niedziela, 4 stycznia 2015

Żegnajcie! ~ Pożegnalny post Buraka.

To już jest koniec, nie ma już nic,
Jesteśmy wolni, możemy iść.
 Żegnajcie! Jak pisała już wikas - blog się rozpadł. Smutno mi bardzo z tego powodu, ale nie płaczę się nad rozlanym mlekiem. Jako, że wikas napisała posta pożegnalnego sama, ja dodam swoje trzy grosze, przecież ja też adminem jestem. Blog nie zostanie usunięty, ale nadal nie można nic z niego kopiować.
Kochani, tak więc nastał koniec. Życzę Wam wszystkiego najlepszego i do zobaczenia w przeszłości, na jakimś innym blogu. Sama aktualnie nie planuje żadnego zakładać, zwyczajnie nie ma sensu widząc, jak szybko upadają.
DO WIDZENIA!
~ Romeo, Burak, Pinciak 
jak tam wolicie.

środa, 31 grudnia 2014

Uwaga!!!

Z przykrością stwierdzam iż blog upadł. Niestety postanawiam go zamknąć. Ale zostawiam kolejnego z moich blogów, bo lubię powspominać fakt. Kiedy pisałam z wieloma wspaniałymi osobami ^.^ Jest mi jednak niezmiernie przykro, że tak to wszystko się potoczyło.....
Może niedługo, stworzę jakiegoś nowego bloga i wrócę w pełni do gry?:p
Jak na razie nie mam pomysłów i troszeńkę czasu.

                                                              ~ Wasza administratorka (wikas)

środa, 17 grudnia 2014

od Alec'a - C.D Katheriny (event)

Gdy tylko dotarli do sąsiedniego pokoju, który zdecydowanie nie wyglądał zbyt ciekawie (wszędzie sztuczna krew, pajęczyny i inne dekoracje), upadł ciężko na łóżko. Czuł jak jego usta zapełniają się krwią. Wszystko go bolało, szczególnie klatka piersiowa i brzuch. Jak dobrze pójdzie zaraz się zregeneruje, ale na razie cierpiał katusze. Wtem na jego policzku wylądowała dłoń. Zdecydowanie nie delikatnie i bez dobrych zamiarów. Twarz zapiekła, głowa mimowolnie odwróciła, pod wpływem uderzenia. Syknął z bólu i spojrzał na nią zszokowany, nie rozumiejąc co tu przed chwilą zaszło. Nawet zbytnio nie wiedział, co rozwścieczyło Romea i za co oberwał! Przecież to było bez sensu. To wszystko było zwyczajnie bez najmniejszego sensu. Przez szum własnej krwi w uszach jej słowa były dość niewyraźne, ale w miarę ich sens zrozumiał. Nie chciał jej zaszkodzić i mimo swej niewiedzy zabolało go to. Dla swych bliskich potrafił być mocno nadopiekuńczy. Teraz czuł rozdzierający ból, wiec nie miał siły nawet o tym myśleć. Skulił się, trzymając mocno za brzuch. Powoli zwlekł się z łóżka, niezdarnie i krzywiąc się z bólu, sycząc albo jęcząc i podszedł do niej w miarę swych możliwości. Lekko położył swą dłoń na jej ramieniu, ale odsunęła się. Przewrócił oczami.
- Nie dotykaj mnie - usłyszał jej głos. Nic sobie z tego nie robił, jedynie przybliżył się i mocno ją objął.
- Kotku...

(Katherina?)

wtorek, 16 grudnia 2014

od Katheriny C.D Romeo / do Alec'a (event)

Katherina stała oszołomiona i odprowadziła wzrokiem Romeo , aż zniknął za ścianą. Podbiegła zaraz do Alec'a , który leżał przy ścianie. Odwróciła się jeszcze za dawnym ukochanym i tym razem miałam gniewny wyraz twarzy.
-Bo w tedy nie wiedziałam, że staniesz się takim potworę -wyszeptała cicho.
Jednak zaraz jej wzrok znów wrócił na Alec'a. Mężczyzna był wyczerpany i cały rozpalony. Szybkim ruchem starła płyn z jego ust i pomogła mu wstać. Weszli do pierwszego lepszego pokoju. Miało być tak spokojnie. Położyła go na łóżku, ale zaraz to on dostał od niej z liścia w twarz. Spojrzał na nią zszokowany, a ona jedynie odsunęła się i podeszła do okna.
-Głupek!-warknęła przez zęby.
Zapatrzyła się na piękny księżyc w pełni , a zaraz odwróciła głowę i zerknęła na Alec'a przez ramię.
-To było Głupie! Nie dość że sam się wpakowałeś w kłopoty, to przy okazji jeszcze bardziej mnie-mruknęła z niesmakiem. Wiedziała jakie konsekwencje, będą gdy Romeo cofnie pakt. Ona zginie. Miała by po raz kolejny zostawić Hunter? Niedługo Święta, chciała by się z nią jakoś zobaczyć. Zaraz poczuła dłoń Alec'a na swoim ramieniu. Odsunęła się jak oparzona i objęła rękami. Spuściła wzrok, ale delikatnie spojrzała na niego.
-Nie dotykaj mnie-mruknęła
Była już trochę spokojniejsza, ale nadal się tym wszystkim denerwowała. Ta sprawa z Hunter, chciałaby żeby byli normalną, szczęśliwą rodziną. A zamiast tego, mała jest gdzieś indziej, a ona z Alec'em pakują się ciągle w kłopoty.  Jedyne na czym jej teraz zależało, to chociaż chwila spokoju. A zamiast tego ciągle mają jakieś problemy. Czy to się w ogóle kiedyś skończy? Dawniej przekształcała kłopoty w zabawę, ale teraz tak jakby........wydoroślała bardzo?

(Alec?)

piątek, 5 grudnia 2014

od Juliette - C.D Romeo (event)

Nie chciałam być jak to stwierdzili jego kolejną "zabawką", ale też wiedziałam, że nie mam żadnego wpływu na jakie kol wiek jego zachowania. Wie co robi i jest pewien tego konsekwencji, więc nie powinnam się wtrącać, nie mam zamiaru się z nim kłócić.
Widziałam całe zajście. Nie ukrywam, że było mi głupio, wszystkie uczucia wypłynęły jak krew z rozdrapanego strupa. Nie potrafiłam ich zatamować.
-Romeo...- zaczęłam cichym głosem nie patrząc mu w oczy, ale błądząc gdzieś wzrokiem nie mogąc odnaleźć bezpiecznego miejsca do ustawienia wzroku.
-Nie musiałeś tego robić.- odparłam, a on lekko wsunął rękę mi w talii, chwytając jeszcze drugą, zaczęliśmy się poruszać jak w wolnym tańcu przystało.
-To był jeden z efektowniejszych sposobów abyś szybciej dostrzegła swój błędny pogląd- wyszeptał mi do ucha, rozprowadzając fale gęsiej skórki po moim ciele.
-No i też nie mogę zaprzeczyć, że nie był tym jednym z przyjemniejszych.- próbowałam się uśmiechnąć, ale czułam się fatalnie. Mój stan był nie określony, zdołałam unieść tylko jeden kącik ust.
-Wszystko w porządku?-zmrużył oczy
-Tak.- wymamrotałam
-Nie wierzysz mi-stwierdził, agresywnie ściskając mój nadgarstek,a ręką będąca na talii przyciągnął do siebie.
-Wierzę- w końcu uniosłam oczy, by móc spojrzeć w jego. Wtedy on uśmiechnął się po czym po wędrował po podłodze. Nie wytrzymałam objęłam go za szyję, po chwili poczułam jego dłonie.
-Wiem, że ci się to nie podoba,ale- przerwał jej dość przyjemnym głosem
-Przeciwnie.-wtedy byłam już kompletnie zdezorientowana. Lekko się odsunęłam, patrząc mu pytająco w oczy. Po chwili nie wiem w jaki sposób, ale nasze usta połączył namiętny pocałunek, z którego nie mogliśmy i nie chcieliśmy się uwolnić, oboje. Moje ręce ponownie objęły go za szyje, po czym zaczęły bawić się jego włosami.
muzyka przyśpieszyła, wszyscy ruszali się w jej rytm, tylko my żyliśmy sobą. Rozchyliłam usta, zaczął delikatnie muskać moją szyję. Poczułam ponownie jego obecność targającą w podniecający sposób moimi zmysłami.
(Romeo?)

od Romeo (event)

To koniec. Wreszcie jego piekło się kończy, przynajmniej miało. Odetchnął głośno gdy wyszła. Uśmiech znikł, zacisnął powieki i ciężko usiadł, chowając twarz w dłoniach. Choć w środku rozrywała go nadnaturalna siła, był po prostu zmęczony. Chciałby ją, Kath, nienawidzić. Chce ją nienawidzić. Próbuje ją nienawidzić. Było by o wiele łatwiej, gdyby ją nienawidził. Czasami nawet myślał, że tak jest... ale wtedy ją spotykał. Pamiętał dokładnie ich pierwsze spotkanie, podczas którego celował do niej z broni i jej odwagę - czy też przejaw braku instynktu samozachowawczego - która go strasznie irytowała. Wtedy wszystko było inne i wbrew pozorom, proste. Jego świat ograniczał się do polowań i zemsty. Był sam. Sam jeździł samochodem, sam jadł, spał, funkcjonował. W pewnym momencie jego życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Poznał Kath i zaprosił ją do swego życia. Zapłacił za to wysoką cenę, nie ma co. Opuścił ręce, pokiwał głową i wyszedł, znów będąc bezdusznym sobą. Dość szybko odszukał Juliette. Siedziała na schodach i nie wyglądała na szczęśliwą. Wbrew pozorom był dość troskliwą osobą i nawet przejmował się Juliette. Usiadł koło niej.
- Cześć - powiedział.
- Odejdź - zażądała. 
- Nie.
- Czemu mi nie powiedziałeś o Hunter? - spytała lodowatym tonem. Uniósł wysoko brwi, musząc chwilę się wysilić by odszukać w wspomnieniach to imię. Na nic, jednak zaraz się zorientował o kogo chodzi.
- Po co miałbym Ci o niej mówić? - zapytał rozbawiony.
- No nie wiem... może dlatego, że jest Twoją c... - nie dokończyła, bo przerwał jej. Najpierw się roześmiał, choć w środku rósł gniew do tego skurczybyka Aleca. On naprawdę kochał niszczyć mu życie.
- Hunter? Moją córką? To chciałaś powiedzieć?
- Tak - wyjawiła cicho.
- Zaskoczę Cię kochanie, ale ojcem jest Alec. A teraz przepraszam, zaraz wrócę. Bardzo nie lubię, gdy ktoś kłamie bądź zataja prawdę.
I wszedł z powrotem do środka, czując narastającą, rozrywającą go od środka złość. Kłamca, podły, obrzydliwy kłamca. Czy tylko dlatego? Nie. Ale teraz miał dobre wytłumaczenie by go sprać na kwaśne jabłko. Doszedł do nich tańczących, bezceremonialnie przerywając im. Przyzwoitość? A cóż to takiego?
- Musimy porozmawiać - rzekł do mężczyzny oschłym, lodowatym głosem wskazującym, że dobrych zamiarów to Romek nie ma.
- Nie ma o czym. - Alec wzruszył ramionami.
- O, jest - zapewnił.
- Czego chcesz - wtrąciła się Kath. Raczył na nią spojrzeć błękitnymi ślepiami, leniwie, bez pośpiechu.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, koteczku.
W końcu Alec poszedł. Weszli znów na korytarz w którym była gęsta mgła. Odwrócił się w stronę Alec'a, który skrzyżował ręce na swojej piersi nie przejmując się sytuacją. Był odważny czy też głupi? Wszystko wskazywało na to drugie.
- Okłamałeś Juliette i wpakowałeś mnie w długie tłumaczenie się.
Nie zwracali najmniejszej uwagi na Kath, która również wyszła z sali. Nie wtrącała się. To byłoby jak wejście pomiędzy walczące lwy.
- Wielka sprawa. Przecież to Twoja zabawka. Ja to wiem, ty to wiesz. Co Ci na niej zależy? - wzruszył ramionami. - Poza tym dobrze zdaje sobie sprawę, że mnie nie zabijesz. Nawet nie skrzywdzisz.
- I tu się mylisz.
Wystarczyła chwila, by Alec znalazł się na ścianie, roztrzaskany przez magiczną moc. Upadł na ziemię, a Romeo jakby nigdy nic podszedł do niego i uklęknął, podnosząc jedną dłoń. Obrócił ją, a Alec zaczął się dławić własną krwią która dodatkowo została podgrzana przez napastnika. Taka sztuczka, dość nieprzyjemna. Wypluł dość dużą ilość posoki z ust, która teraz spływała po jego brodzie.
- To za miesiące bycia uwięzionym w Twojej głowie. Nie było przyjemnie - stwierdził z podłym uśmiechem. Kath nie mogła zareagować, została tak trochę unieruchomiona przez moc Romeo. Coś za silny był, prawda? Owszem. Można powiedzieć, że jechał na red bullu, czyli krwi innych demonów która dodaje mu sił. Po kilku litrach jest w stanie nawet rozerwać kogoś bez dotykania. Miało to konsekwencje, ale kto by się nimi przejmował.
- Idź do diabła - usłyszał.
- Byłem. Całkiem miły gość - wzruszył ramionami, po czym znów przekręcił dłoń. Rezultat ten sam, może nawet trochę silniejszy - To za kłamstwo. - Sytuacja znów się powtórzyła.
- A to? - spytał słabym głosem.
- Na pewno jeszcze kiedyś zajdziesz mi za skórę.
Wstał i ruszył do wyjścia, ale zatrzymał się przy Kath. Już jego moc została cofnięta. Byli blisko, prawie stykali się ciałami. Nachylił się lekko, do jej ucha. Tak blisko...
- Nie denerwuj mnie, Kath. Wystarczy jedno, ot, pstryknięcie - pstryknął - by unieważnić pewien pakt... - widząc jej wyraz twarzy uśmiechnął się szeroko. Jeszcze bardziej ściszył głos - Wiesz, to zabawne. Kiedyś błagałaś mnie bym wyzwolił w sobie demona, a dziś drżysz przed nim ze strachu.
Wyszedł.

(Kath, Juliette?)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Od Katheriny - C.D Alec'a (event)

Podczas tańca oczywiście , znów pojawił się tajemniczy organizator. Dla Katheriny coraz bardziej ten bal, robił się podejrzany. Jednak ciągle milczała. Potem gdy tylko tajemniczy mężczyzna zniknął , wróciła do tańca ze swoim ukochanym. W pewnej chwili Alec przyciągnął ją tak do siebie, że niemal się przytulali, zamiast tańczyć walca. Katherina położyła brodę na jego ramieniu, patrząc przed siebie. Odetchnęła głęboko, kiedy w pewnej chwili coś przemknęło przed jej oczami. Zaraz zauważyła jakiegoś mężczyznę ,który szedł w ich stronę. Znajome ruchy i to wszystko. Przymknęła oczy i nagle poczuła jak ktoś na nich wpada. W tej samej chwili poczuła jak ktoś łapie ją za dłoń, kłania się i na oczach Alec'a , całuje ją w wierzch ręki.
-Najmocniej przepraszam -odpowiedział szarmandzko
Katherina stała jak wryta, wpatrując się w niego. Gdy mężczyzna spojrzał jej w oczy niemalże pokazała po sobie wielki szok i przerażenie, którego wcześniej nie czuła. Zabrała dłoń i stanęła prosto, nie okazując niczego.
-Nic się nie stało-dodała spokojnie i wymownie
Mężczyzna skinął jedynie głową i odszedł z uśmiechem od ucha do ucha. Katherina pokręciła głową i przyłożyła sobie dłoń do czoła.
-Wszystko w porządku?-usłyszała Alec'a
-Tak -odpowiedziała i uśmiechnęła się w jego stronę.-Po prostu zakręciło mi się w głowie.
Szybko znalazła odpowiednią wymówkę i w tej samej chwili spojrzała jeszcze za mężczyzną który od nich odszedł. Rozpłynął się jak duch w tłumie, a Katherina postanowiła że postara się o tym nie myśleć. To ma być wieczór, dla niej i dla niego. Mają się nim cieszyć ,a  tak to cały czas musi się coś dziać.


(Alec?)

od MG (event)

Bal maskowy nadal trwa.
Właśnie wybiła północ. Światła zgasły, orkiestra przestała grać, pary wirować. Mgła zgęstniała, o ile to możliwe. Na scenę której przyćmione reflektor jako jedyne rozświetlały ciemność wkroczył zamaskowany organizator. W pomieszczeniu ponownie nieco spadła temperatura, nic dobrego nie przewidując.
- Halloween to noc duchów - rozpoczął swą przemowę niskim głosem - skąd więc mamy pewność, że pośród Was nie ma zbłąkanych dusz? Maski zasłaniają twarz, ukrywając prawdziwą tożsamość, każdy jest tym kim chce. Żywy martwego parodiuje, martwy ponownie żywym jest, tylko w tą ponurą noc.
W tym samym momencie rozniósł się krzyk. Wszystkie oczy zwróciły się ku krzyczącej, zamaskowanej brunetki. Jej towarzysz zdjął lśniącą ozdobę, ukazując świetny makijaż trupa. W różnych kątach sali razem dziesięciu ludzi ściągnęło je, ukazując podobne makijaże. Teraz było pewne, że to kontynuacja zjawiskowego show.
Ludzie ponownie więc chcieli zwrócić się ku organizatorowi, który zniknął korzystając z zamieszania. Aktorzy w przerażających kreacjach zwrócili się ku scenie kontynuując swą grę, tańcząc.


--- INFORMACJA ---
Dusze martwych wróciły z miejsc doczesnego spoczynku i lawirują wśród żywych w maskach, nie ukazując swej tożsamości. Kto przyjdzie nękać ciebie? Mężczyzna którego pamiętnej nocy pogrzebałeś w lesie? Zdradzona i oszukana przyjaciółka, pozostawiona na pastwę losu? A może matka?
Jedno jest pewne: bal zakłócił ich spokój a cwany organizator zwabił ich, wściekłych, zagubionych. Najgorsze mary, zepchnięte w tył umysłu, osoby, których już nigdy nie chcieliście zobaczyć.

od Alec'a - C.D Katheriny (event)

Nawet nie zdążył zareagować, gdy został pociągnięty do tańca przez jedną z wirujących kobiet. Maski zasłaniały twarze, więc nie był w stanie nawet stwierdzić, z kim właściwie tańczy. Nie minęła chwila, aż został zagarnięty przez kolejną i tak przez następne dwadzieścia minut był niczym szmaciana lalka w ich dłoniach. Odmówić nie mógł, niegrzeczny nie chciał być, więc z uśmiechem na ustach tańczył, ciągle ukradkiem zerkając na Katherinę. Przestał gdy został zagadany przez pewną kobietę. Po kolejnych pięciu minutach piosenka się skończyła, on podziękował za taniec uprzejmie i odszedł, wreszcie dorywając swą ukochaną.
- A może teraz ty ze mną zatańczysz? - zapytał swym niskim, charakterystycznym głosem. Kiedy podała mu swą dłoń, niemal od razu powrócił na parkiet razem z nią, jednocześnie kradnąc jakże delikatny pocałunek z jej warg. Wydawał się taki rozbawiony, pełny życia a jednocześnie czuły. Uśmiechał się nawet wtedy, kiedy w jego duszy panoszył się chaos i zapanowało piekło. I choć bawił się ciągle myślał o ostatnich wydarzeniach, a co najważniejsze: całymi siłami opanowywał swą zwierzęcą naturę. Gdyby tego nie robił, na pewno nie zeszli by na dół a zostali tam, na górze w odkrytym pokoju na resztę nocy... albo co gorsza, posłuchałby się instynktu. Zabił Romeo (o ile sam by nie poległ, bo jednak zaatakowanie potężnego demona było jak porwanie się z motyką na słońce), wyrwał się z tej imprezy i zrobił z dziką satysfakcją milion rzeczy, o których tylko myślał, marzył i śnił po nocach.
Zaczęli tańczyć wolnego walca, z uśmiechem na ustach.
- Urwiemy się stąd? - spytał cicho, patrząc wymownie w stronę wyjścia.
- Dopiero przyszliśmy - odpowiedziała. Oczywiście chodziło jej, że dopiero wkroczyli na salę balową po przerwie. Zaśmiał się jedynie.
- A więc tańczmy i korzystajmy z tej niewiarygodnie długiej nocy.

(Katherina?)

sobota, 22 listopada 2014

Od Katheriny - C.D Alec'a (event)

Spojrzała na niego i odwzajemniła jego uśmiech. Nie chciała z nim rozmawiać na te tematy.  W ogóle chciała skończyć rozdział życia związany z Romeo. Czy w jej życiu, będą same problemy? Odetchnęła głęboko, chcąc zapomnieć o tym wszystkim i cieszyć się wieczorem. A miało być tak pięknie.... Jednak u niej nic nie jest takie. Czy wszystko  w ogóle jej się kiedyś poukłada. Czy wróci do niej jej córeczka. Czy zazna kiedykolwiek spokoju? Te wszystkie wydarzenia, które działy się ostatnio zmieniły ją i to bardzo. Ubolewała nad tym, że nie może znów trzymać swojej małej Hunter w rękach. Ale jednak to było dla jej bezpieczeństwa. Odetchnęła głęboko i odwróciła się do swojego partnera.
-Wykorzystajmy lepiej tę noc-odpowiedziała
Za każdym razem, kiedy ona wychodzi na prostą i dociera do przodu. Wszystko spycha ją znów do otchłani umysłu, gdzie chciała zostawić z daleka sprawy z przeszłości. Katherina zeszła powoli na dół, zagłębiając się w tłum balowiczów. Zabrała kieliszek szampana i usiadła przy stoliku. Zauważyła, że jakaś dziewczyna dorwała się do Alec'a i zaczęła z nim tańczyć. Chciała się podnieść jednak , poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.
Odwróciłam głowę i zamarła. Zobaczyła połowę osób, którym robiła nadzieję w miłości, a potem bezczelnie porzuciła. W tym najstarszą miłość którą z pomocą Alec'a , zabiła.... Z dziwnego snu, na jawie odciągnął ją głos nieznajomego.
-Mogę prosić do tańca?-zapytał
Miał niski, ciepły głos. Katherina zerknęła na Alec'a , który tańczył z inną kobietą. Ona jedynie pokręciła przecząco głową i podniosła się z miejsca, stając przed mężczyzną.
-Proszę mi wybaczyć. Ale w tej chwili nie mam zamiaru tańczyć -odpowiedziała spokojnie
-Oczywiście-przytaknął i ukłonił się lekko, a potem odszedł.
Ona zaś nie chciała iść przeszkodzić w tańcu Alec'owi. Niech robi co chce. Ufa mu, ale nie będzie go odciągać od zabawy. Po 20 minutach wpatrywania się w niego, gdy tańczył z innymi kobietami. W końcu jakoś wyrwał się z tłumu i podszedł do niej.
-A może teraz ty ze mną zatańczysz?-zaproponował
Katherina upiła łyk szampana i postawiła szklankę na stoliku. Podniosła się i podała dłoń Alec'owi, który zaprosił ją do tańca. W tej chwili grali wolnego walca.

(Alec?)

czwartek, 20 listopada 2014

Uwaga.

Widzę, że nie spodobał Wam się czat xd No więc jest nowy, znów z witryny xat.com, znajduje się w zakładce "chat". Zapraszam wszystkich tam! Tylko uważajcie, bo potem mogą palce boleć, przecież nie sposób jest tam zajrzeć tylko na chwilę ;)

~Pinciak

środa, 19 listopada 2014

od Alec'a - C.D Katheriny (event)

Stał oparty o zimną ścianę korytarza, czekając na swą ukochaną. Długo jej to wszystko zajmowało, ale nie chciał się mieszać, zapewne by bardziej pogorszył sprawę swoimi uwagami i kłótliwą naturą, padłoby kilka słów za dużo i znów jeszcze by trafił "niechcący" pod ciężarówkę, ot, taka ciamajda. W końcu na horyzoncie pojawiła się Kath, która widocznie już wyszła z szafy*, by po chwili spojrzeć na niego.
- A mogliśmy zostać na górze - stwierdził, uśmiechając się do niej szeroko. Nie chciał poruszać tematu związanego z pewnym demonem, jak będzie potrzebowała rozmowy to co jej szkodzi po prostu mu powiedzieć? Choć.. wolałby nie. Wydaje się silny, podtrzymuje na duszy swą ukochaną ale tak naprawdę ostatnie wydarzenia zniszczyły mu psychikę, którą tak desperacko próbuje ratować. Nie ma siły już na to wszystko, nie mówiąc o tym pasożycie, który ciągle ich gnębił. I jeszcze sprawa małej Hunter... gdy tylko nikt nie patrzył, zdejmował z twarzy maskę i topił to wszystko w alkoholu. Uśmiech to rzecz, którą można zakryć wszystko, nawet to. Czy w tym mieście nie ma kogoś bez kłopotów? On znów wplątuje się w alkohol, cierpiąc w milczeniu. Ona spiera się z dwoma mężczyznami i musiała oddać córkę. Ta dziewczyna, Juliette, przed chwilą wybiegła z płaczem, co raczej nie wskazuje na szczęśliwy żywot. Romeo stracił kogoś bardzo, bardzo ważnego, więc wplątuje się w co nowsze kłopoty. Max również różowo nie ma, a Ben... to Ben, facet, który chorób psychicznych ma więcej niż włosów na głowie, regularne drgawki a przy życiu trzymają go jedynie tabletki i sam musi sobie z tym radzić.
Ta wyspa ściąga nieszczęścia na ludzi i nie-ludzi.

(Katherina?)
*Wejście do pomieszczenia, w którym się znajdowali Romeo i Juliette prowadziło przez tylną ścianę szafy, jak Narnia xd

poniedziałek, 17 listopada 2014

od Bena - C.D Max

Miał dziś dobry humor, co było widać i słychać, jego śmiech to ten piękny dźwięk, którego usłyszeć jest dane jedynie paru wybrańcom. Zazwyczaj był wręcz depresyjny, a przy Max jakby nieobecny, z ciągle spuszczonym wzrokiem i myślami które odpłynęły już daleko czasem miał też tendencje do denerwowania i irytowania młodszej siostry... Właśnie. Siostry. Nigdy jej tak nie traktował, ale trudno oczekiwać rodzinnych zachowań od kogoś, kto właściwie nie wie co to znaczy. W efekcie ich relacje były niezwykle zagmatwane. Owszem, umiał ją uderzyć, walczyć - byli na tym samym poziomie, skoro ona mogła go uderzyć, to on nie mógł oddać? Nie tego ich uczyli - ale gdyby groziło jej niebezpieczeństwo oddałby wszystko by tylko dać jej szanse. Co prawda nie sądził, że ona zrobiłaby to samo, w końcu to Ben jest "tym złym" ale to nic nie zmieniało. Nie da się ukryć, że ją kocha swym zniszczonym, martwym sercem. Powróćmy jednak do teraźniejszości, zamiast zagłębiać się w ich relacje.Jej wzrok mógłby zabić, jednak zignorował go. Dopiero groźba go uspokoiła. Jako typowy socjopata, nagle uległ zmianie, przemieniając się o sto osiemdziesiąt stopni. Tym razem to jego wzrok był zabójczy i ciut psychopatyczny. Podniósł się z kanapy trochę, opierając ponownie plecami o kanapę.
- Czy ty mi grozisz? - spytał zimnym głosem. Zaraz zmarszczył nierozumnie brwi - Dotykiem? I masz nadzieje, że jak mnie dotkniesz to... no nie wiem, zniknę? - zaproponował, ukrywając jak bardzo nie chciałby, by jej groźba się spełniła. Co prawda Max jakoś tolerował ale i tak tego nie lubił. Zaostrzona forma hafefobii*, nic się na to nie poradzi.

(Max?)

*Paniczny strach przed byciem dotykanym, strach przed dotykiem.

od Damona - C.D Beatrize

Co za szok! Tak jeszcze nigdy się nie wystraszył! Całe szczęście, że nie przerzucił jej przez siebie, bo to mogłoby być naprawdę bolesne. Napędziła mu niezłego stracha. Odwrócił się zaraz po chwili.
— W porządku... — odetchnął głęboko i po chwili zaczął się głośno śmiać. Dotarło do niego to, jak ta sytuacja zabawnie wyglądała. — Nic ci nie jest? — spytał, nie mogąc się opanować. W sensie... nie mogąc opanować chichotu.
— Nie, nie. Teraz już naprawdę jest dobrze. — uśmiechnęła się delikatnie, co on odwzajemnił.
— Mam nadzieję. Na szczęście jesteś lekka i szybko udało mi się tu dotrzeć. Bałem się, że to coś poważnego. Wyrzuty sumienia zaczęły mnie nawet dręczyć... — zaśmiał się. — Nie wiem, ile anioły są zazwyczaj nieprzytomne. Znaczy nie wiedziałem, bo teraz już wiem — poprawił się. — Może masz ochotę na coś do picia? — zaproponował.
— Jeżeli to nie byłby problem... Szklankę wody. — rzuciła cicho.
— Żaden problem — uśmiechnął się, gdy podawał jej "zamówienie". — Gdybyś czegoś jeszcze potrzebowała to śmiało mów, nie krępuj się.
W odpowiedzi kiwnęła jedynie głową. Co dalej robić? Damon podszedł do drzwi i otworzył je, wychylając się na zewnątrz. Dopiero słońce zachodziło. Uśmiechnął się pod nosem. Postanowił zabrać Beatrize na spacer przy jeziorze. Miło spędzą czas, pogadają trochę... Wszystko dla zdrowia. Zaproponował jej więc przechadzkę, a kiedy się zgodziła - wyruszyli. Po jakimś czasie usiedli sobie na wzniesieniu pod wielkim drzewem, a nieco niżej chlupotała woda. Spad był stromy, a powierzchnia przy krańcu powierzchni miękka, więc jeżeli ktoś podszedłby za blisko to mogłoby się zakończyć nieplanowaną kąpielą, a potem zapewne zapaleniem płuc. Dlatego siedzieli na ziemi z odstępem od krawędzi. Gawędzili wesoło. Tematy były przeróżne. W pewnej chwili położył dłoń na karku i wymacał drobny łańcuszek. Ostrożnie ściągnął z szyi swój nieśmiertelnik, który zwykł nosić pod zbroją. Niepewnie założył go anielicy. Kiedy spojrzała na niego nieco zdziwionym wzrokiem, uśmiechnął się delikatnie.
— Pasuje ci... Zatrzymaj go. — rzekł cicho, utrzymując z nią kontakt wzrokowy przez dłuższą chwilę.
Niebo powoli zmieniało kolor. Delikatna purpura sprawiała, że otoczenie było pełne uroków.

Beatrize? xd

sobota, 15 listopada 2014

od Katheriny - C.D Romeo (event)

Katherina słuchała uważnie jego słów , nie okazując żadnych emocji. Musiała być silna. Chociaż w tej chwili wydawało jej się, że coś się stało. Tam na korytarzu. Alec i Juliette. Odetchnęłam głęboko i spojrzała mu głęboko w oczy. Skrzyżowała ręce na piersiach i przyjrzała mu się.
-Dziękuję. Tego oczekiwałam-odpowiedziała oschle.
Romeo przyjrzał jej się uważnie, myśląc nad czymś. Podniosła do góry głowę i zaraz opuściła ręce.  Podeszła do niego bliżej i stanęła twarzą w twarz. Koniec bycia miłym! Koniec z tym chol*rnym uczuciem do niego!
-Coś wydaje mi się, że straciłeś swoją jedyną zabaweczkę !-syknęła - Współczuję, tej dziewczynie że akurat natrafiła na ciebie! Bezdusznego demona......
-Ja jestem bezduszny!-warknął
-Tak! Teraz żałuję, że w ogóle z tobą sypiałam. I że w ogóle Cię pokochałam!-krzyknęła
Romeo wpatrywał się w nią trochę zdziwiony, obrotem akcji. Teraz to faktycznie była zdenerwowana,  tym że on stoi przed nią.
-Wolałabym byś na zawsze zniknął z mojego życia-warknęła
Odwróciła się na pięcie i podeszła do drzwi wyjściowych. Złapała za klamkę i spojrzała przez ramię na niego.
-Obyśmy się więcej nie spotkali-syknęła wściekła. Gwałtownie otworzyła drzwi ,a następnie je zatrzasnęła. Wyszła na korytarz gdzie zauważyła Alec'a ,który stał pod ścianą. Westchnęła cicho  i spojrzała na niego.

(Alec?)

piątek, 14 listopada 2014

od Romeo - C.D Katheriny (event)

Zimny uśmiech rozciągnął się na jego twarzy. Nawet nie przejął się przyciśnięciem do ściany czy też innymi nieuprzejmościami Katheriny. Nie zrobiła by mu krzywdy, on o tym wie, ona o tym wie. Mógł sobie pozwolić na wiele, a nawet więcej. Igrał z ogniem? Nie. Igrał z małym, zranionym kociątkiem. Technicznie, mógł pójść do Lilith i powiedzieć prosto z mostu, że anuluje pakt. Co prawda nie obyłoby się bez kłótni i wytargowania ceny, ale w mniej niż trzy godziny Katherina leżałaby w grobie rozszarpana przez psy piekieł, a jej dusza smażąca się w piekle. Czemu tego nie zrobił jeszcze? Tak naprawdę, to miałby duże opory i woli poczekać, aż go porządnie zdenerwuje. Tak, by nie miał wyrzutów sumienia.
- Złość urodzie szkodzi, kociaku - rzucił drwiąco, ciągle stosując swój własny mechanizm obronny. Tak naprawdę niszczyła go skuteczniej niż wszystko inne. Już dawno umarł, teraz powoli gnił w środku. Uśmiechał się, a marzył by to zakończyć. To wszystko. Już nigdy nic nie czuć. Ale nie użalał się nad sobą, bo po co? Stało się i już, po co to rozdrapywać? Dla niego to oczywiste: czuje się winna za zdradę, więc próbuje zrzucić wszystko na Romea, który nic tak naprawdę nie zrobił. Jego winna, że był w ciele Alec'a? Taaa, bo przewidział co się stanie i specjalnie go wybrał, wcale to nie była kwestia przypadku! W kim miałby być, żeby było dobrze, co? Bo jego prawdziwe ciało już dawno zgniło i zostawiło za sobą jedynie parę kości, a w swej postaci prawdziwej nie będzie latał. - Nie oszukam Cię? Wiesz co myślę? Widocznie nie. Jesteś chorą zmorą przyszłości. Owszem, myślę o tobie czasem, ale wolałbym spłonąć w piekle niż choćby Cię dotknąć. Brzydzisz mnie. Boli? Wiesz, mnie to już nie obchodzi, bo mam Cię gdzieś. - powiedział, a każde słowo ociekało jadem. Oj, wredny Romeo.

(Katherina?)

od Juliette - C.D Katheriny (event)

Byłam wściekła, nie potrafię dokładnie określić tego uczucia, bo nie miałam ochoty się w nie wgłębiać.
Wiem, że przez to uczucie moje zmysły nagle się wyostrzyły pod wpływem negatywnych emocji.
Słyszałam jak zaczyna kropić na zewnątrz, słyszałam jak krople deszczu uderzają o realia.
Przed chwilą za nadgarstek ściskał mnie demon, teraz to transgenik. Nie znam go i nie wiem, czy chcę, ale nie mam ochoty trwać tu jak jakaś pusta blondynka. Trzymał mnie mocno i pewnie, wiedział czego chce. Kiedy spojrzałam mu w oczy poczułam jak po moim ciele podróżują wzburzone ciarki.
Miał w oczach coś dziwnego, może to, że jest tym transgenik'iem. Nigdy nie potrafiłam rozgryźć tej nazwy i nadal nie potrafię.
-Co ich łączy?-zaczęłam
-Hunter.-odpowiedział krótko spuszczając wzrok, ale nie wiem dlaczego?
-Kto to Hunter?-powiedziałam nerwowo, czułam jak płomienie stanęły mi w oczach.
-Córka Katherine-odpowiedział.
-"Skoro to ich łączy... Skoro to jest jej córka, czyli... Nie nie może być prawda."-Nie dopuszczałam do siebie tej myśli.
-A ty, kim jesteś?- zapytał oschle obracając tak obym spojrzała w jego oczy.
-Dla niego?-powiedziałam z mimowolnym uśmieszkiem, ponadto powstrzymując łzy napływające mi do oczu.- Kolejną zabawką.- zagryzłam nerwowo zęby,po czułam jak łza uwolniła się mimowolnie i spłynęła mi po policzku. Miałam wrażenie, że jego uścisk, po woli się rozluźnia, wykorzystując moment, uwolniłam się z niego po czym wyszłam z tamtego chol*rnego pomieszczenia.
Z trudem przepchałam się przez tłum ludzi tańczących i w większej części podpitych. Wychowując otarłam się o wiele barków, ale nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi, byli pół trzeźwi co się im dziwić?
Usiadłam na chwile na schodach na zewnątrz. Dochodziła do mnie jeszcze muzyka z budynku zmieszana z mało logicznymi rozmowami podpitych nadnaturalnych.
Deszcz po część poprawił mi humor. Uspokaja mnie każda kropla, ale po chwili wróciły do mnie te myśli, które jeszcze przed chwilą się ze mną przywitały.

(?)

od Beatrize - C.D Damona

Powieki powoli się rozwarły, ukazując czekoladowe tęczówki oblegające czarne źrenice. Nie sądziła, że może być aż tak źle, jak do tej pory zemdlała tylko raz, jednak był to naprawdę wyczerpujące przeniesienie. Położyła chudą, bladą rękę na czole i zjechała na czubek głowy, jednocześnie przeczesując włosy, po czym się rozejrzała. Nie znała tego miejsca, ale zauważyła siedzącego tyłem Damona. Powoli wstała i podeszła do niego spokojnie. Położyła rękę na jego ramieniu, lecz... nie spodziewała się, że podeszła ciszej niż zamierzała. On się przestraszył, gwałtownie podskakując i odwracając się. Reakcja łańcuchowa, jego ruchy sprawiły, że i Beatrize ogarnął strach. Odskoczyła od niego instynktownie, jednak mózg nie przewidział jednego: jest nadal bardzo osłabiona. Runęła na łóżko, sparaliżowana, by zaraz zanieść się z lekka nerwowym śmiechem i wstać, tym razem z postanowieniem, że więcej już dziś nie upadnie.
- Przepraszam, nie powinnam była... - plątała się, nie wiedząc zbytnio co powiedzieć.

(Damon? Króciutkie, wiem...)

czwartek, 13 listopada 2014

od Damona - C.D Beatrize

Nie miał pojęcia, co się stało. W jednej chwili stał w mieście, w oknach widział zaciekawionych ludzi i stres rósł, a zaraz potem... znajdował się tam, gdzie poznał Beatrize. Jak na pstryknięcie palcem przenieśli się w miejsce oddalone o dobre kilka kilometrów. Damon rozejrzał się zdumionym wzrokiem. W życiu nie przeżył czegoś takiego. Uczucie towarzyszące temu nagłemu przeniesieniu się było... niezwykłe. Jakby całe jego wnętrze zawirowało, a potem nagła lekkość. I z powrotem powrót do normalności. Kiedy pojawili się pod TAMTYM drzewem, gdzie wszystko się zaczęło... chwilowo stracił słuch. Przeciągliwy pisk dudnił mu w głowie przez trzy sekundy i zaraz wszystko wróciło do normy. Widocznie jakiś efekt uboczny. Nawet nie spostrzegł, że anielica upadła na kolana. #713 patrzył na towarzyszkę otrzepującą się z resztek kurzu. Widział, że chwieje się na nogach. Użycie tej... zdolności z pewnością kosztowało ją sporo energii...
— Co ty zrobiłaś? — spytał po chwili, a w jego głosie nadal dźwięczało spore zdziwienie.
— Przeteleportowałam nas... — odparła słabym głosem.
Nie był pewien, czy ta cała teleportacja była dobrym pomysłem. Nie chciał, by przez niego coś jej się stało. Nawet jeżeli to była zwykła chwilowa słabość to i tak z jego winy czuła się źle.
— Wszystko dobrze? — zapytał niepewnie, obserwując ją.
— Tak, w porządku... — tuż po udzieleniu odpowiedzi białowłosa przechyliła się niebezpiecznie na bok.
Szybka reakcja Damona sprawiła, że grawitacja nie wygrała tej bitwy. Przytrzymał ją.
— Nie wydaje mi się... — mruknął. Nie podobało mu się to. Ta cała magia... On po prostu wolał technologię, nowoczesność, a nie czary mary i pyłki wróżek. — Wydaje mi się, że powinnaś odpocząć. — dodał jeszcze.
— To zbędne, przejdzie mi. Norma, zawsze tak jest... — rzekła wolno z półprzymkniętymi oczami.
Wolno cofnął swoje ręce. Mimo tych wszystkich zapewnień wolał być gotowy na wszystko, dlatego nie odstępował jej nawet na krok, a przynajmniej taki był jego zamiar. Wtem jego wzrok przykuła cudowna tęcza. Warto wspomnieć, że miejsce, w którym się znajdywali położone było na delikatnym wzniesieniu. Podszedł bliżej krańca ów wzgórza.
— Cudowny widok, prawda? Rzadko zdarzało mi się widywać tak mocne kolory u wszelkich tęcz. Zawsze bawiły mnie te opowiastki, że na jej końcu znaleźć można garniec złota... — zaśmiał się cicho, kręcąc przecząco głową i nie dowierzając głupocie ludzkiej. — A ciebie? — zdziwił się, gdy przez dłuższy czas nie otrzymywał odpowiedzi. — Beatrize? — odwrócił się wolno.
Nie widział jej... dopóki nie skierował wzroku nieco niżej. Spostrzegł ją na ziemi, nieprzytomną. W ułamku sekundy znalazł się tuż przy niej, klęcząc.
— Wszystko dobrze, tak? Te twoje zapewnienia... — burknął. Wiedział, że nie można ufać takim słowom, bo każdy mówi tak tylko po to, by nie martwić drugiej osoby. Że też wcześniej na to nie wpadł.
Nie miał pojęcia, co zrobić z nieprzytomnym aniołem. Ile czasu są w tym "transie"? Czy wolno próbować je budzić? Kompletna pustka. Dlaczego musi być aniołem?! Stworzeniem, o którym on nic nie wie?! Nie mając pomysłów, delikatnie chwycił ją na swoje ramiona. Była leciutka jak piórko. Do jego "domu" nie było zbyt blisko, ale jeżeli posłuży się transgeniczną szybkością...
Po kilku minutach byli na miejscu. Mieszkał w starej chacie w głębi lasu, tuż przy wielkim jeziorze. Nad zbiornikiem wodnym unosiła się teraz tajemnicza mgła. Wszedłszy do środka, w pierwszej kolejności ułożył dziewczynę wygodnie na swoim łóżku. Dodatkowo delikatnie przykrył ją mięciutkim kocykiem. Nie wiedział, co dalej zrobić. Denerwował się. Usiadł przy drewnianym stoliku, na którym stał spory kubek. Kubek ze specjalną cieczą, tylko dla niego. Jeżeli inne stworzenie napiłoby się go... to na pewno skończyłoby się śmiercią. Popijał więc i czekał niecierpliwie na pobudkę anielicy. Zależało mu na niej i nie pozwoliłby na skrzywdzenie jej. Czuł się winny, bo to z jego powodu zapadła decyzja o teleportacji...

Beatrize? XD Musiałam. c:

od Beatrize - C.D Damona

Podążyła za jego wzrokiem, napotykając jakąś młodą kobietę, widocznie zainteresowaną jej niecodziennym towarzyszem. Po chwili znikła, zapewne informując swą rodzinę o przebierańcu czającym się w mieście. Damon wydawał się zdenerwowany zaistniałą sytuacją, postanowiła więc uratować go. Pewnie nie zdążyliby umknąć przed ciekawskimi ślepiami, postanowiła więc bardziej skuteczną metodę. Złapała go mocno i po chwili byli w miejscu, w którym się spotkali. Taki bajer aniołów, pozwalający na szybkie przemieszczanie się. Było jednak parę skutków ubocznych, choć miała nadzieje, że na zapuszkowanego psa działać nie będą. Tylko anioły w miarę dobrze to znosiły, choć mocno słabły, a kiedy przy samym fakcie były osłabione... wtedy najczęściej po prostu mdlały lub silnie krwawiły.
Teraz udało się bez większych problemów, choć Beatrize upadła na kolana. Spod białych pasem włosów które opadły na jej bladą twarz spojrzała na Damona orzechowymi ślepiami. Zszokowany rozglądał się, jakby nie mógł uwierzyć w to co widzi. Powoli wstała, otrzepując się z resztek ziemi które zadomowiły się na jej czarnych getrach.

(Damon?)