Usiadłam na przodzie , zaraz obok Ben'a , a Kerry posadziłam na tyłach. Odetchnęłam głęboko i zerknęłam na Ben'a ,który zapalił silnik samochodu. Zastanawiałam się gdzie możemy jechać, ale jednocześnie martwiłam się o Alec'a. Wiem jest wyszkolony i w ogóle ,ale i tak się martwię.
-Katherina, Rey wróci?-zapytała się Kerry przerażona
Czasami nawet nie miałam głowy, słuchać ludzi ,którzy tak panicznie są przerażeni. Jakoś ich nie rozumiałam. Może dla tego, że za często sama się nie bałam.
-To dobry wojownik. Na pewno.-zapewniłam ją
Nie byłam tego pewna, ale niech dziewczyna myśli, że wszystko jest w porządku. Jak widać ma dość mało odporną psychikę na takie sprawy. Spojrzałam na Ben'a ,który przyglądał mi się pytająco, jednak ja tylko wzruszyłam ramionami. Odwróciłam głowę i zapatrzyłam się w drogę do przodu. Przez pół drogi milczeliśmy wszyscy jak grób. Zerknęłam na zegarek jeszcze trzy godziny i Alec powinien wrócić. Jak nie wróci na czas, to bez wahania pójdę go znaleźć. Popatrzyłam na Kerry,która siedziała skulona na tyle samochodu.
-Gdzie my w ogóle jedziemy?-zapytałam
-W sumie to nie wiem. W bezpieczne miejsce-odpowiedział niepewnie
Heh. Akurat. Bezpieczne miejsce? Teraz to żadnych bezpiecznych miejsc nie ma , przecież to obłęd. Spojrzałam na niego ,ale odwróciłam wzrok i zerknęłam na drogę. W tej samej chwili pojawiła się chmura kurzu i nic kompletnie nie było widać. Zauważyłam tylko tyle , że jakiś samochód koziołkował w naszą stronę.
-Ben, uważaj!-krzyknęłam zdziwiona
W ostatniej chwili mężczyzna skręcił kierownicę i ominęliśmy samochód. Zerknęłam w lusterka i sprawdziłam co z samochodem. Zaraz ominęliśmy kolejny samochód , tym razem jakiś inny ,który stał z rozwalonym przodem.
-Nie pomożemy im?!-wyrwała się Kerry
-Nie wiemy kto to. A poza tym równie dobrze mogą być to wrogowie-mruknęłam
Po chwili usłyszeliśmy jakieś wystrzały i tylko zobaczyłam jak jakiś pocisk przedziurawia znak. To potwierdziło moje obawy , że to wrogowie. Jednak szybko wyjechaliśmy z tej zasłony kurzu.
-Dobra teraz tak na serio, gdzie nas zabierasz?-zapytałam poważnie
(?)
poniedziałek, 1 września 2014
sobota, 30 sierpnia 2014
od Romeo - C.D Katheriny / Od Ben'a
Od Romeo - C.D Katheriny
Zastanowiłem się, a Ben cały czas oglądał ranę. Dotknął ją nawet, ale zaraz z sykiem zabrał rękę. Przewróciłem oczami. On naprawdę był jak takie małe dziecko. Małe, niebezpieczne, obłąkane, niekoniecznie pojmujące to, że już nie jest w Manticore dziecko. Które nie ma na sobie koszulki, bo była cała przesiąknięta krwią i trzymał ją w ręce.Ok, co robimy. Mój umysł niemal natychmiast przestawił się na myślenie żołnierza. Dwadzieścia lat bycia nim daje we znaki. Zastanowiłem się chwilę, ale nie potrzebowałem wcale długiego czasu do namysłu, w końcu na wojnie trzeba podejmować szybkie decyzje i tego zostałem nauczony. Eh.. Gadam trochę jak Ben. To on tu jest psychopatycznym mordercą "bo tego go nauczono".
- Po pierwsze, powinniśmy się jak najszybciej stąd wynosić, znają nasze położenie. Będzie trzeba się przyczaić, bowiem nie znamy wroga. Eh, czuję się jak na zajęciach taktycznych - mruknąłem, chodząc po pokoju. - Ja pójdę za tym samochodem.
- Dlaczego ty? - spytała Kath.
- No właśnie - zgodził się Ben.
- Bo chcę mieć kogo przepytywać, a rozmawiać z zwłokami nie potrafię - wytłumaczyłem, a Ben mi przytaknął robiąc znów minę jak na filmach. - Nic mi nie będzie, poradzę sobie - odpowiedziałem za wczasu, bowiem wiedziałem, że Kath się martwi. - To tylko taki... zwiad. Wrócę za około cztery godziny i ruszam teraz, zanim ślad po nich zaginie.
I wyszedłem szybko z pokoju. Wiedziałem, że idą za mną. Ben z łatwością mnie dogonił, kiedy wyszliśmy z domu. Odwróciłem się do niego. Będę tego strasznie żałował, ale przynajmniej okaże się, czy Ben naprawdę ma dobre zamiary.
- Eh... Ben. Nie daj ich skrzywdzić - poprosiłem. Po chwili dodałem, ciszej. - Ich obronę potraktuj jak... swoją misję. Obowiązek. Zrozumiałeś?
Zobaczyłem jak zesztywniał i spojrzał na mnie wzrokiem którego odgadnąć nie mogłem. Tak, specjalnie użyłem tych słów, które dla niego miały większe znaczenie niż cokolwiek innego. Wiedziałem, że jeśli się zgodzi, to potraktuje to jak jakiś sens życia, ale zależało mi na bezpieczeństwie dziewczyn. A mimo, że go praktycznie nie znałem, wiem, że oddałby życie by wypełnić swą misję. W końcu to żołnierz, zaprogramowany na to by zabijać i być zabitym. Katherinie nie może się nic stać. Eh... chciałbym z nimi zostać. Bardzo chciałbym. I choć pewnie się do tego nigdy nie przyznam, po prostu zrobię wszystko by Ben nie wrócił do Manticore. Cóż, rodzina to dla mnie rzecz święta, choć nikłe miałem o niej pojęcie. Spojrzałem na niego. Wahał się.
- Tak - odpowiedział, od razu poważniejąc. Uśmiechnąłem się do niego i ruszyłem za śladem kół. Odwróciłem się jeszcze tylko i rzuciłem mu kluczyki od mojego samochodu. Eh, Chevy... Mam nadzieje, że on umie prowadzić.
- Jeśli ją zarysujesz, to Cię zabije! - krzyknąłem jeszcze i poszedłem dalej.
Od Ben'a
Patrzyłem jak odchodzi, nadal stojąc jak kołek. Jeszcze tylko złapałem kluczyki, nawet nie patrząc się na nie. Uwielbiam moce X5. Wypuściłem powietrze z płuc, intensywnie myśląc o tym wszystkim. Miałem się, hmm, zaopiekować Kath i tą dziewczyną. Nie jestem niańką, ale co miałem zrobić? Z jego słów wnioskuje, że to mój obowiązek.Obowiązek.
Misja.
Z nimi wiąże się również dyscyplina, więc się zgodziłem. Ufa mi, heh. Miło. Schowałem do kieszeni kluczyki od jego samochodu, po czym poszedłem do kuchni. Stały tam obie i mimowolnie się zawstydziłem, gdy poczułem ich spojrzenia na sobie. Nie było mojego zmieszania widać, przecież nie dam im tej satysfakcji. Kerry przypatrywała się tatuażom, widocznie zdziwiona. Potraktuje to jako komplement, nie mam ochoty się teraz kłócić ani tłumaczyć.
- Musimy stąd iść - powiedziałem, opierając się o blat. To wszystko mi się nie podobało, ale co poradzić? Wiele rzeczy może nam się nie podobać. Ruszyliśmy do wyjścia. I wtedy poczułem czyjeś palce na moich plecach. Wzdrygnąłem się i odskoczyłem jak oparzony odwracając się do dziewczyn. Przez chwilę nie oddychałem, by zaraz opróżnić i ponownie napełnić płuca świeżym powietrzem, uspokajając się. Kerry spuściła wzrok i już wiedziałem kto jest winien.
- Przepraszam - powiedziała zawstydzona. I jest nas dwoje.
- Nie lubię być dotykany - wytłumaczyłem chłodnym głosem, nadal czując mrowienie w miejscu, gdzie przejechała palcami. Nie lubię? Nienawidzę. Po prostu nienawidzę, gdy ktoś mnie dotyka. Ten przywilej mają tylko niektóre osoby, a i tak nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Powiedzmy, że uraz z dzieciństwa plus kilka lat całkowitej samotności trochę mnie wyalienowały i sięgnąłem rozum do głowy, wiedząc, że nigdy nie znamy zamiarów innych. A dotyk oznacza bliskość, bliskość oznacza praktycznie brak czasu na reakcję, która by była odpowiedzią na niespodziewany atak. Chyba nie trzeba być Sherlockiem, że to była prawdziwa udręka, gdy Alec i Kath mnie trzymali. Alec'a bym zniósł, knebel jeszcze przeżył choć i tak wykazałem się dużym zaufaniem, ale Kath siedząca na mojej piersi, to była przesada. Nadal czułem w tym miejscu nieprzyjemne ciepło. Znaczy ciepło było w miarę przyjemne, ale sam fakt wywołania go już nie. Naprawdę, to przypalanie było niczym przy tym, ale wiedziałem, że to potrzebne. Jej głos brutalnie przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Nie musisz tak na nią napadać - warknęła Katherina. Napadać? Ja?
- Po prostu jeśli nie musicie, nie dotykajcie mnie. Ani w plecy, ani w pierś, ramiona, ręce czy nogi a tym szczególnie szyję, kark, głowę. Trzymajcie się tego, bo przez najbliższe cztery godziny musimy ze sobą wytrzymać. Jak mówiłem: jeśli nie ma takiej potrzeby, ręce przy sobie - mruknąłem, po czym zgarnąłem swoją kurtkę i zarzuciłem ją na ramiona, niczym taką barierę "anty-dotykową". Moja koszulka była zupełnie przesiąknięta i do założenia się nie nadawały.
O matko.
Zapomniałem o krwi.
- Poczekajcie tu chwilę - rzuciłem i wszedłem szybko na górę. Na podłodze było trochę mojej krwi, ale wystarczająco dla dobrego łowcy. Wyjąłem jakikolwiek dezodorant i napsikałem na krew, by ją zanieczyścić. Po chwili już nie nadawała się do niczego. Starłem rozcieńczoną posokę, odłożyłem na miejsce dezodorant. I przy okazji zmyłem z ręki zaschniętą już ciecz, pozostałą po ranie. Wyszedłem na dwór, by rzucić na ziemię szmatkę oraz moją koszulkę. Wyjąłem zapalniczkę i rzuciłem ją na rzeczy, które od razu zajęły się ogniem dzięki dezodorantowi. Nie ma to jak improwizowane zacieranie śladów. Eh. Na szczęście rzeczy się spaliły. Odwróciłem się do dziewczyn.
- Zmywajmy się stąd, zanim wrócą - rzekłem i wsiadłem do Impali.
( Katherina?)
piątek, 29 sierpnia 2014
od Katheriny - C.D Romeo
Zeszłam w końcu z niego i popatrzyłam na niego trochę zdziwiona, gdy usłyszałam jego wypowiedź.
-Nie........ Tak-powiedziałam poważnie w tym samym momencie co Alec, na żarty powiedział "tak".
Popatrzyłam na niego, ale z powagi zaraz nic nie wyszło , bo uśmiechnęłam się do niego rozbawiona. W tej samej chwili usłyszałam , że ktoś na dole otwiera nasze drzwi. Zbiegłam szybko na dół i odciągnęłam Kerry od drzwi i znów je zamknęłam.
-Dziewczyno, proszę nie zachowuj się jak dziecko-powiedziałam zrezygnowana
-Chcę wrócić do domu-dodała poważnie
-Potem-warknęłam
-Teraz-mruknęła wkurzona
Eh nie chciałam tego robić, ale na górze trzeba wszystko wyjaśnić z Ben'em i Alec'em. A jak ta chce cały czas uciekać mi z domu to , to nie wyjdzie. Zahipnotyzowałam ją i kazałam siedzieć grzecznie w kuchni. Cóż na nią na szczęście hipnoza działała więc problemów nie było. Wróciłam się do chłopaków , a Ben już siedział spokojnie na kanapie.
-Sorki, Kerry chce usilnie iść do domu-mruknęłam
-No to niech idzie-powiedział obojętnie Ben
Spojrzałam na niego trochę wkurzona, ale zaraz pokręciłam głową i usiadłam na kanapie obok Alec'a.
-Ben, ja obiecałam Rey'owi , że się nią zaopiekują -wyjaśniłam-Nie chcę tego złamać. Ale nic. Nikomu się więcej nic nie stało?
-Nie, ja jestem cały-odpowiedział szybko Alec.
-No, pierwszy raz chyba nie dostałeś -zaśmiałam się-Kerry też jest cała,ale roztrzęsiona. Więc musiałam ją zahipnotyzować.
-Działa na nią hipnoza? To czym ona jest?-zapytał zdziwiony Alec
-Do końca nie wiem. Nie wspominali o tym -wzruszyłam ramionami.-No a jak rana Ben?
-Jak widać lepiej. A co martwisz się?-zapytał kąśliwie
-Ciesz się, że nie wykopałam Cię na zbity pysk z mojego domu-warknęłam- Poza tym tak martwię się o wszystkich , zawsze którzy są pod moim dachem. Poza tym jesteś bratem Alec'a.
Zamilkłam. W sumie wszyscy milczeli, a ja zamyśliłam się nad tą rozmową z Rey'em.
-Dobra to co my mamy teraz robić? Ktoś ma pomysły?-westchnęłam cicho
(?)
-Nie........ Tak-powiedziałam poważnie w tym samym momencie co Alec, na żarty powiedział "tak".
Popatrzyłam na niego, ale z powagi zaraz nic nie wyszło , bo uśmiechnęłam się do niego rozbawiona. W tej samej chwili usłyszałam , że ktoś na dole otwiera nasze drzwi. Zbiegłam szybko na dół i odciągnęłam Kerry od drzwi i znów je zamknęłam.
-Dziewczyno, proszę nie zachowuj się jak dziecko-powiedziałam zrezygnowana
-Chcę wrócić do domu-dodała poważnie
-Potem-warknęłam
-Teraz-mruknęła wkurzona
Eh nie chciałam tego robić, ale na górze trzeba wszystko wyjaśnić z Ben'em i Alec'em. A jak ta chce cały czas uciekać mi z domu to , to nie wyjdzie. Zahipnotyzowałam ją i kazałam siedzieć grzecznie w kuchni. Cóż na nią na szczęście hipnoza działała więc problemów nie było. Wróciłam się do chłopaków , a Ben już siedział spokojnie na kanapie.
-Sorki, Kerry chce usilnie iść do domu-mruknęłam
-No to niech idzie-powiedział obojętnie Ben
Spojrzałam na niego trochę wkurzona, ale zaraz pokręciłam głową i usiadłam na kanapie obok Alec'a.
-Ben, ja obiecałam Rey'owi , że się nią zaopiekują -wyjaśniłam-Nie chcę tego złamać. Ale nic. Nikomu się więcej nic nie stało?
-Nie, ja jestem cały-odpowiedział szybko Alec.
-No, pierwszy raz chyba nie dostałeś -zaśmiałam się-Kerry też jest cała,ale roztrzęsiona. Więc musiałam ją zahipnotyzować.
-Działa na nią hipnoza? To czym ona jest?-zapytał zdziwiony Alec
-Do końca nie wiem. Nie wspominali o tym -wzruszyłam ramionami.-No a jak rana Ben?
-Jak widać lepiej. A co martwisz się?-zapytał kąśliwie
-Ciesz się, że nie wykopałam Cię na zbity pysk z mojego domu-warknęłam- Poza tym tak martwię się o wszystkich , zawsze którzy są pod moim dachem. Poza tym jesteś bratem Alec'a.
Zamilkłam. W sumie wszyscy milczeli, a ja zamyśliłam się nad tą rozmową z Rey'em.
-Dobra to co my mamy teraz robić? Ktoś ma pomysły?-westchnęłam cicho
(?)
od Romeo - C.D Katheriny
Rana Katheriny na szczęście nie była groźna, w przeciwieństwie do Ben'a, który też oberwał. Byliśmy w innym pokoju, Ben siedział spokojnie na krześle i patrzył na swoją ranę. Nie wyglądała najlepiej, ale chociaż tym razem to nie ja dostałem. Spojrzałem na jego ranę, która była idealnie dwa centymetry pod prawym obojczykiem, a może bardziej na skos, jeszcze bardziej w prawo. Wiem, że okropnie krwawiło, na pewno kula drasnęła tętnicę. Nie mówiąc o tym, że przeszła na wylot. Będzie trzeba wypalić. Spojrzał na mnie i przeczesał lewą ręką włosy.
- Auć - mruknął, zdjął ledwie koszulkę i przyłożył do rany. Trzeba to jakoś zatamować, a koszulka już przemokła.
- To będzie bolało - ostrzegłem go.
- Przecież wiem.
Zszedłem na dół, do Katheriny.
- Gdzie jest Ben? - spytała, rozglądając się.
- Dostał kulką.... Masz do pożyczenia żelazko? - rzekłem, rozglądając się. Zmarszczyła brwi i po chwili wahania mi dała. Wróciłem na górę, do Ben'a. Siedział, będąc blady jak trup. Po jego ramieniu spływała krew, przez rękę i dłoń aż w końcu kapiąc na podłogę. Podłączyłem żelazko. Oh, współczuję mu, bo to będzie cholernie bolało.
- Przygotuj się na największy ból, jaki kiedykolwiek czułeś - ostrzegłem go. Lekko spłycił mu się głos, po czym wstał i położył się na plecach, na podłodze. Unieruchomiłem mu rękę, przygniatając ją kolanem, by mieć obie ręce wolne.
- Myślisz, że to moje pierwsze wypalanie rany? - zaśmiał się. - Choć pierwszy raz ktoś to robi żelazkiem. Za słabo mnie trzymasz.
Nagle w drzwiach pojawiła się Katherina. Ok, to musiał być naprawdę komiczny widok. Zmarszczyła brwi, zaskoczona.
- Eh, Kath, pomożesz mi go trzymać? - poprosiłem. - Trzeba wypalić ranę, nie mam nic żelaznego czy metalowego ani prochu strzelniczego by to zrobić tradycyjnie, więc zostało mi żelazko - wytłumaczyłem. Po chwili wahania, podeszła.
- Jak mam go przytrzymać? - spytała.
- Druga ręka i pierś musi być unieruchomiona. Nie sądzę, by nie próbował się wyrywać. Ah, prawie bym zapomniał - mruknąłem i zakneblowałem go. Nie chcemy, by się darł na całe gardło, co? Wystraszyłby tą dziewczynę na śmierć. Katherina usiadła na piersi Ben'a, a ja wziąłem żelazko i przyłożyłem do rany. Owszem próbował się wyrwać, ale nie trwało to jakoś długo, po niecałej minucie "wypalania" rany, przestałem. Nie krwawiła już, jak i zaczynała się goić, dzięki szybkiej regeneracji typowej dla x-pięć. Kath z niego zeszła, a ja go puściłem, zdejmując knebel. Ben po chwili się podniósł i zaczął patrzeć na swoją ranę. Siedziałem koło niego.
- Dobrze się bawiliście? - spytał, patrząc na nas. Oddychał szybko ale i głęboko.
(Katherina?)
- Auć - mruknął, zdjął ledwie koszulkę i przyłożył do rany. Trzeba to jakoś zatamować, a koszulka już przemokła.
- To będzie bolało - ostrzegłem go.
- Przecież wiem.
Zszedłem na dół, do Katheriny.
- Gdzie jest Ben? - spytała, rozglądając się.
- Dostał kulką.... Masz do pożyczenia żelazko? - rzekłem, rozglądając się. Zmarszczyła brwi i po chwili wahania mi dała. Wróciłem na górę, do Ben'a. Siedział, będąc blady jak trup. Po jego ramieniu spływała krew, przez rękę i dłoń aż w końcu kapiąc na podłogę. Podłączyłem żelazko. Oh, współczuję mu, bo to będzie cholernie bolało.
- Przygotuj się na największy ból, jaki kiedykolwiek czułeś - ostrzegłem go. Lekko spłycił mu się głos, po czym wstał i położył się na plecach, na podłodze. Unieruchomiłem mu rękę, przygniatając ją kolanem, by mieć obie ręce wolne.
- Myślisz, że to moje pierwsze wypalanie rany? - zaśmiał się. - Choć pierwszy raz ktoś to robi żelazkiem. Za słabo mnie trzymasz.
Nagle w drzwiach pojawiła się Katherina. Ok, to musiał być naprawdę komiczny widok. Zmarszczyła brwi, zaskoczona.
- Eh, Kath, pomożesz mi go trzymać? - poprosiłem. - Trzeba wypalić ranę, nie mam nic żelaznego czy metalowego ani prochu strzelniczego by to zrobić tradycyjnie, więc zostało mi żelazko - wytłumaczyłem. Po chwili wahania, podeszła.
- Jak mam go przytrzymać? - spytała.
- Druga ręka i pierś musi być unieruchomiona. Nie sądzę, by nie próbował się wyrywać. Ah, prawie bym zapomniał - mruknąłem i zakneblowałem go. Nie chcemy, by się darł na całe gardło, co? Wystraszyłby tą dziewczynę na śmierć. Katherina usiadła na piersi Ben'a, a ja wziąłem żelazko i przyłożyłem do rany. Owszem próbował się wyrwać, ale nie trwało to jakoś długo, po niecałej minucie "wypalania" rany, przestałem. Nie krwawiła już, jak i zaczynała się goić, dzięki szybkiej regeneracji typowej dla x-pięć. Kath z niego zeszła, a ja go puściłem, zdejmując knebel. Ben po chwili się podniósł i zaczął patrzeć na swoją ranę. Siedziałem koło niego.
- Dobrze się bawiliście? - spytał, patrząc na nas. Oddychał szybko ale i głęboko.
(Katherina?)
od Katheriny - C.D Romeo
Siedziałam z Kerry i rozmawiałam z nią na spokojnie. Ben przez pewien czas przyglądał nam się uważnie, ale później gdzieś poszedł. Kerry opowiadała i streszczała wszystko coraz bardziej dokładniej. W końcu do kuchni weszli Ben i Alec. Złożyli pewną propozycję. W sumie nie była tak zła, nawet bardzo dobra.
-Mam kontakt ,ale nie wiem czy odbierze -wyjaśniłam
-Spróbujmy-poprosił Ben
Skinęłam spokojnie głową i złapałam za telefon i zaczęłam dzwonić. Czekałam dobre parę minut, ale nikt nie odebrał.
-Nie odbiera -mruknęłam wkurzona
Weszłam do kuchni i złapałam za butelkę alkoholu. Tak standard u mnie w domu nigdy nie zabraknie alkoholu. Porzuciłam go mężczyzną, którzy oczywiście napili się go. Zaraz usłyszałam wibracje. Podeszłam do lady i wzięłam telefon. Wyświetlał się numer Rey'a. Odebrałam i szybko włączyłam na głośnik.
-Kerry nic nie mów-poprosiłam cicho - Halo? Rey?
-Katherina?! Wróciłaś do domu?-zapytał szybko
-Tak, tak wróciłam -odpowiedziałam
-To dobrze, to wynoś się z naszego domu i ukryj się gdzieś. Błagam-powiedział przerażony
-Chwila ,ale o co chodzi?-zapytałam zdziwiona
-Katherina...... Zrobiłem coś strasznego. A teraz ktoś próbuje mnie zabić. Nie wracam do domu, muszę się ukryć. Zaopiekuj się Kerry. Błagam...........oni wiedzą , że była kiedy zabraliśmy dokumenty od ciebie z pokoju-wyłkał
-Tak ja też o tym wiem-warknęłam
-Wybacz mi! Nie chciałem tego robić. Myślałem ,że w ten sposób Ci pomogę. A bardziej zaszkodziłem-westchnął. -Proszę uważaj na siebie!
W tej samej chwili usłyszałam w tle, dźwięk przedzierania się przez las i czyjeś krzyki, oraz wycie psów.
-Muszę kończyć......Niedługo się zobaczymy. Mam nadzieję -powiedział szybko
-Rey..... Czek.....-nie skończyłam bo się rozłączył.
Westchnęłam cicho i weszłam do kuchni. Kerry tam nie było. W tej samej chwili usłyszałam pisk opon na polu. Wyleciałam jak oparzona z domu i w tej samej chwili zobaczyłam jak Kerry wychodzi z mojego ogrodu. W samochodzie ktoś wystawił broń. Skoczyłam w jej stronę i usłyszałam tylko głuchy strzał i ból w ramieniu. Upadłam na Kerry , żeby ją osłonić ,a z domu wybiegli jeszcze Alec i Ben. Samochód odjechał, a ja podniosłam się z roztrzęsionej dziewczyny. Położyłam się tuż obok niej na trawie i dotknęłam ramienia.
-Ehh jak miło-mruknęłam zdenerwowana, widząc że kula trafiła moje ramię,które zagoiło się tydzień temu po kołku.
Podniosłam się z trawy i zabrałam do domu Kerry. Zamknęłam drzwi na klucz i zakazałam jej wychodzenia. Weszłam szybko do łazienki i wzięłam pęsetę ,a następnie wyciągnęłam kulę z ramienia. Odkaziłam ją i założyłam sobie bandaż. Założyłam inną, luźną bluzkę na ramiączkach ,która odsłaniała bandaż i wyszłam z łazienki.
-To co robimy?-mruknęłam spoglądając na przerażoną Kerry.
(?)
-Mam kontakt ,ale nie wiem czy odbierze -wyjaśniłam
-Spróbujmy-poprosił Ben
Skinęłam spokojnie głową i złapałam za telefon i zaczęłam dzwonić. Czekałam dobre parę minut, ale nikt nie odebrał.
-Nie odbiera -mruknęłam wkurzona
Weszłam do kuchni i złapałam za butelkę alkoholu. Tak standard u mnie w domu nigdy nie zabraknie alkoholu. Porzuciłam go mężczyzną, którzy oczywiście napili się go. Zaraz usłyszałam wibracje. Podeszłam do lady i wzięłam telefon. Wyświetlał się numer Rey'a. Odebrałam i szybko włączyłam na głośnik.
-Kerry nic nie mów-poprosiłam cicho - Halo? Rey?
-Katherina?! Wróciłaś do domu?-zapytał szybko
-Tak, tak wróciłam -odpowiedziałam
-To dobrze, to wynoś się z naszego domu i ukryj się gdzieś. Błagam-powiedział przerażony
-Chwila ,ale o co chodzi?-zapytałam zdziwiona
-Katherina...... Zrobiłem coś strasznego. A teraz ktoś próbuje mnie zabić. Nie wracam do domu, muszę się ukryć. Zaopiekuj się Kerry. Błagam...........oni wiedzą , że była kiedy zabraliśmy dokumenty od ciebie z pokoju-wyłkał
-Tak ja też o tym wiem-warknęłam
-Wybacz mi! Nie chciałem tego robić. Myślałem ,że w ten sposób Ci pomogę. A bardziej zaszkodziłem-westchnął. -Proszę uważaj na siebie!
W tej samej chwili usłyszałam w tle, dźwięk przedzierania się przez las i czyjeś krzyki, oraz wycie psów.
-Muszę kończyć......Niedługo się zobaczymy. Mam nadzieję -powiedział szybko
-Rey..... Czek.....-nie skończyłam bo się rozłączył.
Westchnęłam cicho i weszłam do kuchni. Kerry tam nie było. W tej samej chwili usłyszałam pisk opon na polu. Wyleciałam jak oparzona z domu i w tej samej chwili zobaczyłam jak Kerry wychodzi z mojego ogrodu. W samochodzie ktoś wystawił broń. Skoczyłam w jej stronę i usłyszałam tylko głuchy strzał i ból w ramieniu. Upadłam na Kerry , żeby ją osłonić ,a z domu wybiegli jeszcze Alec i Ben. Samochód odjechał, a ja podniosłam się z roztrzęsionej dziewczyny. Położyłam się tuż obok niej na trawie i dotknęłam ramienia.
-Ehh jak miło-mruknęłam zdenerwowana, widząc że kula trafiła moje ramię,które zagoiło się tydzień temu po kołku.
Podniosłam się z trawy i zabrałam do domu Kerry. Zamknęłam drzwi na klucz i zakazałam jej wychodzenia. Weszłam szybko do łazienki i wzięłam pęsetę ,a następnie wyciągnęłam kulę z ramienia. Odkaziłam ją i założyłam sobie bandaż. Założyłam inną, luźną bluzkę na ramiączkach ,która odsłaniała bandaż i wyszłam z łazienki.
-To co robimy?-mruknęłam spoglądając na przerażoną Kerry.
(?)
od Romeo - C.D Katheriny
Westchnąłem. Tragedią by było odbudowanie Manticore. Myślałem, że nigdy już się tego nie podejmą, ich wszystkie badania, laboratoria były spalone w wielkim pożarze sześć lat temu. Chyba że... chyba, że mieli kopie zapasowe w innej bazie. Tamci ludzie Białego nie mieli gnata, noża tylko paralizator o wystarczającej mocy by zdrowa x-piątka straciła przytomność. Być może chcieli nas żywych? Jeśli tak, nie ma co się pakować w to wszystko. Tylko się zaszyć i nie dać się złapać. Ah no i ostrzec innych, ale teraz nie mamy pewności. To nie musi być Manticore, może po prostu jakaś sekta czy coś. Ben spojrzał na mnie i mimo jego kamiennej miny, wiedziałem, że się boi. Manticore to jedyna rzecz na świecie, której się boi. No i może piekło, ale to chyba wiadomo.
- Pójdę się jeszcze rozejrzeć, zostańcie tutaj - mruknąłem. Ben spojrzał na mnie lekko zdziwiony i nieufny. Tak, on był jednym z tych ludzi, którzy dosłownie nikomu nie ufają. On nawet mi nie potrafił zaufać, choć i tak wystarczającym dowodem, że się stara było to, że spał przy nas. Wbiegłem na górę i westchnąłem cicho, po czym uruchomiłem stan Łowcy. Tak samemu z siebie nie było łatwo, ale dla chcącego nic trudnego. Od razu zrozumiałem zmieszanie Ben'a, kiedy próbował coś znaleźć, gdyż od razu uderzył we mnie taki natłok zapachów. Tak jak określił "jakby wybuchła tu bomba zapachowa". Ben... Owszem, mogłem zdać się na niego. Ale on nie miał doświadczenia. Owszem, był bardzo dobrym łowcą, w końcu to mój brat, ale on nie znał się na takim tropieniu. On polował, miał wyznaczony cel który tropił i ścigał. Ten cel często krwawił. A tutaj? Nawet ja nie wiem czego szukać.
Szybko rozpoznałem, nie wiem jak, który zapach jest Rey'a, a który tego drugiego. A po chwili się uśmiechnąłem mimowolnie, gdy poczułem zapach Katheriny, bardzo silny mimo jej długiej nieobecności. Wypuściłem z płuc powietrze głośno i znów zacząłem szukać czegoś istotnego. Wyostrzony wzrok to super sprawa, tak samo jak słuch i węch. I wtedy zobaczyłem to. Na jednej z kartek papieru było kilka kropel krwi. Widocznie szukając istotnych dokumentów, któryś z nich zaciął się. Podniosłem tą kartkę. Krew zaschnięta, ale w miarę świeża, a zapach mocny. Była tego drugiego, ale było jej za mało by po zapachu krwi go wyśledzić. Nagle w drzwiach pojawił się Ben. Odwróciłem się w jego stronę, zaskoczony. Oparł się o framugę z tym swoim denerwującym uśmieszkiem, który nigdy nie schodził z jego ust. Spojrzałem na niego. Podszedł do mnie i wziął dokument, na którym była krew. Przyjrzał mu się w milczeniu, po czym przeniósł wzrok znów na mnie.
- To może być Manticore? - spytał cicho.
- Raczej nie. Po co Rey miałby się wpakować w ich sprawy, a po co oni mieliby go przyjąć? - powiedziałem. Pokiwał głową. Zeszliśmy na dół. Zauważyłem, jak Ben ściąga kurtkę. Ha, wreszcie będzie można nas odróżnić, bo jego bluzka nie miała rękawów. Skierowałem swą uwagę na Katherine, która stała przede mną.
- Masz jak skontaktować się z Rey'em? - spytałem - Możemy z nim porozmawiać. Raczej, ty byś rozmawiała, my słuchali.
(Kath?)
- Pójdę się jeszcze rozejrzeć, zostańcie tutaj - mruknąłem. Ben spojrzał na mnie lekko zdziwiony i nieufny. Tak, on był jednym z tych ludzi, którzy dosłownie nikomu nie ufają. On nawet mi nie potrafił zaufać, choć i tak wystarczającym dowodem, że się stara było to, że spał przy nas. Wbiegłem na górę i westchnąłem cicho, po czym uruchomiłem stan Łowcy. Tak samemu z siebie nie było łatwo, ale dla chcącego nic trudnego. Od razu zrozumiałem zmieszanie Ben'a, kiedy próbował coś znaleźć, gdyż od razu uderzył we mnie taki natłok zapachów. Tak jak określił "jakby wybuchła tu bomba zapachowa". Ben... Owszem, mogłem zdać się na niego. Ale on nie miał doświadczenia. Owszem, był bardzo dobrym łowcą, w końcu to mój brat, ale on nie znał się na takim tropieniu. On polował, miał wyznaczony cel który tropił i ścigał. Ten cel często krwawił. A tutaj? Nawet ja nie wiem czego szukać.
Szybko rozpoznałem, nie wiem jak, który zapach jest Rey'a, a który tego drugiego. A po chwili się uśmiechnąłem mimowolnie, gdy poczułem zapach Katheriny, bardzo silny mimo jej długiej nieobecności. Wypuściłem z płuc powietrze głośno i znów zacząłem szukać czegoś istotnego. Wyostrzony wzrok to super sprawa, tak samo jak słuch i węch. I wtedy zobaczyłem to. Na jednej z kartek papieru było kilka kropel krwi. Widocznie szukając istotnych dokumentów, któryś z nich zaciął się. Podniosłem tą kartkę. Krew zaschnięta, ale w miarę świeża, a zapach mocny. Była tego drugiego, ale było jej za mało by po zapachu krwi go wyśledzić. Nagle w drzwiach pojawił się Ben. Odwróciłem się w jego stronę, zaskoczony. Oparł się o framugę z tym swoim denerwującym uśmieszkiem, który nigdy nie schodził z jego ust. Spojrzałem na niego. Podszedł do mnie i wziął dokument, na którym była krew. Przyjrzał mu się w milczeniu, po czym przeniósł wzrok znów na mnie.
- To może być Manticore? - spytał cicho.
- Raczej nie. Po co Rey miałby się wpakować w ich sprawy, a po co oni mieliby go przyjąć? - powiedziałem. Pokiwał głową. Zeszliśmy na dół. Zauważyłem, jak Ben ściąga kurtkę. Ha, wreszcie będzie można nas odróżnić, bo jego bluzka nie miała rękawów. Skierowałem swą uwagę na Katherine, która stała przede mną.
- Masz jak skontaktować się z Rey'em? - spytałem - Możemy z nim porozmawiać. Raczej, ty byś rozmawiała, my słuchali.
(Kath?)
od Katheriny - C.D Romeo
Zerknęłam jeszcze raz, dokładniej na dokumenty i stopniowo poprzypominałam sobie wszystkie jakie miałam w poszczególnych miejscach.
-Zniknęły dwie kartki ,które miałam na twój temat Alec. Ale jeszcze przed tym jak odzyskałeś pamięć. Następnie zniknęły ostatnie sprawy z zabójstwami i......... a właśnie miałam tutaj swoje dokumenty. To co jest?! Kto wziął moje dokumenty. Miałam parę spraw które musiałam załatwić po powrocie. I jeszcze trochę innych. Mniej więcej było tam też przestudiowanie wszystkich ras. -mruknęłam wkurzona
Skoro Rey tutaj był to co się stało?! Kto do jasnej ciasnej wkradł się do mojego domu. Czy Rey mu pomagał? W pewnej chwili usłyszałam coś zza drzwi, jakiś płacz i skrzypienie drzwi w pokoju mojego przybranego brata. Szybko znalazłam się tam i zauważyłam Kerry (dziewczyna Rey'a). Ona podskoczyła przerażona, a ja przyjrzałam jej się zdziwiona.
-Kerry co ty tutaj robisz? Co się stało?-zapytałam
-Rey, przyprowadził mnie tutaj.-wydukała-Kiedy zobaczył kartkę od ciebie, to........... się wkurzył i zadzwonił po mojego brata. On nie chciał u ciebie nic grzebać. Ale dowiedziałam się tyle , że mój brat gdzieś do jakiejś bardzo znanej grupy należy, a Rey jest ich informatorem i też chce być członkiem....... Katherina ja się boję-rozpłakała się.
Dziewczyna chciała się osunąć, jednak ją przytrzymałam i zeszłam z nią na dół. Zaraz za mną przyszli Alec i Ben przyglądając się naszemu gościowi. Zrobiłam jej herbatę i podałam. Kerry miała podpuchnięte oczy i całe czerwone. Zastanawiało mnie to kiedy to się stało?
-Kiedy to się stało?-zadałam pytanie
-Wczoraj. Siedziałam w kuchni z Rey'em , a mój brat wparował do was do domu i pobiegł na górę. Chciałam się dowiedzieć o co chodzi i w ogóle. Ale Rey mnie złapał i nie pozwalał wyjść. Gdy krzyknął "szybciej" do mojego brata to usłyszałam , że coś się rozwala....... Potem gdy wyrwałam się Rey'owi jak szedł na górę, to popchnął mnie na ścianę ze złości. Gdy byli razem w twoim pokoju, schowałam się w szafie u Rey'a. I resztę już powiedziałam-wyjaśniła roztrzęsiona. Skinęłam głową i popatrzyłam na chłopaków. Podniosłam się z krzesła i wyszłam z nimi do salonu zamyślona.
-Co się jeszcze dowiedziałaś?-zapytali obaj.
-Jakaś duża grupa...........myślicie że to mogą być Manticore?-zapytałam tym razem ja ich.
(?)
-Zniknęły dwie kartki ,które miałam na twój temat Alec. Ale jeszcze przed tym jak odzyskałeś pamięć. Następnie zniknęły ostatnie sprawy z zabójstwami i......... a właśnie miałam tutaj swoje dokumenty. To co jest?! Kto wziął moje dokumenty. Miałam parę spraw które musiałam załatwić po powrocie. I jeszcze trochę innych. Mniej więcej było tam też przestudiowanie wszystkich ras. -mruknęłam wkurzona
Skoro Rey tutaj był to co się stało?! Kto do jasnej ciasnej wkradł się do mojego domu. Czy Rey mu pomagał? W pewnej chwili usłyszałam coś zza drzwi, jakiś płacz i skrzypienie drzwi w pokoju mojego przybranego brata. Szybko znalazłam się tam i zauważyłam Kerry (dziewczyna Rey'a). Ona podskoczyła przerażona, a ja przyjrzałam jej się zdziwiona.
-Kerry co ty tutaj robisz? Co się stało?-zapytałam
-Rey, przyprowadził mnie tutaj.-wydukała-Kiedy zobaczył kartkę od ciebie, to........... się wkurzył i zadzwonił po mojego brata. On nie chciał u ciebie nic grzebać. Ale dowiedziałam się tyle , że mój brat gdzieś do jakiejś bardzo znanej grupy należy, a Rey jest ich informatorem i też chce być członkiem....... Katherina ja się boję-rozpłakała się.
Dziewczyna chciała się osunąć, jednak ją przytrzymałam i zeszłam z nią na dół. Zaraz za mną przyszli Alec i Ben przyglądając się naszemu gościowi. Zrobiłam jej herbatę i podałam. Kerry miała podpuchnięte oczy i całe czerwone. Zastanawiało mnie to kiedy to się stało?
-Kiedy to się stało?-zadałam pytanie
-Wczoraj. Siedziałam w kuchni z Rey'em , a mój brat wparował do was do domu i pobiegł na górę. Chciałam się dowiedzieć o co chodzi i w ogóle. Ale Rey mnie złapał i nie pozwalał wyjść. Gdy krzyknął "szybciej" do mojego brata to usłyszałam , że coś się rozwala....... Potem gdy wyrwałam się Rey'owi jak szedł na górę, to popchnął mnie na ścianę ze złości. Gdy byli razem w twoim pokoju, schowałam się w szafie u Rey'a. I resztę już powiedziałam-wyjaśniła roztrzęsiona. Skinęłam głową i popatrzyłam na chłopaków. Podniosłam się z krzesła i wyszłam z nimi do salonu zamyślona.
-Co się jeszcze dowiedziałaś?-zapytali obaj.
-Jakaś duża grupa...........myślicie że to mogą być Manticore?-zapytałam tym razem ja ich.
(?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)