środa, 12 listopada 2014

od Bena

Ostatni tydzień był spokojny. Żadnych ofiar, większych kłótni, słowem: Ben był aniołkiem, nikomu nie wadząc. Całe dnie siedział na największym punkcie w mieście, czyli dachu pewnego budynku. Odkąd pamiętał uwielbiał wysokości, niczym kot który wspina się na drzewo by móc dokładnie obejrzeć okolice. Nie wiedział, ile tam siedział. Godzinę? Dwie? Sześć? Z dachu przegoniła go dopiero burza. Niechętnie zszedł i ruszył ulicą do swojego mieszkania, oddalonego parę kilometrów od centrum. Przemoczony do suchej nitki, z wodą ściekającą z włosów na twarz i wpadająca do oczu, wszedł. Przebrał się i położył wygodnie, z książką w ręku. Taki spokojny jak jeszcze nigdy, z powodu nieznanego. Ubrany w czarną, bawełnianą koszulkę i wytarte jeansy nie różnił się od pierwszego lepszego człowieka. Pomijając tatuaże, odsłonięte dzięki krótkim rękawom. Takich jak on to chyba nikt nie ma. Trzeba wspomnieć, że wszystkie pomijając wielki na plecach były robione przez niego samego. Tamten tylko narysował.
Wtem do mieszkania weszła Max. Już dawno ustalili zasadę, że nie ma potrzeby pukać. On tego nie robił, ona się nauczyła i sama chamsko wpadała do mieszkania bez żadnego "cześć" czy "witam". Sytuacja jak każda inna, nie zwrócił więc już nawet na to zbytniej uwagi. Spojrzał na nią, niezbyt się przejmując niezapowiedzianą wizytą. Telefon godzinę wcześniej nie zrobiłby większej różnicy i tak zastałaby go leżącego na kanapie i mającego gdzieś cały świat. Owszem, był samotnikiem, nie wychodzącym do ludzi.
- Max - stwierdził niezwykle spostrzegawczo.

(Max?)

od Damona - C.D Beatrize

Gdy piorun walnął niespełna sto metrów od nas, podskoczyłem delikatnie i moje serce przyspieszyło. To było pierwsze wspomnienie na moim dysku. Pamiętałem tylko to uderzenie i potem system się wyłączył, usuwając wszystkie dotychczas zapisane informacje... Do czasu. Powoli coś zacząłem sobie przypominać. Do tej pory zapełniłem go już w dość dużym stopniu. Prawie całkowitą część tej wiedzy stanowiła mini-wikipedia o stworzeniach nadnaturalnych. Nie jeden czyhał na ten mój dysk. Wracając do tematu... Ni z tego, ni z owego zaczęła ciągnąć mnie w stronę niewielkiego miasteczka. Czułem się dziwnie, jakby ktoś mnie obserwował. Dlatego wolałem samotność, bo przynajmniej nie istniało tak wielkie prawdopodobieństwo, że ktoś wyskoczy ci z którejś strony i zadźga nożem. Trochę nierealne, bo byle koślawe ostrze nie przebije mego pancerza, ale panikować każdy potrafi. Nawet ja. Niebawem zniknęliśmy za czeluściami starej kamienicy. Odstraszała samym swoim wyglądem, ale przecież nie ocenia się książki po okładce. Trzecie piętro, chyba najwyższe. Zrobiła jakieś czarny mary z miotłą... a nie, to nie miotła. To po prostu jakiś kijek. Dla mnie wykałaczka, ha! Wysunęły się schodki pod postacią drabiny. Nie wyglądały zbyt masywnie. Obawiałem się, że pod moim ciężarem zarwą się i kaput, po wejściu do mieszkanka. Jeszcze sam musiałbym robić za prywatne schody, ale jeżeli to dla niej... hm, być może nie miałbym nic przeciwko? Stop, Damonie, nie zapędzaj się tak! Ostrożnie wspiąłem się na górę tuż za nią. Rozejrzałem się wokoło. Skromnie, ale przytulnie. Musiałem być lekko pochylony, by nie zaryć głową w dach. Mój wzrost nie zawsze jest taki przydatny. Nakazała się rozgościć. Nie miałem nic innego do wyboru, więc klapnąłem sobie wygodnie i począłem śledzić anielicę wzrokiem. Gdy na mnie spoglądała, szybko zmieniałem obiekt zainteresowań, a kiedy znów zaczynała się krzątać - ponownie rozpoczynała się obserwacja. I tak się to błędne koło powtarzało dopóty, dopóki nie usiadła w pewnej chwili na ziemi i nie zaczęła wpatrywać się w okno na pochylonym dachu; przecież znajdowaliśmy się na poddaszu, więc nic w tym dziwnego. W środku panował półmrok. Co jakiś czas otoczenie rozjaśniały błyskawice. Do moich uszu dobiegł spokojny dźwięk deszczu stukającego o dach, najwyraźniej blaszanego. Odchrząknąłem cicho i przesunąłem się bliżej niej. Dosłownie równo opadliśmy na plecy, nie odrywając wzroku od okienka. W środku mniej się bałem. Poza tym nie byłem sam, miałem kogoś obok siebie. Cichego kogoś, ale zawsze to coś więcej niż nic.
— Wyczułaś mój strach? — spytałem ni z gruchy, ni z pietruchy. Musiałem to wiedzieć. Inaczej nie zaczęłaby mnie wlec w stronę swojego - ekhem - mieszkania. Poza tym była aniołem, a one chyba miały taką zdolność, prawda? I przy okazji zbiorę więcej informacji na ich temat. Powoli, kropelka po kropelce, ziarnko do ziarnka i uzupełnię brakujące pole 'ANIOŁY' na swoim dysku.
W odpowiedzi kiwnęła jedynie głową. No tak, po co nadwyrężać struny głosowe, gdy da się gestykulować.
— Skąd ten lęk? — odezwała się. Wreszcie! Długo na to czekałem. Tak ciężko z tej dziewczyny wydobyć jakikolwiek dźwięk.
— To było dawno temu... W zasadzie to nie wiem, ile konkretnie. Po prostu... ugh, mam być szczery? Straciłem pamięć. Jakieś urywki są, pamiętam swoje pochodzenie i prawdziwą nazwę... — niechętnie o tym mówiłem. Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, co zrozumiałem jako prośbę o rozwinięcie tematu. — Najlepiej będzie jeżeli zacznę od początku. Tego całkowitego początku. Urodziłem się w Manticore, jako mutant. Nie wiem, kim była moja matka ani ojciec. Nic nie wiem też na temat okoliczności, w jakich przyszedłem na świat. Rodzeństwo, dziadkowie, wujostwo... pustka. Z początku miałem być słaby, najgorszy z miotu. Z czasem jednak wszystko wyszło na jaw... Zaczęli tworzyć dla mnie zbroję, którą noszę do dziś. Jest idealna pod każdym względem, pokrywa każdy fragment mojego ciała. By ją zniszczyć trzeba mieć wielkie szczęście i pojęcie na jej temat. Rozgadałem się, na czym stanęło? Ah, pamiętam. Po ukończeniu pracy nade mną... co ja plotę, przecież cały czas wyciskali ze mnie siódme poty. Nieważne, pominę te nieistotne fragmenty. Sęk w tym, że w końcu zdecydowałem się na ucieczkę. Nie dało się żyć w tych warunkach, istne piekło. Teraz resztę pamiętam jakby przez mgłę... Kojarzę wzgórze, jakąś podróż i potężną burzę. Usłyszałem huk, potem silny ból i ciemność. Wiem, że to piorun trafił we mnie. Wywnioskowałem to po spalonym systemie... — tu przerwałem na chwilę. Wcisnąłem coś na swojej klatce piersiowej i wysunął się jakby chip, nowiutki i błyszczący. Sięgnąwszy głębiej wydobyłem ten stary, zardzewiały i poczerniały; skutek przypalenia. Beatrize popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem. Schowałem go z powrotem. Taka pamiątka. — Gdy się obudziłem, nie pamiętałem kompletnie nic. Z czasem zacząłem sobie coś przypominać. Nie jestem do końca zrobiony z... z tych ulepszeń — nie potrafiłem dobrać odpowiedniego słowa. Brak określenia i pomysłów. — Mam normalne organy: mózg, płuca... serce... Wszystko. Owszem, jakieś części metalowe znajdą się w moim organizmie. Płyny zawierające silne trucizny czy leki także, ale to już inna sprawa... — zamilkłem na moment. — To wszystko jest takie... trudne — podniosłem się do pozycji siedzącej. Westchnąłem przy okazji. — Przez całe życie wpajano mi, że... jestem tylko maszyną. Że moim powołaniem jest ochrona ojczyzny, że o dobrym życiu mogę zapomnieć, że nie mam szans na jakiekolwiek dobro, że beztroska młodość nie dla mnie. Tylko musztry, treningi i obowiązki. Tak chciałbym urodzić się w normalnym miejscu, być kimś zwykłym, a nie przerośniętym, zapuszkowanym jak ananas psem... — wyznałem jej. Dziwne, zazwyczaj nigdy nikomu tak się nie zwierzałem. Pewnie to znów wina tego, że jest aniołem... Pewnie tak na mnie działa... Pewnie...

Beatrize? >D

od Katheriny - C.D Romeo (event)

Spojrzała na niego zszokowana. Poniekąd miał rację. Znów to się dzieje.............znów ona zaczyna być słaba. Czemu tak przy nim i przy Alec'u jest?! Potrafi się bronić, jest silna, ale jeśli o nich chodzi to po prostu niekiedy wymięka w niektórych sprawach.
-To niby moja wina, że spotykamy się przypadkowo? -warknęła - We wszystkim oboje ponosimy winę. Może i czasami przesadzam z tym wszystkim. Myślisz, że mi jest łatwo? Bardzo śmieszne. Skoro tak bardzo nie chcesz mnie w swoim życiu..........to czemu nie wyjechałeś?-dodała
Romeo patrzył na nią wściekły. Oboje tacy byli, jednak Katherina wiedziała swoje. Zawsze domyślała się kto , co dany człowiek może pomyśleć. Ale jednak zastanawiało ją to ,czemu on nie wyjechał. Czemu nie dał sobie spokoju z tym miastem i całkowicie o niej zapomniał. Popatrzyła mu w oczy gniewnie, cofając się do wcześniejszych jego słów.
-Wiesz co...........mam Cię dosyć! Próbuję być miła, chociaż to  nawet mi nie wychodzi,kiedy stoisz obok mnie. Jesteś idiotą! Mam cię powyżej uszu. Rozumiesz?! Odtrącasz mnie i wpajasz sobie , że jestem twoją największą pomyłką. Okej! Ale oboje wiemy co tak na prawdę myślisz. Mnie nie oszukasz Romeo-dodała poirytowana.
On jedynie uśmiechnął się do niej obojętnie. Można powiedzieć, że w tej chwili ją ignorował. Teraz to ona naprawdę się wkurzyła. Jej oczy zmieniły kolor na złoty, a zaraz to ona przyszpiliła go mocno do ściany.
-Nienawidzimy się oboje! I słusznie! Jedyne czego w tej chwili pragnę to, to. Byś mi zszedł z oczu! Nie tylko ja wpycham się z butami do TWOJEGO życia, bo ty również do MOJEGO! -syknęła
Zacisnęła bardziej na nim swoje dłonie, przyciskając do ściany, ale w końcu się odsunęła. Przymknęła oczy,które zaraz wróciły do normalności.


(Romeo?)

wtorek, 11 listopada 2014

Powitajmy gorąco...

Max! Wreszcie ktoś się skusił na adopcję siostrzyczki Bena i Alec'a. W każdym razie cieszmy się i przyjmijmy ją miło.

od Beatrize - C.D Damona

Taka reakcja była oczywista i do bólu przewidywalna. Choć demonów po tym świecie sporo stąpa, to anioły cicho siedzą w Edenie, od czasu do czasu jedynie schodząc do ludzi, a przynajmniej tak było kiedyś. Teraz wszystko się pokomplikowało, to takie smutne. Mocne szarpnięcie sprawiło, że wpadła na niego swym całym wątłym ciałkiem. Zawstydziła się i odsunęła, nie przywykła do takich sytuacji. Zaraz jednak coś innego przykuło uwagę Beatrize, a mianowicie niebo. Zachmurzyło się, a odgłosy dochodzące z daleka świadczyły o nadchodzącej burzy. Uwielbiała ten z pozoru niszczycielski żywioł, zatracając się w lecących z nieba kroplach.
Bóg jest w kroplach deszczu.
Czuła jego niepokój i to sprowadziło na ziemię umysł anielicy. Piorun uderzył sto metrów od nich. Złapała go delikatnie i zaczęła prowadzić w stronę cichego miasta. Ludzie już dawno grzali się w swych domach, chcąc przeczekać bezpiecznie burzę.
- Gdzie idziesz? - spytał niski głos, jednak ona dalej szła, nie zwracając na nie zbytniej uwagi. Wystarczyło kilka chwil, by stanęli przed niezbyt wysoką kamienicą. Powoli weszli na trzecie piętro, po czym kobieta wzięła w rękę kij z haczykiem, zaczepiła o uchwyt i pociągnęła, ponownie odstawiając kij. Składane schody w postaci zmodyfikowanej drabiny opadły na ziemię. Wdrapała się na górę, do swojego mieszkania na poddaszu. Ściany z czerwonej, gołej i w niektórych miejscach skruszonej cegły wydawały się krzyczeć o zapomnieniu tego miejsca przez świat, jednak przeczył temu materac pod ścianą i biurko ubarwione kredkami, farbami, drewnem, figurkami i nożem do strugania. Pod ścianą stała również szafka z ubraniami.
- Rozgość się.... Możesz tutaj przeczekać burzę.

(Damon?)

od Romeo - C.D Katheriny (event)

- Znów zrzucasz na mnie. To moja wina? Mam Cię błagać o przebaczenie, bo jestem demonem? Taka moja natura. Tak długo zajęło Ci zrozumienie, że należę do rasy pasożytniczej? - wygarnął. On nie miał maski, chyba, że liczyć tą na duszy. Zszedł z fotela i zbliżył się do niej. Biło od niego czystą nienawiścią, która miała zamaskować prawdziwe uczucia. On w przeciwieństwie do Katheriny nie był miękki. Uśmiechnął się ponuro. - Wchodzę w ciała innych ludzi i w nich żyje. Dobrze o tym wiedziałaś, więc nie zganiaj na mnie. To jest kwestia primo, teraz secundo: nie obchodzi mnie ten dzieciak, ponieważ nie jest mój. Spójrz prawdzie w oczy, wtedy kiedy To się wydarzyło, mnie jak gdyby nie było. Alec nie miał moich mocy, jego krew jak i też... inne płyny nie miały ŻADNEJ domieszki demonicznej. Cierpisz i okazujesz to na każdym kroku, gdy się spotykamy, ciągle mówiąc jaka ty jesteś biedna, pokrzywdzona, wymuszasz zupełnie niezasłużone współczucie. Ale wiesz co? Mnie to nie obchodzi. Nie obchodzisz mnie ty, chce już tylko zapomnieć, zepchnąć każde wspomnienie z tobą związane w czeluści umysłu, zagłuszyć je. Owszem, myślę czasem o tobie, ale mogę Ci przysiąc, że tylko w najgorszych koszmarach. Zapłonąłem miłością i się sparzyłem, koniec gatki, nie robię z siebie ofiary, to się zdarza najlepszym. Pożegnaliśmy się, ale ty nadal wtrącasz się w MOJE życie. Czy tak trudno Ci zrozumieć, że nie ma już w nim miejsca dla ciebie? - wyrzucił z siebie, wściekły.

(Katherina?)

od Katheriny - C.D Juliette/ Romeo (event)

Wbiłam wzrok w Romea, poniekąd ciesząc się że go widzę. Jednak zaraz zawędrowałam na kobietę, która mu towarzyszyła. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony chciałam ukręcić im kark, a z drugiej było mi trochę obojga żal. Widziałam ból w oczach tej dziewczyny.Romeo każdą potrafił zagarnąć dla siebie. Wzbudzał nadzieję, ale jednak nie było to prawdą. Dalej myślał o mnie tak samo jak ja o nim. Tyle że wolał mnie już nie znać. Szkoda. W zastanowieniu skierowałam wzrok na Alec'a ,który zbytnio nie chciał się w to plątać. Oczywiście nie miałam mu tego za złe. Po części to jego sprawa........ale przecież to nie on sypiał z Romeem i tak dalej. Głupio by trochę to wyjaśniać , nawet bardzo.
-Możesz-powiedziałam cicho, nie odwracając się nawet w stronę Alec'a.
Usłyszałam , że trochę się zdziwił po przez jego głęboki wdech. W tej samej chwili Juliette szarpnęła jeszcze raz ręką, dając do zrozumienia mężczyźnie, że chce wyjść. Romeo ją wreszcie puścił. Nigdy nikogo nie trzymał siłą, jeśli ta osoba nie chciała. Pamiętam to ze starych czasów. W tej samej chwili Alec szybko się ruszył i tym razem to on złapał Juliette za nadgarstek i wyciągnął ją z pokoju. Może to i lepiej. Wampir i kotołak.........zbliżone rasy. Mogłam się jednak tylko domyślać co przeżywała. Odprowadziłam ich wzrokiem, nie będąc nawet wściekłą na Alec'a , że tak postąpił. Odetchnęłam głęboko, gdy zamknęli za sobą drzwi, a on zaprowadził ją trochę dalej. Odwróciłam się w stronę Romea. Nadal siedział , wpatrując się we mnie z gniewem.
-Zrobiłeś jej nadzieję. Szkoda, że się spotkaliśmy. Poznała prawdę, że jednak nadal o mnie nie zapomniałeś-mruknęłam.-Albo może to i lepiej. Wie, że nie ma u ciebie szans.
-To ty dawałaś mi nadzieję. A potem bezczelnie zdradziłaś!-warknął
Starałam się zachowywać spokojnie. Może i poniekąd bolały mnie jego słowa, ale dobrze potrafiłam grać. Pozostawałam niewzruszona. Stałam wpatrując się w niego i pokiwałam przecząco głową.
-Dobrze, wiesz że by do tego nie do doszło, gdyby nie.............. twój wybryk ze zmianą ciał. Za dobrze Cię  znam Romeo. Nie chcesz mnie widzieć, a jednak ciągle o mnie myślisz. -syknęłam - Znów Ci powtarzam, że mi również nie było miło z tego powodu iż dowiedziałam się , że mój ukochany..............jednak jest inną osobą. To przez ciebie teraz darzę uczuciem was obu. To przez ciebie, moje życie stało się o wiele gorsze niż przedtem! A ty ciągle obwiniasz tylko i wyłącznie mnie! -krzyknęłam
Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam mu w oczy, pełna gniewu. Nienawiść połączona z rozdzieloną miłością. To nie było dość dobre połączenie. Nigdy tak nie miałam. Niestety los chciał, że mnie coś takiego spotkało.
-Może i to poniekąd przez ciebie zaszłam w ciążę. Przez to wszystko co się wydarzyło, musiałam oddać własną córkę by ją chronić, która strasznie przypomina mi was obu! Całe moje życie to problem. Spowodowałam go oczywiście sama, ale to jeszcze bardziej się pogmatwało, gdy ty się pojawiłeś. Potem oczywiście zamiana ról i tak dalej! Odsunąłeś się, obarczając winą tylko mnie. A sam nie pomyślałeś o tym, że ty też jesteś winny, temu wszystkiemu.-dodałam poważnie
Zacisnęłam szczękę , oraz pięści. Dobrze, że miałam na sobie maskę. Odwróciłam od niego poirytowana wzrok. Czy wszyscy faceci muszą być tacy sami? Znaczy nie wszyscy są, ale jednak zawsze coś zwalają na kobiety. To w ogóle sprawiedliwe?! No właśnie , Nie.

(Romeo?)