię bawi? — warknęła, poirytowana. Jeżeli chciał ją doprowadzić do szału to był na dobrej drodze.
— Ty mnie bawisz... — zaśmiał się. — Mogę cię nagrać? Gdybyś tylko usłyszała, jak trajkoczesz. W życiu nie powiedziałbym, że gadałabyś w ten sposób o miłości. Właściwie w ogóle nigdy nie gadałaś o tych głębszych uczuciach...
Gdyby to było realne, zapewne poczerwieniałaby teraz ze złości, a z jej uszu poczęłaby ulatywać para. Rozejrzała się szybko. Jedyna rzecz pod ręką? Zwinięte skarpety. Chwyciła je i rzuciła w jego stronę. Trafiła idealnie, prościutko w łeb. Grymas złości stopniowo został zastąpiony przez cwany uśmiech.
Ben? XD
od Bena - C.D Max
Rozejrzał się po mieszkaniu które wynajmował. Owszem, najczyściej nie było. Nie w głowie mu porządki, cóż poradzić? Głównie walały się części garderoby pokroju koszulki oraz spodnie, gdzieś tam jeszcze można było znaleźć parę innych ciekawostek. Daleko do zatonięcia, mógł jeszcze trochę po śmiecić. Przynajmniej nie był bezdomnym, choć trzeba przyznać, że nawet w tak prostej czynności jak wynajmowanie mieszkania trzeba było mu pomóc. Niezbyt umiał żyć wśród ludzi, nie rozumiał prawie niczego.
Jego uwagę przykuła jednak Max z którą zdecydowanie coś nie grało. Znał ją na tyle długo i dobrze, żeby wiedzieć, że coś nie gra, ale nie był typem który się nad kimś rozczula. Nie przywykł do takich rzeczy, w jego oczach było to zbędne. Nawet się nie spytał o co chodzi, gdyż był pewien, że jeśli to coś ważnego to sama mu powie. Znaczy miał nie spytać, ale ciekawa natura przezwyciężyła i złapał się właśnie na tym, że zadaje to durne pytanie.
- Co Cię ugryzło? - zapytał. Mimo, że w głosie było słychać kąśliwość tak okazywał troskę. Nikt nie mówił, że życie z nim jest proste, był mężczyzną skomplikowanym, choć za poznanie były nagrody pierwszej klasy, bo oprócz wad ma też wiele zalet. Ukrytych, ale ciągle żywych. Odłożył książkę na oparcie, by usiąść. Tak, był w miarę opiekuńczy co do niej i trudno to było wyjaśnić. Była jego siostrą, trzeba wiedzieć coś jeszcze?
Przyglądał jej się zaciekawiony, oczekując odpowiedzi. Tematy tabu? A co to takiego? Tak. On patrzy na świat oczami dziecka.
(Max?)
Jego uwagę przykuła jednak Max z którą zdecydowanie coś nie grało. Znał ją na tyle długo i dobrze, żeby wiedzieć, że coś nie gra, ale nie był typem który się nad kimś rozczula. Nie przywykł do takich rzeczy, w jego oczach było to zbędne. Nawet się nie spytał o co chodzi, gdyż był pewien, że jeśli to coś ważnego to sama mu powie. Znaczy miał nie spytać, ale ciekawa natura przezwyciężyła i złapał się właśnie na tym, że zadaje to durne pytanie.
- Co Cię ugryzło? - zapytał. Mimo, że w głosie było słychać kąśliwość tak okazywał troskę. Nikt nie mówił, że życie z nim jest proste, był mężczyzną skomplikowanym, choć za poznanie były nagrody pierwszej klasy, bo oprócz wad ma też wiele zalet. Ukrytych, ale ciągle żywych. Odłożył książkę na oparcie, by usiąść. Tak, był w miarę opiekuńczy co do niej i trudno to było wyjaśnić. Była jego siostrą, trzeba wiedzieć coś jeszcze?
Przyglądał jej się zaciekawiony, oczekując odpowiedzi. Tematy tabu? A co to takiego? Tak. On patrzy na świat oczami dziecka.
(Max?)
od Max - C.D Bena
Cóż za wspaniały dzień. Od samego rana spotykały ją same nieszczęścia. Teraz wpadła do domu Bena. Nie przywitała się, nie skinęła głową, kompletnie nic. Była wściekła. Dodatkowo ociekała wodą. Daleko od tego prowizorycznego schronu dopadła ją burza i potworna ulewa.
Ale zacznijmy od początku...
Wstała tak jak zawsze, tuż przed świtem. Poranny trening, dla zachowania swych nienagannych umiejętności. Poskakała nieco po drzewach, powspinała się po większych skałach. Potem wpadła na miasto, by coś przekąsić. Popołudnie... wtedy zaczynały się schody. Wiatr utrudniał jej dotarcie na spotkanie z Loganem, jej chłopakiem. Do pewnego czasu fakt ujrzenia ukochanego dodawał jej energii i jako takiej radości. Cała ta pozytywna energia opadła wraz z jego słowami, które były dla niej jak pchnięcie sztyletem. Zerwał z nią. Po chamsku. Po prostu powiedział, że "to nie to, czego oczekiwał". Znalazł sobie inną, to pewne. Jak przeczuwała, tak też było. Powiedział o nowej miłości. Max wściekła się jak nigdy, dlatego jej ex wrócił ze spotkania do domu ze śladem na prawym policzku. Jakoś tak ręka naszej wojowniczce sama poleciała i trafiła go mocno akurat tam, ojej... Następna była burza i ulewa, o której zostało już wspomniane.
Otworzyła z hukiem drzwi do domu Bena. Zatrzasnęła je za sobą równie głośno.
— Max. — usłyszała jego spostrzegawcze stwierdzenie. Wow, zauważył ją.
Nawet nie raczyła na niego spojrzeć. Rzuciła w kąt swoją podręczną torbę, którą nosiła zazwyczaj przewieszoną przez ramię i tułów. Ona także nie była zbyt sucha. Wycisnęła resztki wody ze swoich włosów, skręcając je. Ponurym wzrokiem zgromiła wylegującego się na kanapie "brata".
— Wyglądasz jak milion nieszczęść. — skomentował Ben, śmiejąc się pod nosem.
— Na szczęście i tak tysiąc razy lepiej od ciebie, narcyzie. Mógłbyś tu chociaż posprzątać. Jak zwykle bajzel. Wszystko porozrzucane. Niedługo zatoniesz w swoich śmieciach. — syknęła.
Miała tendencję do czepiania się o wszystko, gdy świat odwracał się przeciwko niej. Dlaczego miała uśmiechać się szeroko i biegać radośnie po łące, gdy jej humor był tak tragiczny? Szybkim krokiem podeszła do okna i oparła się dłońmi o parapet. Obserwowała krople spływające po szybie. Nagle złość została zastąpiona przez ogromny smutek. Gardło ścisnęło się, a powieki zapiekły niebezpiecznie. Nie, nie mogła płakać. Nie mogła pokazać tego, że byle chłopaczek jest zdolny do doprowadzenia jej do stanu krytycznego. Zacisnęła zatem zęby i liczyła na odrobinę ciszy. Miała nadzieję, że Ben jakimś cudem domyśli się, że w tej chwili nie ma ochoty na jakiekolwiek docinki.
Ben? XD Bez kija nie podchodź. XD
Ale zacznijmy od początku...
Wstała tak jak zawsze, tuż przed świtem. Poranny trening, dla zachowania swych nienagannych umiejętności. Poskakała nieco po drzewach, powspinała się po większych skałach. Potem wpadła na miasto, by coś przekąsić. Popołudnie... wtedy zaczynały się schody. Wiatr utrudniał jej dotarcie na spotkanie z Loganem, jej chłopakiem. Do pewnego czasu fakt ujrzenia ukochanego dodawał jej energii i jako takiej radości. Cała ta pozytywna energia opadła wraz z jego słowami, które były dla niej jak pchnięcie sztyletem. Zerwał z nią. Po chamsku. Po prostu powiedział, że "to nie to, czego oczekiwał". Znalazł sobie inną, to pewne. Jak przeczuwała, tak też było. Powiedział o nowej miłości. Max wściekła się jak nigdy, dlatego jej ex wrócił ze spotkania do domu ze śladem na prawym policzku. Jakoś tak ręka naszej wojowniczce sama poleciała i trafiła go mocno akurat tam, ojej... Następna była burza i ulewa, o której zostało już wspomniane.
Otworzyła z hukiem drzwi do domu Bena. Zatrzasnęła je za sobą równie głośno.
— Max. — usłyszała jego spostrzegawcze stwierdzenie. Wow, zauważył ją.
Nawet nie raczyła na niego spojrzeć. Rzuciła w kąt swoją podręczną torbę, którą nosiła zazwyczaj przewieszoną przez ramię i tułów. Ona także nie była zbyt sucha. Wycisnęła resztki wody ze swoich włosów, skręcając je. Ponurym wzrokiem zgromiła wylegującego się na kanapie "brata".
— Wyglądasz jak milion nieszczęść. — skomentował Ben, śmiejąc się pod nosem.
— Na szczęście i tak tysiąc razy lepiej od ciebie, narcyzie. Mógłbyś tu chociaż posprzątać. Jak zwykle bajzel. Wszystko porozrzucane. Niedługo zatoniesz w swoich śmieciach. — syknęła.
Miała tendencję do czepiania się o wszystko, gdy świat odwracał się przeciwko niej. Dlaczego miała uśmiechać się szeroko i biegać radośnie po łące, gdy jej humor był tak tragiczny? Szybkim krokiem podeszła do okna i oparła się dłońmi o parapet. Obserwowała krople spływające po szybie. Nagle złość została zastąpiona przez ogromny smutek. Gardło ścisnęło się, a powieki zapiekły niebezpiecznie. Nie, nie mogła płakać. Nie mogła pokazać tego, że byle chłopaczek jest zdolny do doprowadzenia jej do stanu krytycznego. Zacisnęła zatem zęby i liczyła na odrobinę ciszy. Miała nadzieję, że Ben jakimś cudem domyśli się, że w tej chwili nie ma ochoty na jakiekolwiek docinki.
Ben? XD Bez kija nie podchodź. XD
Ponaglenie - pisanie postów.
Dziś zdziwiona niskim licznikiem postu w tym miesiącu, postanowiłam przejrzeć ile osób narusza regulamin nie dając znaku życia. Oto osoby, które w tym tygodniu nie napisały żadnego opowiadania, a informacji o nieobecności nie było:
Isaac Rafael Evans
Emily Craven
Caspian Walker
Lilith Farro
Uprzejmie proszę o napisanie chociaż jednego opowiadania bądź informacji o nieobecności / odejściu.
Isaac Rafael Evans
Emily Craven
Caspian Walker
Lilith Farro
Uprzejmie proszę o napisanie chociaż jednego opowiadania bądź informacji o nieobecności / odejściu.
~ Pinciak
PS. Administracja też się ociąga, wikas, weź coś nabazgrz Lucasem :>
Subskrybuj:
Posty (Atom)