czwartek, 25 września 2014

od Katheriny - C.D Romeo

Spojrzałam na niego z uśmiechem i odetchnęłam głęboko przypominając sobie stopniowo swoje życie. Cóż mogę mu powiedzieć. Moje życie, opierało się na ciągłej ucieczce, ukrywaniu się i przetrwaniu. Także na ciągłym rozmyślaniu jak zemścić się na kimś , kto pozbawił mnie wspaniałego i szczęśliwego życia. Milczałam przez dłuższą chwilę , wypijając swoją herbatę, aż w końcu ponownie odwróciłam się do Alec'a.
-Początek już zdążyłam Ci opowiedzieć, jak byliśmy w Bługarii. Ale od kąt skończyłam 15 lat wszystko się zmieniło.Nie od razu spotkałam Rey'a. Uciekłam znów ze swojego rodzinnego miasta i ruszyłam w świat. Szybko nauczyłam się życia i jak przetrwać w ogóle w takich czasach. Nie jeden raz byłam o włos złapania przez inne kotołaki. Wyjechałam do Anglii, tam spotkałam dość bogatego biznesmena ,któremu oczywiście przypadłam do gustu. Od razu stałam się jego oczkiem w głowie i za wszelką cenę chciał mnie mieć tylko dla siebie. Nie był zwykły, pochodził z rodu wilkołaków. Jednak on sam nie dostał tego genu. Ochraniał mnie, mimo że nie jeden raz jego matka go ostrzegała wraz z bratem. Jego brat był wilkołakiem. Cóż nie wiem jakim cudem ,ale obaj chcieli za wszelką cenę mnie chronić. Wiedzieli , że przed kimś uciekam i tylko tyle. Nie wiedzieli jednak przed kim. Naiwni myśleli, że z nimi zostanę i wszystko sobie poukładają. Cóż spodziewałam się tego, że niedługo po mnie przyjdą i tak też się stało. Zginęła jego matka i brat. Został tylko ten wilkołak..... Znienawidził mnie, ale jednak nie zabił. Mam na pieńku ze wszystkimi rasami jakie możesz znać. Zatrzymywałam się w wielu miejscach i wiele rodzin uprzedzało innych o moim istnieniu. Zawsze jednak znalazła się , że tak powiem "czarna owca" ,która zakochiwała się we mnie. Nigdy tak na prawdę nie chciałam się do nikogo przywiązywać tak samo jak ty. Gdy coś się działo, odchodziłam bez słowa. Jedyną osobą którą kochałam szczerze. Jesteś ty, a niegdyś był to pierwotny, ale to przeszłość. Ale wracając do tematu. Zawsze byłam sobą, Katheriną, która nigdy nie zostaję i dba tylko o siebie. Zmieniałam tylko nazwiska i możesz spotkać się z różnymi odmianami. W wieku 17 lat przyjechałam tutaj na wyspę, zostawiając za sobą , wiele rodzin i mężczyzn których zraniłam. Spotkałam Rey'a podczas incydentu. Pomogłam mu i uratowałam po nie kąt tyłek. Na początku jak każdy, zakochał się we mnie. Mały romans, ale jednak szybko odkrył moją prawdziwą stronę. Rey chciał się tylko jakoś odstresować, a ja nie miałam zamiaru się z nim wiązać. Postanowiliśmy zamieszkać ze sobą i traktowaliśmy się jako rodzina. W tym mieście znalazłam dopiero ukojenie. Nikt mnie tutaj nie znalazł. Zdarzało się, że niektórzy mężczyźni podejrzewali kim jestem, jednak na szczęście nie zdążyli nikomu o mnie powiedzieć. Ja chroniłam Rey'a , a on mnie. Wszystko było w porządku, aż do czasu kiedy to właśnie spotkałam ciebie. -opowiedziałam mu nawet dość w skrócie, ukrywając niektóre szczegóły. Nie będę roztrząsać przecież dosłownie całego swojego życia. Zwłaszcza, że niektórych momentów nie chciałabym pamiętać. Czy też wolałabym , żeby takich nie było.- Więc panie Alec, na tym koniec mojej historii. A przynajmniej dalszy ciąg sam znasz...
Spojrzałam na niego z uśmiechem i pocałowałam go delikatnie w usta.

(Alec?)

od Romeo - C.D Katheriny

Westchnąłem ciężko, zastanawiając się co mogę jej powiedzieć, jak to wszystko ubrać w słowa. Na szczęście nie pytała się o moje życie w bazie wojskowej, tamten okres był zdecydowanie za trudny by się teraz o nim produkować. Może, może kiedyś. Porwałem jedną z muffin i zjadłem, pozbywając się focha za to odepchnięcie, bo trochę to jednak zabolało. Pod względem psychicznym oczywiście, choć fizycznie też trochę ze względu na jeszcze nie do końca zrośnięte kości. Ale za złe jej nie będę miał, sam się o to prosiłem. Ok, ok. Teraz czas na moją nudną wypowiedź. Nie patrzyłem na nią i jakoś starałem się opowiedzieć o moim życiu, używając nie tylko słów, ale też czasem gestykulacji, choć robiłem to nieświadomie. Heh.
- Po tym jak uciekłem? Miałem dwadzieścia lat i mimo całego życia w Manticore, umiałem sobie poradzić na zewnątrz dzięki misją, które były jak kilkudniowe przepustki w więzieniu.... Mój świat nagle się powiększył - dopiero na nią spojrzałem, pokazując rękami właśnie jakby wybuch, co miało symbolizować powiększenie się nagłe planety, czy coś. Nie wiem, same ręce mi jakoś pracowały. - No wiesz. Najpierw było kilka hektarów ziemi w bazie, a nagle zmieniło się to w cały kontynent, a zaraz w siedem. Nikt mną nie rządził, nie mógł mi dyktować zasad. Co ty byś zrobiła?... Postanowiłem robić wszystko, czego wcześniej nie mogłem. Piłem, paliłem raz czy dwa nie tylko papierosy, sypiałem z dziewczynami, czasem odwiedzałem kluby z dancingiem. - mówiłem, przemilczając fakt, że był czas kiedy chodziłem z jedną tancerką z takiego niezbyt grzecznego klubu - Nigdy nie byłem taki jak Ben, nasze charaktery zawsze od siebie odbiegały. On został wrzucony do zimnego, brudnego, nieznajomego oraz nieprzyjaznego świata jako dziecko i po prostu się "zagubił" jak to ślicznie ujęła Max, a ja się w nim odnalazłem. Wiedziałem jak w nim żyć, nie zadawałem pytań. A on? Robił to co zawsze. Miał więcej pytań niż odpowiedzi, wymyślał więc niestworzone historię. O "Niebieskiej Pani" która chroni przed niebezpieczeństwem a jak jej się ofiaruje zęby ofiar jest silniejsza czy coś w ten deseń. Nie pytaj mnie o co chodzi, nawet nie chcę tego rozumieć. Cóż. Nie wiem, co mam Ci opowiadać. Próbowałem znaleźć jakąś pracę. Najpierw kradłem, bo co miałem zrobić? Moje umiejętności świetnie się sprawdzały w tym. Potem odnalazłem kluby walki i tam rozwijałem swoją "karierę" jako kickboxer pod pseudonimem "Monticore", ale odszedłem gdy zarobiłem wystarczająco pieniędzy, bo nie chciałem całego życia zmarnować na to. Co prawda czasem żałowałem, bo miałem dużo fanek... Dorabiałem jako dealler narkotyków, a na samym końcu wepchnąłem się do pracy Max jako kurier firmy JamPony ponieważ mieli przepustki do każdej części miasta. Okazało się, że szef, Normal, był moim fanem, więc poszło z górki i mimo braku miejsc przyjął mnie z otwartymi rękami. To było zabawne, bo mimo, że byłem jednym z gorszych pracowników to zawsze byłem "Złotym Chłopcem" firmy. Co z tego, że dowoziłem po cztery przesyłki dziennie a inni dziesięć, co z tego, że piłem, paliłem i romansowałem z innymi pracownicami co było zabronione i przez regulamin i szczerze, przez zdrowy rozsądek. To chyba wszystko, moje życie nie jest zbyt ciekawe. Parę razy wylądowałem w więzieniu, głównie za narkotyki albo zbrodnie które popełnił Ben, z dwa lub trzy trafiłem w łapy wrogów, miałem kilka naprawdę dobrych przygód. Ok, musiałem się produkować przed tobą o mojej nudnej egzystencji, więc teraz ty opowiadaj o sobie. Bo mało co wiem o tobie, panno Katherino - zaśmiałem się.

(Katherina?)

od Katheriny - C.D Romeo

Wstałam już mniej więcej po ósmej rano. No tak trzeba jakoś wrócić do starego trybu życia, a nie rozleniwiać się. Nie mam zamiaru tego robić nawet jak jestem w ciąży. W pewnej chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Wyszłam z salonu i zobaczyłam Alec'a. Odwzajemniłam jego uśmiech , na mój widok i podeszłam do niego. Zauważyłam , że delikatnie się zachwiał, więc go przytrzymałam.
-Za dużo roboty-odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
Pomogłam mu stanąć na równe nogi i zaprowadziłam do salonu. Posadziłam go na sofie z uśmiechem pod nosem i podałam mu już herbatę. Tak , tak on kocha alkohol, ale niech się przyzwyczaja. Jak dziecko skończy ileś tam lat, codziennie nie może przy niej pić. Odetchnęłam głęboko i nachyliłam się nad nim i pocałowałam namiętnie.
-Chciałbyś coś do zjedzenia?-zapytałam
-Nie dziękuję........jestem po pysznym cieście od chłopaka Max, które mi przyniosła-uśmiechnął się zadowolony
-Kochasz słodycze?-zaśmiałam się
-Bardzo-przyznał entuzjastycznie.
-A zrobić Ci coś z czekolady?-spytałam zaciekawiona
-A możesz??-zrobił słodkie oczka
Zaśmiałam się jeszcze bardziej i weszłam do kuchni. Nie byłam pewna co zrobić, ale w końcu zdecydowałam się na muffiny czekoladowe z lanym ciastem w środku. Spędziłam w kuchni następne dwie godziny swojego życia. Zrobiłam chyba z parę tac muffin. Poszłam z talerzem, na którym były muffiny, do salonu i pokazałam Alec'owi. Uśmiechnął się zadowolony, a ja położyłam je na stole przed nim. W pewnym momencie poczułam jak ktoś mnie ciągnie za biodra. Nim zareagowałam, byłam już pod Alec'em na sofie.
-Alec....-zaśmiałam się-Nie chcesz muffin?
-One mogą poczekać -mruknął z chytrym uśmieszkiem.
Spojrzałam mu w oczy. Chciałam coś powiedzieć, ale Alec szybko zamknął mi usta swoimi namiętnymi pocałunkami. Odwzajemniałam je , czując ogromną rozkosz, jednak nadal miałam trzeźwy umysł.  Alec stopniowo schodził w dół i w tedy coś w mojej głowie , kazało mi się wyślizgnąć.
-Alec -powiedziałam poważnie i dość ostro.-Przestań.
Położyłam ręce na jego klatce piersiowej i odsunęłam go od siebie skutecznie. Ale zaraz po podniesieniu się , usiadłam spokojnie i wygodnie  na sofie i spojrzałam na niego.
-Nie miej mi tego za złe-westchnęłam.
Podkuliłam nogi do siebie i oparłam głowę o ramię Alec'a.
-Alec........... powiedz czy ty..... hm opowiedz trochę osobie. Ale nie ten czas kiedy byłeś w Manticore tylko, jak uciekłeś. Patrząc na twojego brata nie mogę uwierzyć, że mogłeś być podobny, ale nie bardzo. Coś  się w tedy wydarzyło?-zapytałam niepewnie

(Alec?)

środa, 24 września 2014

od Romeo - C.D Katheriny

Byłem przyzwyczajony do takiego życia. Ciągłe ucieczki, walka o przetrwanie, obrażenia, ciągłe bycie w pogotowiu i niepewność czy przeżyje się następny dzień to stałe elementy mojego żywota od dziecka. Choć wolałbym, by tak nie było.
Wróciłem do domu i sprawdziłem stan Impali. Eh. Fatalny. Zamówiłem potrzebne części u kolegi i wziąłem się za wygrzebanie tego, co z silnika pozostało.
Całe przygotowanie Chevy i wstępna naprawa zajęło mi sześć godzin. Ignorowałem ciągle rosnący ból, a raczej starałem się go ignorować. Wiem, nie powinienem się przemęczać, dostałem tego nauczkę, gdyż pod koniec dnia nie mogłem się już praktycznie ruszyć. I raz się potknąłem i zwyczajnie upadłem na ziemię, pechowo zdzierając sobie kolana do krwi. No tak. Pech musi mnie prześladować. No nic. Padłem na łóżko bez sił i tak leżałem aż do rana, oczywiście pisząc do Katheriny, że nie mogę przyjść. Raczej nie będzie miała mi tego za złe. Wstałem około ósmej, co było późną jak na mnie porą. Umyłem się, przebrałem i ponownie położyłem na łóżku, włączając telewizor.
Nie wiem ile gapiłem się na teledyski rockmenów i słuchałem muzyki. Po prostu tak leżałem plackiem, aż drzwi do domu rozwarły się. Spojrzałem leniwie w tamtą stronę i ujrzałem uśmiechniętą Max. Jestem jedną z niewielu osób, które rzadko widzą ten uśmiech, więc sądzę, że na razie panuje zawieszenie broni na uprzykrzanie sobie życia.
- Jak się czujesz? - spytała i podeszła. Wciągnąłem do płuc powietrze by jej odpowiedzieć, ale wyczułem pewną interesującą woń. Zmarszczyłem brwi i podniosłem się.
- Masz ciasto - stwierdziłem. Ma ciasto! Kocham ciasto. Mógłbym żyć jedząc tylko hamburgery, pizzę i ciasto a popijać to whisky i colą. Podała mi je, a ja od razu otworzyłem torebkę i wyjąłem moje ciasto. Domek był na tyle mały, a rzeczy w nim ściśnięte, że bez problemu siedząc na łóżku, sięgnąłem łyżeczkę z blatu. Od razu zacząłem rozpracowywać czekoladową masę.
- No więc? Jak się czujesz z świadomością, że zostaniesz ojcem? Jesteś z tym pogodzony tak samo jak sześć lat temu? - powiedziała kąśliwie. Ah, nadal jesteśmy na wojennej ścieżce? Ale uderzyła w czuły punkt. Nic nie poradzę, że zostałem przypisany do tego idiotycznego programu rozmnażania, bo uznali, że jestem dobrym materiałem na ojca (oczywiście pod względem genetycznym). Na szczęście Manticore została spalona zanim doszło do czegokolwiek.
- Skończyłaś?... To dobrze. - mruknąłem, wkładając zapełnioną łyżeczkę do ust. Hmmm.... Pychota. Wszystko mnie bolało po wczoraj, ale jakoś dawałem sobie radę.
- Myślałam by Cię gdzieś wyciągnąć, ale Logan kupił Ci ciasto.
- Kocham tego gościa. Znaczy nie tak jak ty - zaśmiałem się. Rozmawialiśmy dłuższą chwilę, aż w końcu się pożegnaliśmy a ja ruszyłem tyłek do Katheriny. Tak bardzo nie chciało mi się wychodzić z domu. Bez pukania wszedłem do środka. Od razu przede mną pojawiła się Katherina. Eh, mam nadzieje, że jej dobry nastrój nie minął, nie mam siły się kłócić.
- Cześć, kotek.

(Katherina?)

od Katheriny - C.D Romeo

Spojrzałam na niego i delikatnie ujęłam jego policzek, na którym był siniak. Od razu zrzedła mi mina z tego powodu.
-Przepraszam-westchnęła, odwracając wzrok
Alec dotknął delikatnie mojej ręki i zdjął ją ze swojego policzka i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Zasłużyłem-odpowiedział pewnie
-No dobrze tutaj się zgodzę -zaśmiałam się-Bo bez powodu nie przyłożyłabym Ci.
-Tak, muszę przyznać masz silne uderzenie-uśmiechnął się delikatnie.
Jeszcze bardziej mnie rozbawił swoimi słowami. Jednak zaraz on też zrobił się trochę smutny i zerknął na zegarek.
-Muszę już iść-odetchnął głęboko
Popatrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem. Przyciągnęłam go za szyję do siebie i pocałowałam delikatnie w policzek.
-Widzimy się wieczorem-dodałam zadowolona
Ominął mnie niechętnie i zszedł po schodach na dół. Odprowadziłam go do wyjścia , aż zamknął drzwi do mojego domu. Westchnęłam cicho i wróciłam się do swojego pokoju, zaczynając grzebać w niektórych niedokończonych sprawach. Teraz w sumie nie wiedziałam co mam zrobić , czy co w ogóle robić. Dalej zastanawiały mnie ostatnie wydarzenia. Co będzie faktycznie dalej. Czy nadal będziemy mieć tyle problemów i czy wszyscy chcą nas najchętniej zabić? Teraz jak pojawi się dziecko, będzie jeszcze gorzej. Odetchnęłam głęboko , mając przed oczami najczarniejsze wizję. Chce mieć przed sobą jakąś normalną przyszłość. A jak ktoś będzie nas ścigać, to trzeba będzie gdzieś ukryć nasze dziecko. Eh. Tego się obawiam, że wszystko może się rozpaść. W sumie to wszystko i tak się rozpadło już dawno. I co tu robić , jak przywyknąć do takiego życia?

(Alec?)

od Romeo - C.D Katheriny


/666 post!/


Była już prawie jedenasta, a ja tu nadal siedzę. Muszę się zbierać i brać do roboty, jeśli chcę ją naprawić w ciągu najbliższego półrocza. Spójrzmy prawdzie w oczy: dla większości, Chevy nadaje już na szrot. Nie dla mnie. Jakoś ją złożę do kupy i będzie działać.
Podszedłem do Katheriny i uśmiechnąłem się.
- Jeśli chcesz, wrócę wieczorem. I cały czas jestem pod telefonem - powiedziałem, lekko machając moją komórką. Pocałowałem ją. Namiętnie, przeciągając ciągle pocałunek. Po dłuższej chwili oderwała się ode mnie. Położyła dłonie na mojej piersi i lekko się odsunęła. Zrobiłem smutną minę, a dokładniej "podkówkę", czym najwyraźniej ją rozbawiłem. Miło.
- Co Ci się tak na czułości zebrało? - zaśmiała się.
- No wiesz... Nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Może uderzyć w nas asteroida lub meteoryt, mogę nie wyzdrowieć, albo słońce nas spali wszystkich, albo zjedzą nas zombie - wymieniałem - możesz mnie znów znienawidzić...
- A dasz mi powód? - spytała. Zaśmiałem się cicho i pocałowałem ją ponownie, krótko i odsunąłem się od niej z uśmiechem na ustach.
- Mam nadzieje, że już nigdy Ci go nie dam. Moja twarz ostatnio poważnie ucierpiała - mruknąłem, pocierając policzek na którym miesiąc temu (i trzy miesiące temu) był ogromny siniak. Ta dziewczyna ma naprawdę silną rękę.

(Katherina?)

od Katheriny - C.D Romeo

Obudziła mnie jakaś muzyka ,którą usłyszałam po dość długim spaniu. Otworzyłam powoli i niechętnie oczy i zobaczyłam obok siebie Alec'a. Uśmiechał się cały czas do mnie , więc odwzajemniłam ten uśmiech. Dźwignęłam się z łóżka i usiadłam na nim. Gdy piosenka się skończyła oddałam mu słuchawki.
-Piękna była-odpowiedziałam zadowolona
Pocałowałam Alec'a w policzek i wstałam z łóżka. Zabrałam się ze swoimi rzeczami do łazienki i już zaraz wyszłam z niej przyszykowana. Alec'a nie było na łóżku, jednak stał tuż przede mną.
-Śniadanie czeka na ciebie na dole-odpowiedział zadowolony
Spojrzałam na niego zdziwiona i zeszłam razem z nim na dół. Faktycznie na stole były przygotowane poszczególne rzeczy. Usiadłam do stołu, ale jednak przed tym zrobiłam sobie herbatę i zjadłam śniadanie. Było bardzo dobrze, zważywszy, że robił je Alec. Odwróciłam się do niego bo przez cały czas stał oparty o framugę. Podeszłam do niego z uśmiechem i przytuliłam do siebie.
-Muszę wyjść szybko na polowanie. Poczekasz tutaj na mnie?-zapytałam
-Tak-odpowiedział spokojnie
Wyszłam szybko z domu i pobiegłam do lasu. Udało mi się upolować jedną sarnę, ale żeby mi to wystarczyło na parę dni musiałam wypić trochę krwi człowieka. 10 rano......hmmm może być mały problem ze znalezieniem takie osoby. Ruszyłam w stronę miasta. A jednak znalazła się duszyczka oddalająca się od miasta i wędrująca do lasu. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam za nią. Ze złapaniem, zahipnotyzowaniem i wypiciem trochę krwi, jak zwykle nie było problemów. Przecież ludzie tutaj nie wiedzą, że my w ogóle istniejemy. No nic miałam mało czasu, więc wróciłam się równie szybko co wyszłam, do domu. Weszłam do środka i rozejrzałam się dookoła , wypatrując Alec'a ,którego nagle coś wcięło? Nie sądzę ,może sobie żarty robi. Poszłam pierwsze  do kuchni i zauważyłam tam karteczkę. "Musiałem jechać". Tak jakieś niedopatrzenie ze strony Alec'a bo motor dalej stoi pod moim domem. Podniosłam się z krzesła i poszłam na górę do pokoju Alec'a i zastałam go coś robiącego.
-Powiesz mi co ta karteczka robiła na stole?-zapytałam
-Myślałem, że później wrócisz. Dla tego to napisałem, bo za chwilę muszę jechać. Mam sprawy do załatwienia-wyjaśnił
Skinęłam głową bez słowa i rozejrzałam się po pokoju w którym on dzisiaj spał.

(Alec?)