Na mojej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek.Spojrzałam pewnie przed siebie po czym spróbowałam chwycić jego rękę do tego stopnie kiedy wygnają o kilka centymetrów to ją złamie, ale był szybszy i silniejszy.To ja znalazłam się w tej nieciekawej sytuacji.
-Nie ładnie.Nie dość, że nie odpowiadasz kulturalnie na pytania to na dodatek próbujesz takich sztuczek.- pokiwał przecząco głową
-Nie muszę z niczego się tłumaczyć-powiedziałam patrząc mu w oczy i szarpiąc się z jego chwytu.Na marne.
-Uparta.-zaśmiał się.-Czuję, że to będzie długa noc.-powiedział patrząc w księżyc
-Tak przeżyjesz ją samotnie z butelką whisky w dłoni.
-Kto powiedział, że samotnie? Mam dla ciebie wiele pytań.-
Nie odpowiedziałam. Westchnęłam głęboko i przewróciłam oczami.Ścisnął moje ręce mocniej i wyprowadzał spośród tłumu ludzi.
-Uśmiechnij się.Niech to wygląda naturalnie.
-Co? Ma wyglądać naturalnie? Demon prowadzący wampirzyce?Nie bądź śmieszny.
-Ja tylko jestem boski, dziewczynko.
Miałam ochotę mu przywalić i to porządnie.Jest inny, nie wiem jeszcze w jakim tego słowa znaczeniu, ale jego charakter zaczyna mnie irytować.Owszem, zdaje sobie sprawę, że jest silniejszy, że może mnie zabić.
Nie wiem, wiem jedno nie dam się zabić.Nie wiem też gdzie mnie prowadzi, ale jestem gotowa do zabawy.
(?)
czwartek, 9 października 2014
od Romeo
Zawsze coś mi musi pokrzyżować plany. Chciałem stąd wyjechać, jednak utknąłem na tej wyspie. Co więc robię? Piję whisky w barze, zabijam nadnaturalne stworzenia. Jak wcześniej. Wszystko było jak wcześniej... No co? Jestem demonem, mogę kłamać. Wstałem z hokera, rzucając pieniądze na ladę. Barmanka wzięła je, przeliczając i uśmiechnęła się gdy zobaczyła parę dolarów napiwku. Za co? Za miłą obsługę? Za dobrą whisky, szeroki uśmiech? Cóż, oprócz tych wszystkich rzeczy, miała dosyć głęboki dekolt i zgrabne nogi. To też się przyczyniło. Wyszedłem z baru, poprawiając skórzaną kurtkę na ramionach. Rozejrzałem się i ruszyłem w prawo. Nieswojo się czuję, jakby ktoś mnie obserwował. Zdecydowanie ktoś mnie śledzi, czułem to podczas siedzenia w barze, nawet teraz gdy przedzierałem się przez tłum. Instynkt? Owszem. Ktoś kto jest na tyle głupi by czyhać na mnie, popełnił jeden błąd. Nie docenił mnie. Mało kto by spostrzegł, jak znikam z ulicy. Szybko odnalazłem moją prześladowczynie. Jak się spodziewałem, stała tam dziewczyna. Nie człowiek, to było pewne. Już tyle lat poluje, że z łatwością odróżnia człowieka i stworzenie nadnaturalne. Ta niewątpliwie należała do martwego światka, czyli była albo demonem, albo wampirem. Nie, nie była demonem. To ciało na pewno nie było naczyniem, tak jak te, w którym on aktualnie był. Zaszedłem ją od tyłu, cicho. Sztuka czyni mistrza. Szukała mnie wzrokiem po ludziach, widocznie zirytowana.
- Czemu mnie śledzisz? - spytałem, lekko nachylając się nad jej uchem. Wystraszyłem ją? Owszem. I dało mi to straszną satysfakcję.
(Juliette?)
- Czemu mnie śledzisz? - spytałem, lekko nachylając się nad jej uchem. Wystraszyłem ją? Owszem. I dało mi to straszną satysfakcję.
(Juliette?)
od Alec'a - C.D Katheriny
Tak, tak. Przytuliłem ją. Po prostu. Nie wiem, czy to dobre, czy złe. Może się pośpieszyłem? Najpewniej. Ale teraz po prostu chciałem ją przytulić. I to zrobiłem, zanim zdążyła zareagować. Oparłem policzek o czubek jej głowy.
- Nie przejmuję się nimi. Nie musiałaś nic dla mnie robić. Poradziłbym sobie, jestem od ciebie silniejszy i bardziej sprawny - mruknąłem, nie wypuszczając jej z objęć. Lekko się kołysaliśmy. - Jak się czujecie? - spytałem miękko. - Ty i nasz mały kociak?
(Wow, takie super krótkie, ale wybacz)
- Nie przejmuję się nimi. Nie musiałaś nic dla mnie robić. Poradziłbym sobie, jestem od ciebie silniejszy i bardziej sprawny - mruknąłem, nie wypuszczając jej z objęć. Lekko się kołysaliśmy. - Jak się czujecie? - spytałem miękko. - Ty i nasz mały kociak?
(Wow, takie super krótkie, ale wybacz)
wtorek, 7 października 2014
:D
700 post!
Życzę dotrwania do pięknej liczby 800 :)
Mam nadzieje, że się nie obrazicie
za to małe pogratulowanie
~ Pinciak
od Katheriny - C.D Alec'a
Całe zajście trwało dość szybko. Alec przyszedł i stał przez pewien czas patrząc na nas. A Ben w końcu, jak to on wyszedł. Czemu on nigdy nie potrafi grzecznie sobie poczekać.Czemu zawsze musi wyjść, gdy tylko w domu pojawia się Alec. Gdy usłyszałam jego słowa , odetchnęłam głęboko i spojrzałam na niego.
Uśmiechnęłam się sztucznie i podniosłam się z krzesła.
-I nawzajem Alec.-odpowiedziałam poważnie
Może tego nie okazywałam, ale cieszyłam się że mogę go zobaczyć po tym miesiącu. Trochę się za nim stęskniłam. Nie miałam do kogo się przytulić....... no bo rozmawiać to mogę z Ben'em, ale on jest taki zdystansowany. Chociaż przy mnie nie zawsze. Chciałam do niego podejść i opaść w jego ramiona, opowiedzieć mu wszystko co się działo i co robiłam przez ten dłuugi czas. Tak a konkretniej mordowałam ludzi ,którzy chcieli mnie i małą skrzywdzić. Plus do tego, byłam zadowolona poniekąd , że podczas tego wszystkiego nie spotkałam Romeo. Myśląc tak, zebrałam szybko kubki ze stołu i włożyłam je do kranu. Wymyłam i następnie znów odwróciłam się do Alec'a ,który stał bliżej niż wcześniej. Może powinnam mu powiedzieć wszystko co się stało. Wyjaśnić i starać się to jakoś naprawić? Sama już nie wiedziałam co robić. Czy mówić, czy wyrzucić go z domu. Czy też rzucić mu się w objęcia i nawet milczeć, byle by tylko czuć go przy sobie. Na tą myśl objęłam się sama rękami. Stałam przez dłuższy czas, ale zaraz podniosłam wzrok na Alec'a.
-Ty wiesz. Jak ciebie nie było , musiałam sobie radzić z ludźmi ,którzy chcą czegoś ode mnie i mnie szukają -zdecydowałam się zacząć rozmowę. - Porwali Ciebie i w sumie miesiąc temu Ci tego nie powiedziałam........ ale Cieszę się , że wyszedłeś jakoś z tego cało. W tedy myślałam, że w ogóle Cię nie zobaczę. A jak się pojawiłeś........znaczy wiesz kto. Eh. Niezręczna sytuacja-westchnęłam
Ale nie mogę się ciągle, tak nad sobą użalać. Przecież wypracowałam swój dawny charakter już,ale gdy tylko widzę Alec'a, to wszystko się zmienia. Nie zawsze potrafię być dla nich wredna.
-Ale nie przejmuj się tym. Zajęłam się paroma, ale głównego jeszcze nie znalazłam-odpowiedziałam bez emocji i wzruszyłam ramionami. Dalej obejmowałam się dłońmi, a w pewnej chwili. Nie wiem to był ułamek sekundy, gdy Alec przytulił mnie mocno do siebie. Stanęłam jak wryta zszokowana i otworzyłam szerzej oczy, patrząc w przestrzeń za Alec'em. Brodę opierałam o jego ramię i nie wiedziałam jak się zachować. Dosłownie zamarłam.
(Alec?)
Uśmiechnęłam się sztucznie i podniosłam się z krzesła.
-I nawzajem Alec.-odpowiedziałam poważnie
Może tego nie okazywałam, ale cieszyłam się że mogę go zobaczyć po tym miesiącu. Trochę się za nim stęskniłam. Nie miałam do kogo się przytulić....... no bo rozmawiać to mogę z Ben'em, ale on jest taki zdystansowany. Chociaż przy mnie nie zawsze. Chciałam do niego podejść i opaść w jego ramiona, opowiedzieć mu wszystko co się działo i co robiłam przez ten dłuugi czas. Tak a konkretniej mordowałam ludzi ,którzy chcieli mnie i małą skrzywdzić. Plus do tego, byłam zadowolona poniekąd , że podczas tego wszystkiego nie spotkałam Romeo. Myśląc tak, zebrałam szybko kubki ze stołu i włożyłam je do kranu. Wymyłam i następnie znów odwróciłam się do Alec'a ,który stał bliżej niż wcześniej. Może powinnam mu powiedzieć wszystko co się stało. Wyjaśnić i starać się to jakoś naprawić? Sama już nie wiedziałam co robić. Czy mówić, czy wyrzucić go z domu. Czy też rzucić mu się w objęcia i nawet milczeć, byle by tylko czuć go przy sobie. Na tą myśl objęłam się sama rękami. Stałam przez dłuższy czas, ale zaraz podniosłam wzrok na Alec'a.
-Ty wiesz. Jak ciebie nie było , musiałam sobie radzić z ludźmi ,którzy chcą czegoś ode mnie i mnie szukają -zdecydowałam się zacząć rozmowę. - Porwali Ciebie i w sumie miesiąc temu Ci tego nie powiedziałam........ ale Cieszę się , że wyszedłeś jakoś z tego cało. W tedy myślałam, że w ogóle Cię nie zobaczę. A jak się pojawiłeś........znaczy wiesz kto. Eh. Niezręczna sytuacja-westchnęłam
Ale nie mogę się ciągle, tak nad sobą użalać. Przecież wypracowałam swój dawny charakter już,ale gdy tylko widzę Alec'a, to wszystko się zmienia. Nie zawsze potrafię być dla nich wredna.
-Ale nie przejmuj się tym. Zajęłam się paroma, ale głównego jeszcze nie znalazłam-odpowiedziałam bez emocji i wzruszyłam ramionami. Dalej obejmowałam się dłońmi, a w pewnej chwili. Nie wiem to był ułamek sekundy, gdy Alec przytulił mnie mocno do siebie. Stanęłam jak wryta zszokowana i otworzyłam szerzej oczy, patrząc w przestrzeń za Alec'em. Brodę opierałam o jego ramię i nie wiedziałam jak się zachować. Dosłownie zamarłam.
(Alec?)
poniedziałek, 6 października 2014
od Alec'a - C.D Katheriny
Kolejny miesiąc rozłąki z Katheriną. Czy tak samo będzie jak mała się urodzi? Nie sądzę by dobrym środowiskiem na dorastanie dziecka jest takie, w którym żyje dwóch ludzi którzy raz się kochają a raz nienawidzą. Ok, jeszcze trochę musimy wytrzymać z tym wszystkim. Być może właśnie przy najmniejszej kotce sprawy się uspokoją.
Z wrogami mam nadzieje też. Znów byłem na celowniku. Musiałem walczyć, jednak to było dla mnie normalnym elementem dnia. Wstaje, myje się, walczę z kimś kto chce mnie zabić, jem coś w fastfoodzie, wpadam gdzieś, do przyjaciół czy coś, znów ktoś chce mnie zabić, znów coś jem, pije whisky, prysznic i do łóżka. Samotnie.
Bez wahania wszedłem do domu, po czym przystanąłem w wejściu do kuchni. Oparłem się o framugę, spokojnie obserwując kociaka. Niby przyszedłem tu spięty i zły, ale to wszystko opuściło mnie gdy tylko spojrzałem na jej brzuch. Eh... tak się bałem, że nie zobaczę tego dziecka. Nigdy. A jednak? Ten demon zrobił jedną pożyteczną rzecz: uzdrowił mnie. I gdyby nie to, pewnie bym go już zabił. Choćby z wściekłości, za te miesiące miękki.
- Cześć - powiedziałem. Ben wstał i widocznie chciał wyjść.
- Hmm, ja pójdę - mruknął.
- Nie - zatrzymała go Katherina.
- Nie wplątujcie mnie w to - jęknął i wyszedł. Odprowadziłem go powoli wzrokiem, który zaraz przekierowałem na Katherine. Kilka chwil niezręcznej ciszy.
- Też mi Cię miło widzieć, kotku - prychnąłem. Nie byłem wredny, czy kpiący.
(Katherina?)
Z wrogami mam nadzieje też. Znów byłem na celowniku. Musiałem walczyć, jednak to było dla mnie normalnym elementem dnia. Wstaje, myje się, walczę z kimś kto chce mnie zabić, jem coś w fastfoodzie, wpadam gdzieś, do przyjaciół czy coś, znów ktoś chce mnie zabić, znów coś jem, pije whisky, prysznic i do łóżka. Samotnie.
Bez wahania wszedłem do domu, po czym przystanąłem w wejściu do kuchni. Oparłem się o framugę, spokojnie obserwując kociaka. Niby przyszedłem tu spięty i zły, ale to wszystko opuściło mnie gdy tylko spojrzałem na jej brzuch. Eh... tak się bałem, że nie zobaczę tego dziecka. Nigdy. A jednak? Ten demon zrobił jedną pożyteczną rzecz: uzdrowił mnie. I gdyby nie to, pewnie bym go już zabił. Choćby z wściekłości, za te miesiące miękki.
- Cześć - powiedziałem. Ben wstał i widocznie chciał wyjść.
- Hmm, ja pójdę - mruknął.
- Nie - zatrzymała go Katherina.
- Nie wplątujcie mnie w to - jęknął i wyszedł. Odprowadziłem go powoli wzrokiem, który zaraz przekierowałem na Katherine. Kilka chwil niezręcznej ciszy.
- Też mi Cię miło widzieć, kotku - prychnąłem. Nie byłem wredny, czy kpiący.
(Katherina?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)