-Już myślałem,że się nie obudzisz-mruknąłem
-Jednak tutaj jestem, tak samo jak ty-uśmiechnęła się zadowolona.
Trzymałem ją cały czas,przytulając do siebie, bo na prawdę było mi za nią tak strasznie tęskno. Co z tego,że była u mnie w domu i inne rzeczy.Po prostu nie mogłem tego czasu wytrzymać bez niej.
-Kocham Cię, nie wiem co bym zrobił gdybym Cię stracił-odpowiedziałem
-A ja nie wiem, gdybym to ja ciebie straciła-wyjaśniła
Siedzieliśmy przez pewien czas w ciszy, trwając tak w uścisku, ale w końcu odsunąłem się od niej i pocałowałem namiętnie. Wziąłem butelkę z krwią i podałem dziewczynie.
-Wynagrodzę Ci to wszystko, jak wyzdrowiejesz. Lecz najpierw wypij to, pomoże Ci w regeneracji. -poprosiłem
(?)
środa, 30 lipca 2014
od Katheriny - C.D Romeo
Siedziałam i właśnie sama się przebierałam , miałam już na sobie spodnie , tyle że bluzki nie. Stałam przed lustrem, gdy nagle drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł Alec.
-Jesteś-powiedział, czy bardziej odetchnął
-A czemu miało by mnie nie być?-zapytałam.-Wbiłam kołek w serce Nicolas'owi. Raczej powinien nie żyć.
-Ah sam nie wiem-westchnął i usiadł na łóżku.
-Co to za naburmuszona mina? Przyłaź tu i pomóż mi w ściągnięciu tego gorsetu!-poprosiłam z uśmiechem.
Alec wstał z łóżka i zaśmiał się cicho. Podniosłam swoje włosy do góry, a mężczyzna zaczął powoli rozwiązywać gorset. Po 10 minutach w końcu rozwiązał go, a ja mogłam ściągnąć go. Zrobiłam to i rzuciłam go do torby. Jednak zasłoniłam się ręką i podeszłam do łóżka gdzie był mój stanik. Odwrócona plecami do Alec'a ubrałam na siebie górną część bielizny oraz bluzkę. Usłyszałam ciche mruknięcie niezadowolenia.
-Mogłaś być bez bluzki-powiedział trochę naburmuszony .
Odwróciłam się do niego z uśmiechem i przyjrzałam mu się uważnie od góry do dołu, zaczęłam powoli do niego podchodzić.
-Nie ładnie, to ja musiałam na ciebie czekać -zaśmiałam się i pogroziłam mu palcem.
Alec nadal był w tym smokingu, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. Miałam ochotę już się na niego rzucić,ale to było by hm..........jak by to powiedzieć po staroświecku , nie odpowiednie? Przecież coś takiego damie nie przystoi. Zaśmiałam się w duszy , na te dziwne słowa i znalazłam się obok mężczyzny.
Pocałowałam go namiętnie i zachłannie, a Alec przyciągnął mnie gwałtownie do siebie.
-Zauważyłam,że się martwiłeś -mruknęłam
-Kiedy?-zapytał
-Przyszedłem, a twój głos był pełen ulgi,że mnie widzisz-wyjaśniłam-Coś się stało.
-Katherina..........czemu zawsze musisz przerywać takie ładne chwile?-spytał trochę przejęty.
-Oj no, bo ja też się o ciebie martwię -uśmiechnęłam się tajemniczo.
Złapałam go za policzki i pocałowałam namiętnie. Zaraz wylądowałam na łóżku , a Alec zaczął całować moją szyję. Heh, przez ten wyjazd , nawet zapomniałam o tym wszystkim,że stracił pamięć i sobie wszystko przypomina.
(Romeo?)
-Jesteś-powiedział, czy bardziej odetchnął
-A czemu miało by mnie nie być?-zapytałam.-Wbiłam kołek w serce Nicolas'owi. Raczej powinien nie żyć.
-Ah sam nie wiem-westchnął i usiadł na łóżku.
-Co to za naburmuszona mina? Przyłaź tu i pomóż mi w ściągnięciu tego gorsetu!-poprosiłam z uśmiechem.
Alec wstał z łóżka i zaśmiał się cicho. Podniosłam swoje włosy do góry, a mężczyzna zaczął powoli rozwiązywać gorset. Po 10 minutach w końcu rozwiązał go, a ja mogłam ściągnąć go. Zrobiłam to i rzuciłam go do torby. Jednak zasłoniłam się ręką i podeszłam do łóżka gdzie był mój stanik. Odwrócona plecami do Alec'a ubrałam na siebie górną część bielizny oraz bluzkę. Usłyszałam ciche mruknięcie niezadowolenia.
-Mogłaś być bez bluzki-powiedział trochę naburmuszony .
Odwróciłam się do niego z uśmiechem i przyjrzałam mu się uważnie od góry do dołu, zaczęłam powoli do niego podchodzić.
-Nie ładnie, to ja musiałam na ciebie czekać -zaśmiałam się i pogroziłam mu palcem.
Alec nadal był w tym smokingu, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. Miałam ochotę już się na niego rzucić,ale to było by hm..........jak by to powiedzieć po staroświecku , nie odpowiednie? Przecież coś takiego damie nie przystoi. Zaśmiałam się w duszy , na te dziwne słowa i znalazłam się obok mężczyzny.
Pocałowałam go namiętnie i zachłannie, a Alec przyciągnął mnie gwałtownie do siebie.
-Zauważyłam,że się martwiłeś -mruknęłam
-Kiedy?-zapytał
-Przyszedłem, a twój głos był pełen ulgi,że mnie widzisz-wyjaśniłam-Coś się stało.
-Katherina..........czemu zawsze musisz przerywać takie ładne chwile?-spytał trochę przejęty.
-Oj no, bo ja też się o ciebie martwię -uśmiechnęłam się tajemniczo.
Złapałam go za policzki i pocałowałam namiętnie. Zaraz wylądowałam na łóżku , a Alec zaczął całować moją szyję. Heh, przez ten wyjazd , nawet zapomniałam o tym wszystkim,że stracił pamięć i sobie wszystko przypomina.
(Romeo?)
od Romeo - C.D Katheriny
Skamieniałem. Ah, już wiem dlaczego Ralph tu była. Chciała dopaść naszych prześladowców. Bardzo głupie zagranie, przyjść tu samemu i próbować zabić wrogów którzy mają przewagę liczebną i mają broń. Niczego się nie nauczyła?
Wbiłem wzrok w podłogę, zastanawiając się nad tym wszystkim. Skąd wiedzieli, że ja się tu pojawię? Przecież to Katherine chciał ten facet tu ściągnąć. Chyba, że wiedzieli o tym, że tam gdzie ona tam i ja. Wiedzieli o tym, że łączy nas... coś.
Zamknąłem oczy, jak małe dziecko co myśli, że jak to zrobi to problemy znikną. Nie miałem najmniejszej ochoty teraz wszystkiego tłumaczyć. Prędzej się stąd zmywać, zatrzeć ślady i znów "zniknąć". Jak to jest, że gdy już chcę normalnie żyć to nagle wszystkim moim wrogą przypomina się moje istnienie? To się dopiero nazywa złośliwość losu.
Westchnąłem i odwróciłem się by wyjść z pokoju. Zatrzymał mnie jednak głos Nicolas'a, kpiący choć było słychać, że każde słowo sprawia mu ból.
- Ona nie wie, co?
Odwróciłem się na pięcie podszedłem do niego i złapałem za gardło, ściskając mocno. Podniosłem go, tak, że wisiał pół metra nad ziemią. Próbował się wyrwać, ale wciąż dławił się własną krwią. W końcu przestał. Śmiał się chrapliwie.
- Wiesz, wkurzasz mnie - Warknąłem i popchnąłem go mocno na ścianę. Uderzył w nią mocno. Zawróciłem do drzwi, ale zatrzymałem się znów. Przed Katherine.
- Kto chce mnie dopaść? Przeszłość - Odpowiedziałem na jej wcześniejsze pytanie - Zrób z nim co chcesz. Ja muszę się stąd zmywać. Czekam w motelu.
Wymknąłem się jak najlepiej z budynku.. Po drodze porozmawiałem z Ralph i kazałem się jej stamtąd zmywać. To był rozkaz, musiała się posłuchać. Z tego co wiem, już jest w drodze do Kanady, gdzie mają się zebrać. Miło.
Wszystko było dobrze, dopóki przede mną nie wyrosło dwóch osiłków z paralizatorami w rękach. Wspomniałem, że prąd to najlepszy sposób na powalenie kogoś takiego jak ja? Oni to chyba wiedzą. Nie było nikogo w zasięgu wzroku, i oni postanowili to wykorzystać.
- Gdzie się wybierasz? - Spytał jeden.
- Ah, takie imprezy nie są w moim stylu - Odpowiedziałem, jednak oni nie mieli ochoty sobie pogadać. Zauważyłem, że jeden naszykował swoją broń. Dobra, koniec cackania się z nimi. Kopnąłem go w rękę, a ten zaskoczony upuścił paralizator. Złapałem broń szybko, odwróciłem kolesia tyłem do siebie i przyłożyłem paralizator do niego.
- Nie zbliżaj się - Ostrzegłem zimno. Tamten wyjął broń i wycelował we mnie.
- Nie strzelaj, nie strzelaj! - Zaczął błagać facet którego trzymałem.
Usłyszeliśmy klaskanie. Za rogu wyszedł mężczyzna w garniturze. Poznałem go od razu. Co tu robi Biały? No tak chce się zemścić czy coś.
- Nie wyszedłeś z wprawy - Powiedział, podchodząc bliżej. Był już bardzo blisko. Eh, chyba moja tarcza na nic się nie zda. Choć ucieczka byłaby bardziej ryzykowna. Wolę jeszcze chwilę zostać i zobaczyć czego on chce.
- Nie strzelaj! Błagam! - Już prawie ryczał trzymany przeze mnie facet.
- Dobrze. Nie chcę tracić człowieka - Biały się wycofał. Coś jest nie tak. Zmarszczyłem brwi, ale zaraz zrozumiałem. Na szczęście, mam dosyć dobry refleks i zasłoniłem się tym facetem, kiedy Biały wystrzelił pięć kulek. Chyba miał nadzieje, że chociaż jedną mnie trafi. Moja tarcza upadła. Na mnie. Cholera. Spróbowałem się wydostać spod jego cielska i udało mi się to dopiero po chwili. W tej samej chwili Biały wystrzelił. Kula przeszyła moje ramię. Szybko wytrąciłem broń Białego z ręki i zastrzeliłem jego przyjaciela. Po chwilę wycelowałem w niego i wystrzeliłem. Skurczybyk padł na ziemię a ja odetchnąłem. Coś za łatwo jednak z nim poszło. Co tu się dzieje? Nie ważne. Pewnie Katherina już na mnie czeka. Opatrzyłem ranę, która nadal krwawiła. Oczyściłem ją i szybko, amatorsko owinąłem ramię fragmętem koszulki jednego z nich. Poszedłem do naszego motelu, gdzie siedziała ona. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
- Jesteś - Powiedziałem, wręcz odetchnąłem. Mogli ją dorwać ludzie Białego. Któremu się najwyraźniej zmarło.
( Katherina?)
Wbiłem wzrok w podłogę, zastanawiając się nad tym wszystkim. Skąd wiedzieli, że ja się tu pojawię? Przecież to Katherine chciał ten facet tu ściągnąć. Chyba, że wiedzieli o tym, że tam gdzie ona tam i ja. Wiedzieli o tym, że łączy nas... coś.
Zamknąłem oczy, jak małe dziecko co myśli, że jak to zrobi to problemy znikną. Nie miałem najmniejszej ochoty teraz wszystkiego tłumaczyć. Prędzej się stąd zmywać, zatrzeć ślady i znów "zniknąć". Jak to jest, że gdy już chcę normalnie żyć to nagle wszystkim moim wrogą przypomina się moje istnienie? To się dopiero nazywa złośliwość losu.
Westchnąłem i odwróciłem się by wyjść z pokoju. Zatrzymał mnie jednak głos Nicolas'a, kpiący choć było słychać, że każde słowo sprawia mu ból.
- Ona nie wie, co?
Odwróciłem się na pięcie podszedłem do niego i złapałem za gardło, ściskając mocno. Podniosłem go, tak, że wisiał pół metra nad ziemią. Próbował się wyrwać, ale wciąż dławił się własną krwią. W końcu przestał. Śmiał się chrapliwie.
- Wiesz, wkurzasz mnie - Warknąłem i popchnąłem go mocno na ścianę. Uderzył w nią mocno. Zawróciłem do drzwi, ale zatrzymałem się znów. Przed Katherine.
- Kto chce mnie dopaść? Przeszłość - Odpowiedziałem na jej wcześniejsze pytanie - Zrób z nim co chcesz. Ja muszę się stąd zmywać. Czekam w motelu.
Wymknąłem się jak najlepiej z budynku.. Po drodze porozmawiałem z Ralph i kazałem się jej stamtąd zmywać. To był rozkaz, musiała się posłuchać. Z tego co wiem, już jest w drodze do Kanady, gdzie mają się zebrać. Miło.
Wszystko było dobrze, dopóki przede mną nie wyrosło dwóch osiłków z paralizatorami w rękach. Wspomniałem, że prąd to najlepszy sposób na powalenie kogoś takiego jak ja? Oni to chyba wiedzą. Nie było nikogo w zasięgu wzroku, i oni postanowili to wykorzystać.
- Gdzie się wybierasz? - Spytał jeden.
- Ah, takie imprezy nie są w moim stylu - Odpowiedziałem, jednak oni nie mieli ochoty sobie pogadać. Zauważyłem, że jeden naszykował swoją broń. Dobra, koniec cackania się z nimi. Kopnąłem go w rękę, a ten zaskoczony upuścił paralizator. Złapałem broń szybko, odwróciłem kolesia tyłem do siebie i przyłożyłem paralizator do niego.
- Nie zbliżaj się - Ostrzegłem zimno. Tamten wyjął broń i wycelował we mnie.
- Nie strzelaj, nie strzelaj! - Zaczął błagać facet którego trzymałem.
Usłyszeliśmy klaskanie. Za rogu wyszedł mężczyzna w garniturze. Poznałem go od razu. Co tu robi Biały? No tak chce się zemścić czy coś.
- Nie wyszedłeś z wprawy - Powiedział, podchodząc bliżej. Był już bardzo blisko. Eh, chyba moja tarcza na nic się nie zda. Choć ucieczka byłaby bardziej ryzykowna. Wolę jeszcze chwilę zostać i zobaczyć czego on chce.
- Nie strzelaj! Błagam! - Już prawie ryczał trzymany przeze mnie facet.
- Dobrze. Nie chcę tracić człowieka - Biały się wycofał. Coś jest nie tak. Zmarszczyłem brwi, ale zaraz zrozumiałem. Na szczęście, mam dosyć dobry refleks i zasłoniłem się tym facetem, kiedy Biały wystrzelił pięć kulek. Chyba miał nadzieje, że chociaż jedną mnie trafi. Moja tarcza upadła. Na mnie. Cholera. Spróbowałem się wydostać spod jego cielska i udało mi się to dopiero po chwili. W tej samej chwili Biały wystrzelił. Kula przeszyła moje ramię. Szybko wytrąciłem broń Białego z ręki i zastrzeliłem jego przyjaciela. Po chwilę wycelowałem w niego i wystrzeliłem. Skurczybyk padł na ziemię a ja odetchnąłem. Coś za łatwo jednak z nim poszło. Co tu się dzieje? Nie ważne. Pewnie Katherina już na mnie czeka. Opatrzyłem ranę, która nadal krwawiła. Oczyściłem ją i szybko, amatorsko owinąłem ramię fragmętem koszulki jednego z nich. Poszedłem do naszego motelu, gdzie siedziała ona. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
- Jesteś - Powiedziałem, wręcz odetchnąłem. Mogli ją dorwać ludzie Białego. Któremu się najwyraźniej zmarło.
( Katherina?)
Od Lilith
Obudziłam się po kilku godzinach..poruszyłam delikatnie dłonią,poczułam że ktoś ją mocno ściska.
-Obudziłaś się..całe szczęście.-powiedział nadal gładząc moją dłoń.
Po chwili wskoczyła na mnie jgo sunia. Zaczęła lizać moją twarz szczekając i merdając radośnie ogonem.
-Ej Dolca!-śmiałam się.-No już,już! Zostaw mnie!
Posłusznie przestała mnie lizać i usiadła mi na brzuchu. Spojrzałam na Lucas'a..uśmiechał się.
-No Lucas..proszę przytul mnie.-powiedziałam podnosząc się do siadu. Jak prosiłam przytulił mnie mocno i nie miał zamiaru puścić.
(?)
-Obudziłaś się..całe szczęście.-powiedział nadal gładząc moją dłoń.
Po chwili wskoczyła na mnie jgo sunia. Zaczęła lizać moją twarz szczekając i merdając radośnie ogonem.
-Ej Dolca!-śmiałam się.-No już,już! Zostaw mnie!
Posłusznie przestała mnie lizać i usiadła mi na brzuchu. Spojrzałam na Lucas'a..uśmiechał się.
-No Lucas..proszę przytul mnie.-powiedziałam podnosząc się do siadu. Jak prosiłam przytulił mnie mocno i nie miał zamiaru puścić.
(?)
od Lucas'a
Złapałem Lilith i podniosłem ją na ręce. Szedłem spokojnie i powoli do mojego domu, po drodze wstąpiłem do tej kobiety. Zahipnotyzowałem ją by wszystko zapomniała,ale jeszcze przed tym dała mi butelkę swojej krwi. Zabrałem Lili do mnie do domu i położyłem ja u siebie w sypialni,była nieprzytomna, ale nalałem jej krwi do ust, a ona ją połknęła. Moja sunia wbiegła do pokoju i ułożyła się wygodnie przy dziewczynie.
-Pilnuj ją ,idę na dół-powiedziałem cicho
Podniosłem się z krzesła i zszedłem na dół i nalałem sobie zwykłej wody, następnie się jej napiłem i siedziałem w salonie. Byłem podenerwowany, ale po pół godzinie nie wytrzymałem i wróciłem do niej.
Usiadłem na skraju łóżka i wpatrywałem się w moją kochaną Lili.
-Lilith, obudź się.........proszę -wyszeptałem nie spuszczając jej z oka.
Złapałem ją delikatnie za rękę i zacząłem ją po niej gładzić, czekając aż sie wybudzi, o dziwo moja sunia nie wygoniła mnie z pokoju.
(?)
-Pilnuj ją ,idę na dół-powiedziałem cicho
Podniosłem się z krzesła i zszedłem na dół i nalałem sobie zwykłej wody, następnie się jej napiłem i siedziałem w salonie. Byłem podenerwowany, ale po pół godzinie nie wytrzymałem i wróciłem do niej.
Usiadłem na skraju łóżka i wpatrywałem się w moją kochaną Lili.
-Lilith, obudź się.........proszę -wyszeptałem nie spuszczając jej z oka.
Złapałem ją delikatnie za rękę i zacząłem ją po niej gładzić, czekając aż sie wybudzi, o dziwo moja sunia nie wygoniła mnie z pokoju.
(?)
Od Lilith
-Oczywiście że ci wybaczę Lucas..-wyszeptałam.
Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na niego..płakał..?
Przejechałam opuszkiem palca po jego policzku,położyłam na nim dłoń. Pokręcił głową jakby chciał wtulić się w moją dłoń.
-Lucas..ty...
-Tak wiem..-powiedział cicho delikatnie całując wnętrze mojej dłoni.
-Jeszcze nigdy nie widziałam żebyś płakał..
-Musi być ten pierwszy raz,prawda..?-uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniłam uśmiech znów się do niego tuląc..nagle zakręciło mi się w głowie..przed oczami widziałam ciemność. Opadłam bezwładnie na Lucas'a..
(?)
Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na niego..płakał..?
Przejechałam opuszkiem palca po jego policzku,położyłam na nim dłoń. Pokręcił głową jakby chciał wtulić się w moją dłoń.
-Lucas..ty...
-Tak wiem..-powiedział cicho delikatnie całując wnętrze mojej dłoni.
-Jeszcze nigdy nie widziałam żebyś płakał..
-Musi być ten pierwszy raz,prawda..?-uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniłam uśmiech znów się do niego tuląc..nagle zakręciło mi się w głowie..przed oczami widziałam ciemność. Opadłam bezwładnie na Lucas'a..
(?)
od Lucas'a
Objąłem ją mocno,przyciskając do siebie, a jedną ręką gładziłem ją po włosach, schodząc aż do pleców.
-Ja żyję Lilith. Jestem tutaj-powiedziałem
Dziewczyna cały czas się wtulała we mnie, a ja jeszcze mocniej ją do siebie przytuliłem, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Sam nie wiem ja płaczę?! Tak. Ja płaczę, ale to przecież nie dorzeczne, ja nigdy praktycznie nie płakałem i nie chciałbym jakoś strasznie płakać.
-Lilith, przepraszam,że wcześniej nie przyszedłem. Nie mogłem, musiałem odzyskać siły. A gdybym przyszedł słaby, zabili by i mnie i ciebie-wydukałem
-Lucas....-wyszeptała.
-Nie, naraziłem Cię na śmierć, prawie umarłaś i to wszystko przeze mnie.-załkałem-Proszę wybacz mi........
Cały czas przytulałem ją do siebie nie chcąc nigdzie wypuszczać. Przez ten miesiąc widziałem ją,ale nie mogłem dotknąć , czy też nawet pocałować, to były dla mnie ogromne męki, a ja bez niej nie mogę żyć.
Stałem przytulony do niej, a ona do mnie i się nie odzywałem, czekałem na jej odpowiedź.
(?)
-Ja żyję Lilith. Jestem tutaj-powiedziałem
Dziewczyna cały czas się wtulała we mnie, a ja jeszcze mocniej ją do siebie przytuliłem, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Sam nie wiem ja płaczę?! Tak. Ja płaczę, ale to przecież nie dorzeczne, ja nigdy praktycznie nie płakałem i nie chciałbym jakoś strasznie płakać.
-Lilith, przepraszam,że wcześniej nie przyszedłem. Nie mogłem, musiałem odzyskać siły. A gdybym przyszedł słaby, zabili by i mnie i ciebie-wydukałem
-Lucas....-wyszeptała.
-Nie, naraziłem Cię na śmierć, prawie umarłaś i to wszystko przeze mnie.-załkałem-Proszę wybacz mi........
Cały czas przytulałem ją do siebie nie chcąc nigdzie wypuszczać. Przez ten miesiąc widziałem ją,ale nie mogłem dotknąć , czy też nawet pocałować, to były dla mnie ogromne męki, a ja bez niej nie mogę żyć.
Stałem przytulony do niej, a ona do mnie i się nie odzywałem, czekałem na jej odpowiedź.
(?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)