poniedziałek, 29 września 2014

od Romeo - C.D Katheriny

Każde jej słowo było jak kolejny sztylet, ale słuchałem jej z pokerową miną, oparty o framugę drzwi. Nie dawałem po sobie poznać jak to wszystko boli, ale wiedziałem, że tak będzie. Szczerze? Nie chciałem innego pożegnania. Nie chciałem smutnych wyżaleń, chciałem po prostu wyrzucić z siebie miłość i zastąpić ją nienawiścią. Ruszyłem do samochodu, którym tu przyjechałem. Widać było, że jest niekoniecznie mój: z stacyjki wystawała rączka noża, który posłużył za kluczyk. Na razie moja impala do niczego się nie nadaje... Wsiadłem do niego i odjechałem. Tak po prostu, nie odwracając się za siebie. Wiecie co było najśmieszniejsze? Przez miesiące jak Alec ją rzucił cierpiała, a teraz zrobiła dosłownie to samo. No nic. Szybko dojechałem do mojego domu, jednak ledwie się zmusiłem by tam wejść. Za dużo się tu działo. Westchnąłem. Pora znaleźć sobie nowe ciało. Najpierw jednak zadzwoniłem do kolegi (Castiela) który miał przewieść Impalę do siebie i dałem mu na przechowanie Colta, który przecież jest mój. Ah, no i kupiłem bilety na lot do Nowego Jorku.
Zdjąłem kurtkę i koszulkę (szczerze, McDowell miał okropny gust) i naciąłem tatuaż, który nie pozwalał mi odejść. A potem po prostu opuściłem to ciało, na swój demoniczny sposób. Alec się jeszcze nie obudził, ale to kwestia godziny, może paru. Dosyć mocno go uśpiłem. Jako dym szybko przedostałem się do szpitala. Tam może znajdę jakieś ciało, które będzie puste. Tak jak sądziłem, był jakiś mężczyzna który leżał w śpiączce. Właśnie mieli go odłączać.
- 3...2...1... - i lekarz nacisnął guzik, a w tym samym momencie gdy nie patrzyli, przedostałem się do ciała. Pusto, wreszcie. Podniosłem się gwałtownie. Nienawidziłem zmian ciała. Spojrzałem na zszokowanych lekarzy, swoimi nowymi, niebieskimi ślepiami i przeczesałem palcami kruczoczarne włosy. Od razu mi się spodobało moje nowe naczynie. Według karty miało dwadzieścia osiem lat, to niezbyt wiele, jako że ludzie żyją do stu.
- Macie tu może cheeseburgery? - spytałem. Miałem niski głos, to dobrze. Nie wytrzymałbym z jakimś piskliwym.

*Dwie godziny później*
Wydostałem się z szpitala, kupiłem jakieś fajne ciuchy, przebrałem się. Jeszcze trzy godziny jestem na tej cholernej wyspie. Usiadłem w jakimś barze i piłem burbon.



(Katheriny?)


od Katheriny - C.D Romeo

Muszę przyznać, zabolały mnie jego słowa. Nie wiem jak to będzie, gdy podobno Romeo odejdzie i wróci Alec. Spojrzałam na niego w milczeniu,a  Romeo w końcu wyszedł z mojego domu . Stałam tak przez chwilę , zastanawiając się co teraz robić. Drzwi były zamknięte. Złapałam za klamkę i szybko je otworzyłam, ku mojemu zaskoczeniu Romeo ,dalej stał tam. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Myślałam, że jest już daleko. Nachylił się delikatnie nade mną, jednak odsunęłam się powoli ,bacznie przyglądając mu się. Odwróciłam od niego wzrok i przygryzłam wargę.
-Nie chcesz mnie widzieć, na oczy, to lepiej już sobie iść -mruknęłam
Jednak zaraz coś sobie przypomniałam. Romeo patrzył na mnie, a ja znów zerknęłam na niego.
-Takie pytanie specyficzne. Skoro byłeś w umyśle Alec'a. To czego chcieli mężczyźni,którzy go złapali?-zapytałam poważnie
Romeo wydawał się być trochę zdziwiony tym pytaniem,a  ja nadal mu się przyglądałam. Tym razem byłam poważna, musiałam się dowiedzieć czego chcieli.
-Ciebie-odpowiedział chłodno
Stałam tak przez chwilę i zastanawiałam się nad wszystkim. Ja też już nie miałam siły patrzyć na niego. Alec też mnie zdenerwował. Ale jak widać nic mu nie było, prócz tego , że był w głowie Romeo. Przełknęłam ciężko ślinę, nie chciałam tego mówić, ale musiałam. Nie mogłam znów tak po prostu wszystkim pozwolić się zranić. Nie teraz, nie w tej chwili. Muszę sobie jakoś wszystko poukładać, a przede wszystkim gdzieś się zaszyć. Chcę gdzie wyjechać, do starych znajomych, a może gdzieś indziej. Przynajmniej odczekać trochę,aż to się wszystko skończy. Podniosłam wzrok zdeterminowana i uniosłam kąciki ust. Przez pewien czas tak, trwałam bijąc się  z myślami i własnym umysłem. Zacisnęłam szczękę , ale zaraz znów ją otworzyłam.
-Zejdź mi z oczu. Tak masz rację. Wiesz co bawiłam się tobą. Nie kocham Cię, bo przecież to ALEC jest prawdziwym ojcem dziecka. I wiesz, jednak przemyślałam sobie wszystko i jak na razie przekaż , ojcu mojego dziecka , że teraz obaj macie się trzymać ode mnie z daleka. Nie tylko on mnie stracił, ale i ty też. Powiedz, że tak nie jest?........ Właśnie. I wiesz, faktycznie mam nadzieję, że się już nigdy nie spotkamy-syknęłam
Poczułam, że serce zaczyna mi szybciej bić , a żołądek podszedł mi do gardła. Ledwie co udało mi się to wszystko powiedzieć. Spojrzałam na niego kamiennym wzrokiem i zamknęłam gwałtownym ruchem przed nim drzwi. Skłamałam, a to kłamstwo drogo mnie kosztowało. Znaczy nie wszystko nim było, ale i tak to bolało. Oparłam się o ścianę obok drzwi i odetchnęłam głęboko. Dotknęłam swojego brzucha , który i tak nie był wybitnie duży.
-Ty wiesz, mała. Przynosisz mi tyle cierpienia. Mam przez ciebie kłopoty-mruknęłam do siebie, ale jednak delikatnie się uśmiechnęłam.

(?)

od Romeo - C.D Katheriny

Patrzyłem na nią nadal, swoimi czarnymi ślepiami. Drżałem ze złości, która rozsadzała mnie od środka. Jak ja się w to w ogóle pakowałem?
Nie próbowałem się wychylać?! Ona sobie chyba kpi! Eh... Spróbowałem powstrzymać wściekłość. Zrobiłem krok w jej stronę, już trochę spokojniejszy. Wiedziałem, że mnie nie kocha... A może to ja chciałem tak myśleć?
- Chce się pożegnać.... Czemu mi to utrudniasz? - spytałem, Pora zakończyć to wszystko, odejść dopóki nie jest za późno. Co ja gadam?! Już jest za późno - Nie chcę już Twojej miłości. - powiedziałem, modląc się w duchu (oczywiście przenośnia, demonowi nie wypada się modlić) by nie było widać, że mam zaszklone oczy - Nie chcę czuć Twojego dotyku. Nie chcę słyszeć Twojego głosu. Nie chcę słyszeć Twojego bicia serca. Nie chcę Cię nawet widzieć, Katherino. Wiesz czemu? Bo to wszystko mi przypomina, że już nigdy nie będziesz moim małym kociakiem. Więc... żegnaj...cie - dodałem po chwili, patrząc na jej brzuch. Być może chociaż troszeczkę mnie jest w tym dziecku.

(Katherina?)

od Katheriny - C.D Romeo

Stałam tak wpatrując się w ........ już nie mogłam się połapać w tym wszystkim. Faktycznie to o tym Alec mówił. Że jest w nim demon i to wszystko, ale przedtem wydawało się to dla mnie niedorzeczne. Wzięłam głęboki wdech, zaciskając dłonie w pięść.
-Romeo-wydukałam
Obaj myślą, że są marionetkami dla mnie. Alec uważa, że kocham Romea, a Romeo uważa, że kocham Alec'a. Może mi powiecie jeszcze, że moje dziecko ma dwóch ojców! No to , to już jest totalna przesada.
-Czyli jednak pamiętasz-odpowiedział bez emocji
Czułam się dziwnie, na prawdę bardzo dziwnie. I weź tu człowieku miej , normalne spokojne życie. Zwłaszcza teraz..... Nie sądziłam , że zostanę matką i właśnie teraz wszyscy upominają się o to co zrobiłam jakiś czas temu. Już sama nie wiedziałam którego kocham, czy w ogóle że jednego kocham, czy też obu. Podniosłam wzrok i spojrzałam na niego trochę poważniejąc. Nie był taki jak wcześniej, jak pierwszy raz spotkaliśmy się. Powiedziałam mu w tedy, że go nienawidzę i kocham. No kurcze co innego gdyby był w innym ciele. Strasznie się czuję, wiedząc że Alec i Romeo są w jednym. Jak w ogóle to możliwie?! A no w sumie jest możliwe, skoro tak się stało. Nie muszę się wziąć w garść, nie mogę przecież cały czas ubolewać nad wszystkim. Ostatnio zbyt słaba się stałam, zbyt........ zbyt łatwo dawałam się pokonać. Nie, przecież zanim ich poznałam, potrafiłam sobie doskonale radzić. Przez ten cały czas.....Eh. To wszystko wydaje się teraz takie głupie. Romeo patrzył na mnie nie okazując żadnych emocji. Stałam tak milcząc i rozmyślając na właśnie sprawą, która w tej chwili się odbyła. Podłoga zaskrzypiała, a Romeo skierował się w stronę drzwi. Szybkim ruchem złapałam go za rękę, zaciskając na jej palce. Odwrócił się. Spojrzałam mu głęboko w oczy, z gniewem. Byłam na niego zła, na niego i na siebie. I na Alec'a. No obu. Na całą naszą trójkę!
-Skoro mnie kochasz, czy też kochałeś, to czemu nie starałeś się wychylić?! Siedziałeś i milczałeś, obserwując nas. Myślisz , że było mi łatwo gdy okazało się , że no cóż jeden z was przejął znów kontrolę. Nie właśnie nie! Nie wiedziałam co się dzieje. A ty cały czas oskarżasz wszystkich tylko nie siebie. Ukrywałem się cały czas i według ciebie kocham Alec'a. Chcesz bym Ci powiedziała, że Cię nie kocham tak? -warknęłam, przyjrzałam mu się uważnie i zauważyłam błysk w jego oku- Nie powiem tego. Bo nie wiem w tej chwili nawet jak na to zareagować. Nie wiem czy kocham tylko jednego z was czy też obu. I spójrz, to wszystko doprowadziło też że jestem w ciąży. Czy jestem z tego zadowolona? Poniekąd tak, ale poniekąd też zważywszy na taką sytuację, to i też po części. Nie wiem w jakim stopniu,ale to też twoje dziecko. I wiesz co ..........może i przez ten cały czas byłam z Alec'em, ale nie zapomniałam tego, że byłeś też na początku ty Romeo. I nie dam Ci jasnej odpowiedzi,którego z was kocham. Bo nie potrafię. Wiem jedno, że obaj mnie wkurzyliście. Totalnie i bezczelnie okłamując z tym wszystkim! Myślisz, że moje życie jest idealne? POUKŁADANE?! No więc NIE. Od moich narodzin może życie nie jest idealne, cały czas mam same kłopoty. Nawet z tą sytuacją, twoją i Alec'a!
Zacisnęłam bardziej palce, na jego ręce jednak zaraz puściłam go i odsunęłam się od niego. Podniosłam głowę, nie chcąc znów tak jakby stawać się słabą. Spojrzałam mu ponownie w oczy. W jego demoniczne oczy.

(?)

od Romeo - C.D Katheriny

Wyjrzałem przez okno, jednak nie na tyle by mnie zobaczyli. Max jeździ motorem, więc to na sto procent nie ona, Logan mógł ją przecież podwieźć, ale to na pewno nie jego wóz. Bena również. Prawą ręką wyjąłem z mojej torby która leżała na szafce, broń i odbezpieczyłem ją. Wyostrzyłem najmocniej jak umiałem wzrok, by dostrzec kto siedzi za kółkiem. Oh. Kłopoty. Czarna furgonetka już nie była dobrym znakiem, tak samo jak nieznajomy mężczyzna który w niej siedział. A tym bardziej pistolet, który wyjmował właśnie spod kurtki.
Wiedziałem, że nie będę mógł obronić Katheriny, ona sama również sobie nie poradzi. Cholera. Stres połączony z strachem o życie i ich i swoje wprowadziły mnie w stan łowcy. On zawsze się objawiał, kiedy w grę wchodziło zagrożenie życia, mimo, że służył on do polowań nie walki czy ucieczki. Łatwo było zobaczyć, że jestem już w tym "trybie", że tak powiem. Serce bijące trzy razy szybciej niż u przestraszonego człowieka sprawiło, że do krwi dostała się ogromna ilość adrenaliny, przez co zacząłem oddychać szybciej. Źrenice się powiększyły tak bardzo, że nie było widać prawie tęczówek. Widziałem to w odbiciu, w szybie. Słuch i węch się kilkakrotnie polepszył. Przydatna umiejętność ale... moje serce nadal ledwie co działało. Jeśli się zaraz stąd nie wydostaniemy, to mój własny organizm mnie zabije. Wolałbym już oberwać kulką w łeb. Skrzywiłem się i szybko odsunąłem się od okna i zacząłem wzrokiem szukać drogi ucieczki. Nie możemy uciec przez tylne wyjście, bo skoro ten tak jawnie się tutaj pojawił, to to jest pułapka. Szkolenie Manticore się jednak przydaje.
Słyszałem bicie serca kolesia w samochodzie i trzech przy tylnym wyjściu. Ale nie tylko. Ku mojej uciesze, słyszałem również serce Katheriny i naszej córeczki. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Co z tego, że właśnie umieram.
- Co się stało? - spytała Katherina.
- Słyszę jej serce - powiedziałem, ale zaraz spoważniałem gdy usłyszeliśmy trzask drzwi od samochodu. - Chodź - mruknąłem i pociągnąłem Katherine za sobą. W końcu w moim obowiązku jest ją chronić, prawda? Kiedy mężczyzna podszedł do drzwi wejściowych, otworzyłem je i obezwładniłem go. Nie wiem jak mi się to udało. Wiem, że w ułamek sekundy pokonałem trzy metry i pozbawiłem go broni. Uderzyłem go z całej siły w głowę. Padł na ziemię, a ja prawie bym do niego dołączył. Ból był nie do wytrzymania. Oddychałem ciężko, zgięty w pół. Spojrzałem na motocykl... miał przebite opony. Eh... Zabiję ich. Ja po prostu ich zabiję za to.
- Idź - powiedziałem do Katheriny.
- Nie.
- Kotek, to nie jest cholerny babski film i nie będziemy bawić się w dramaty! Idź, zanim tu przyjdą. Mamy większe szanse osobno.
- Alec...
- Chcesz bym przeżył? To idź. Razem nie mamy żadnych szans - warknąłem zdenerwowany. Być może przez ten stan łowcy, być może przez zmęczenie.
- Będę w...
- Nie mów mi. Im mniej wiem, tym lepiej - stwierdziłem. Niepewnie, ale poszła. Nie bałem się o nią aż tak, ona również miała broń. Spojrzałem na swoją i sprawdziłem magazynek. Powinienem dać radę się obronić czterema kulami. Słyszałem jak szli do mnie. Westchnąłem. Wykorzystując resztę siły jaką miałem, załadowałem ponownie magazynek i odbezpieczyłem broń. Jasne, że nie miałem żadnych szans w tym stanie, ale bez walki się nie poddam.



Jedyne co pamiętam, to jak mnie zaatakowali. A teraz... wiadro zimnej wody wylądowało na mojej głowie. Podskoczyłem w miejscu zaskoczony, biorąc głęboki wdech i gwałtownie otwierając oczy. Zaraz jednak jęknąłem z bólu. Bolała mnie strasznie głowa, widać musiałem oberwać. Szybko zauważyłem, że byłem związany. Moje ręce były przewiązane z tyłu metalową linką, która wrzynała się w moje nadgarstki. No ludzie, kilka miesięcy temu dopiero wygoiły się moje ślady od kajdanek! Przede mną stało dwóch kolesi, nie znałem ich jednak.
Wszystko mnie bolało. Mięśnie od wysiłku, głowa od uderzenia, serce od stanu łowcy, żebra, wszystko. Oparłem się o oparcie (masło maślane, heh), wykorzystując każdą chwilę na odpoczynek. Potem nie będzie mi to dane, bo raczej nie mieli dobrych zamiarów.
- Gdzie jest Katherina Petrova? - spytał jeden z nich zimno. O proszę, chodzi o Katherine! Już myślałem, że znów coś ode mnie chcą.
- Kto? - zdziwiłem się unosząc brew. I wtedy ten sam facet z całej siły walnął mnie w twarz. Poruszyłem szczęką, by ją wstawić na swoje miejsce. Czułem ból, owszem, ale nie umiem zliczyć ile razy byłem tak bity. W Manticore przygotowywali nas do tortur w dość specyficzny sposób, bo właśnie nas torturując. Poza tym raz zepsułem misję i wtedy obrywałem dopóki nie straciłem przytomności. Oblewali mnie wodą i robili to ponownie. I znów. I znów. Wiem więc coś o obrywaniu.
- Pytam jeszcze raz - wrzasnął - GDZIE JEST KATHERINA PETROVA?
Ten drugi podszedł i nachylił się.
- Lepiej mu powiedz, zanim się rozkręci. Dobrze Ci radzę.
- Bawicie się w dobrego i złego glinę? - parsknąłem kpiąco. I znów oberwałem. Gdyby krzesełko nie było przymocowane do podłogi, do najpewniej teraz wylądowałbym na betonie. Nie wydam przecież Kath, nie mogę.
- Gdzie ona jest? - spytał ten "dobry glina".
- Idź do diabła.
I znów oberwałem. Temu pierwszemu widocznie się to spodobało i zamiast jednego porządnego uderzenia, zaserwował mi trzy. Cudem nie odpłynąłem.
Czułem jak po policzku spływa strużka krwi.
To trwało jeszcze długo. Łącznie naliczyłem dwadzieścia cztery uderzenia, zemdlałem tylko raz. Mój organizm był zbyt wycieńczony na taką serie, więc na dwudziestym czwartym uderzeniu stało się to znowu. I znów zostałem oblany zimną wodą. Spojrzałem na nich, ledwie unosząc głowę. Nie wydam jej. Nawet nie mam jak, nie wiem gdzie ona jest.
- Gdzie?
- Nie wiem - powiedziałem. I znów oberwałem, a świat nagle się stał taki zamglony, mniej ostry. A jednak to było mniej drastyczne niż w Manticore. Tam się nie cackali i od razu by zaczęli mnie katować fizycznie i psychicznie. To drugie było najgorsze.
- Skurczybyk jest wytrzymały - stwierdził jeden z nich. Już nawet nie wiem który. Przestałem ich rozpoznawać, za bardzo się rozmyli.
Przestałem liczyć uderzenia po trzydziestym. Wiem, że moje ciało się chciało poddać, ale nie mogłem. Po prostu nie mogłem.
W końcu odpłynąłem kolejny raz. I nie zbudziło mnie wiadro wody.


Z PERSPEKTYWY ROMEO
Tyle miesięcy w ciasnej klatce, jako bierny obserwator. Nie przejmowałem kontroli. Po prostu nie umiałem, mimo przeżytych lat. Czasem przestawałem patrzeć, słuchać, ucichałem bo nie mogłem znieść widoku Katheriny. Szczęśliwej z nim. Dręczyłem go gdy z nią zerwał, bo był najsłabszy psychicznie, ale... od kiedy ta czarnowłosa medium przyszła, nie mogłem się odezwać, byłem jakby uśpiony. No, najpierw próbowała mnie wyrzucić z tego ciała, jednak nie mogłem wyjść. Ten cholerny tatuaż broniący przed opętaniem, uniemożliwiający wejście działał także w drugą stronę: nie mogłem wyjść. A wieść o jej ciąży... zniszczyła mnie. Nadal ją kochałem. Bardzo, bardzo ją kochałem, mimo, że połowicznie ją po prostu nienawidziłem za to wszystko. Jak ona mogła to robić? Wiedząc, że ja tu jestem, widzę, czuję? Tak, ja spowodowałem wypadek. Chciałem się pozbyć tego dupka, a zamiast tego... tylko ich do siebie zbliżyłem. To cholernie boli. Jakby wbiła mi nóż prosto w serce. Tak bardzo nie cierpiałem nawet w piekle. Taki ból jest sto razy gorszy niż rozrywanie na kawałki.
"Kochasz mnie, czy nienawidzisz?"
Te słowa wypowiedziałem do niej ja. Dwa czy tam trzy dni przed tym, jak zostałem pozbawiony kontroli nad ciałem a ona poznała Alec'a.
"I jedno i drugie"
Zacisnąłem pięści, a raczej zrobiłbym to gdybym mó... o boże, ja właśnie zacisnąłem pięści. Otworzyłem powoli oczy, było pusto w pomieszczeniu. Widocznie stało się to samo co wtedy: jeden stracił przytomności, drugi odzyskał kontrolę. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Moje demoniczne moce zaczęły mocno wspierać krew transgenika i już po chwili czułem jak serce się regeneruje. Za nim poszły inne narządy. Po jakiś czterech, pięciu godzinach całkowicie wyzdrowiałem. Kocham tą niezniszczalność demonów. Nie wiem jak mi się to udało, ale po chwili metalowa linka upadła na ziemię, a ja mogłem wstać. Zachwiałem się, ale udało mi się ustać na nogach.
W lustrze zauważyłem, że miałem czarne, demoniczne oczy. Podszedłem do niego i przejrzałem się. Uśmiechnąłem się zadowolony i po chwili moje ślepia były normalne. Jak dobrze móc poruszać palcami, chodzić, wyprostować się!
Zepchnąłem tego dupka w najczarniejsze miejsce umysłu, pozbawiając go zdolności obserwowania, myślenia, słyszenia. Dosłownie go uśpiłem i zostałem w głowie sam.
Z łatwością wydostałem się stamtąd, mordując wszystkich co stanęli mi na drodze. Jednocześnie myślałem nad tym wszystkim: jak to możliwe, że kochamy ten sam rodzaj muzyki? Że oboje kochamy Impalę? Katherine (no, ją najbardziej)? Jedzenie? Telewizję? Chyba, że...
No proszę. A więc nasze odczucia, uczucia zmieszały się podczas pobytu w jego głowie! No co za przypadek! I tak gnoja nienawidziłem, ale to mi trochę poprawiło humor.
Od razu skierowałem kroki do domu Kath. Nie było jej tam. Ani w moim domu. Ani w domu Bena (oczywiście sprawdzałem tak, by się na niego nie nadziać). Dopiero po godzinie wpadłem, gdzie może być i dosyć szybko dotarłem do domu nad urwiskiem. Zapukałem. Otworzyła mi.
- Al.. - chciała powiedzieć "Alec", ale jej przerwałem.
- Nie. Może mnie nie pamiętasz - zacząłem, wchodząc do domu, przechodząc koło niej. Rozglądałem się, mając ręce w kieszeniach. - Poznaliśmy się... rok temu? Coś koło tego. Straciłem poczucie czasu w klatce, tu w środku - wskazałem na głowę, a potem ponownie opuściłem rękę - Nie ważne. Próbowałem Cię zabić, postrzeliłem Twojego przybranego brata, ty mi pomogłaś w pewnej sprawie. Spaliśmy ze sobą, padło parę ważnych słów, ale dla jednego z nas najwyraźniej nie miały znaczenia. Nie ładnie robić tak nadzieje. Uratowałaś mnie przed szponami pewnej istoty, a ja oddałem za ciebie życie idąc do najgorszego miejsca jakie istniejąc i przez dwa miesiące cierpiałem najgorsze katusze jakie istnieją, dzień w dzień. Dwa miesiące na Ziemi to dwadzieścia lat w piekle, wiesz? Ale to nieważne. Potem znów ze sobą spaliśmy i wyjechaliśmy na "weekendzik" do Stanów. Niestety, właściciel tego ciała postanowił dać znać o swojej obecności i przez następne... kilka miesięcy biernie oglądałem wydarzenia. Nazywam się Romeo, kojarzysz mnie? - zakończyłem, nadal wędrując po tym pomieszczeniu w domu, w ogóle nie zdradzając emocji. Miałem pokerową minę, mimo, że ledwie to wszystko wytrzymywałem. Odwróciła się w moją stronę - Nie martw się, pojąłem, że nie jestem mile widziany i nie zamierzam psuć Ci Twojego idealnego życia. Chcę się tylko pożegnać. Wezmę swą Impalę, colta i już mnie nigdy nie zobaczysz. Ah, no i oddam Ci tego chłoptasia i tak już mnie porządnie wkurza.


(Katherina?)

piątek, 26 września 2014

od Katheriny - C.D Romeo

Spojrzałam na niego zaciekawiona, jednak milczałam i skinęłam głową. Alec włączył film i zaczęliśmy coś oglądać. To był jakiś Thriller , połączony z przygodą i akcją. No cóż ostatecznie może być. Oparłam głowę na ramieniu Alec'a i zaczęłam się dokładnie zastanawiać. Miał pierwszą miłość........no tak , w sumie to ma sens już pewnie nie ma jej na tym świecie. Przymknęłam na chwilę oczy , zastanawiając się nad rzeczywistością i swoją przeszłością, jak i jego. Eh. Życie to nie szczęśliwa bajka, bardziej można je porównać do filmu, które jest połączeniem czterech różnych typów:  Thriller'a, Horror'u, Przygodowego oraz głupiej Akcji!. Westchnęłam cicho i otworzyłam oczy, oglądając film ,który w tej chwili puścił Alec. Nie był taki zły. Było tam dużo przygód ludzi. Niektóre dla ludzkości, wydawałyby się wyssane z palca, ale raczej nie dla nas. Po jakichś dwóch godzinach spędzonych przed telewizorem, film się skończył. Odsunęłam się od Alec'a bo szczerze mówiąc już mnie trochę szyja bolała od opierania się o jego ramię.
-Ciekawy był ten film -mruknęłam
Spojrzałam na talerz z którego zniknął już stos muffin, które Alec przed filmem przyniósł do salonu.
-Zjadłeś wszystkie muffiny z tego talerza?!-zapytałam zszokowana, a równo przez śmiech.
-Jeszcze są w kuchni-podrapał się niezręcznie po karku.
-Nie ładnie-uśmiechnęłam się grożąc mu palcem.
Podniosłam się z kanapy i zabrałam talerz. Alec zrobił tęskną minę,ale nie do mnie tylko do muffin. No tak. Poszłam do kuchni i nałożyłam parę. Eh. Dobrze jest tak ukrywać się na końcu świata przed ludźmi ,których skrzywdziłam. Ale cóż w tedy nie dbałam o miłość, musiałam dbać o siebie. Co prawda pomagałam wielu w różnych rzeczach, ale i też wielu raniłam. Tak coś za coś. Nie ma uproś. Wróciłam się do Alec'a i podałam mu talerz. Zadowolony porwał kolejną muffine. Gdy usiadłam w końcu przy nim sama spróbowałam swojego wyrobu. Jak się okazało były bardzo dobrze, chodź można było to wywnioskować po tym jak Alec szybko zjadł dwa talerze.  Zaśmiałam się na myśl o tym i w tej samej chwili odwróciłam się do niego  , widząc jak już kolejna muffina zniknęła w jego buzi.
-Wielki żarłok z ciebie-zaśmiałam się
W tej samej chwili usłyszałam jakiś dziwny silnik samochodowy,który został wyłączony. Podniosłam się z kanapy i podeszłam do okna , patrząc przez zasłonę. Ktoś przyjechał, ciekawe kto.
-Dziwne, ktoś przyjechał-mruknęłam
-Może, Max lub Johua?-zaproponował Alec
-Nie, oni przychodzili po prostu, to Ben od czasu do czasu przyjeżdżał samochodem ,ale to nie on-poprzedziłam jego kolejną sugestię.
Odsunęłam się od okna by nikt mnie nie zauważył i za chwilę usłyszałam pukanie do drzwi.

(Alec?)

czwartek, 25 września 2014

od Romeo - C.D Katheriny

Słuchałem jej, ciągle nie mogąc się nadziwić i w międzyczasie zżerając muffiny. To wszystko (i tyle mężczyzn) przez trzy lata i to niecałe? Cholera. Ok, ja też miałem wiele, wiele, wiele dziewczyn, szczególnie przez pierwsze lata od ucieczki z Manticore, ale to były krótkie romansy a taką liczbę udało mi się osiągnąć bo czasem były dwie, trzy na raz. Ale zero wiązania, żadna nie była dłużej niż jedna, dwie noce. Nie przypominam sobie również, by jakaś się we mnie kochała. Znaczy oprócz mojej przyjaciółki Ashy, ale szybko zrozumiała, że ja się nie wiąże koniec kropka. I dała spokój, bo była za porządną dziewczyną by tylko ze mną sypiać, wiedząc, że jest kilka innych. Eh i dobrze, bo taki układ stwarzałby możliwość "czegoś więcej" czego całkowicie nie tolerowałem. Wtedy. Te czasy zdecydowanie nie należały do tych "grzecznych", ale kto nie miał buntowniczego okresu w swoim życiu? Gdzie chciał łamać wszystkie zasady jakie stawia prawo?
Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją. Co prawda krótko, ale nie aż tak delikatnie jak ona mnie. No bez przesady, przecież od zwykłego pocałunku nic się nie stanie. Jak powie "nie" to znaczy "nie". Było kilka chwil ciszy, podczas której wziąłem kolejnego muffina.
- A ja? - spytała z ciekawością. Spojrzałem na nią i uniosłem wysoko jedną brew, niezbyt rozumiejąc o co chodzi. - Czy byłam pierwsza? Wiesz, jeśli chodzi o szczerą miłość i te sprawy. - wytłumaczyła. Wziąłem gryza muffina.
- Aaaa - mruknąłem, mówiąc to lekko podnosząc głowę. - Nie - odpowiedziałem obojętnie, zjadając swoją porcje. Dziękuje Ci Manticore za przyśpieszony metabolizm, bo inaczej już byłbym kulką i musiał się turlać po ziemi.
- Nie? - zdziwiła się.
- Nie - powtórzyłem równie obojętnie jak wcześniej. - Był ktoś, ale bardzo dawno temu a nasz związek obył się bez happy end'u. Teraz to takie nieprzyjemne wspomnienie, jeszcze za czasów gdy byłem w Manticore - wzruszyłem ramionami. Oczywiście to wszystko było udawane, ta obojętność była równie sztuczna jak papierowy kwiatek. Ale nie lubiłem tego rozdrapywać. - Idę po muffiny - dodałem ponownie szczęśliwy. Wstałem i nałożyłem na talerz kolejną porcję, po czym wróciłem i położyłem na stole, siadając koło Katheriny i obejmując ją. - Nie rozmawiajmy już o przeszłości, bo po co? Hmm... Obejrzymy film? - spytałem entuzjastycznie.

(Katherina?)